17 Rok Nowej Ery. Reakcja na śmierć Imperatora

Obrazek
Awatar użytkownika
Venril
OPJ - Padawan
OPJ - Padawan
Posty: 89
Rejestracja: 10 kwie 2009, o 10:12
Imię Postaci: Venril
Xfire: valudax
GaduGadu: 7100331
Lokalizacja: Oy'tan
Kontakt:

17 Rok Nowej Ery. Reakcja na śmierć Imperatora

Post autor: Venril »

Muag’ta niegdyś piękna planeta z bogatym dziedzictwem kulturowym i historycznym, jednak w ciągu wieloletnich wojen i przemian, których dokonało tu imperium, planeta z tętniącej życiem zmieniła się w wyjałowioną skorupę z zatrutą atmosferą. Lasy zostały powycinane na rzecz fabryk broni i kopalni cennych surowców, zatrute powietrze powoduje wiele chorób, dlatego ci, którzy mogą sobie na to pozwolić chodzą w maskach tlenowych. Rzeki w większości wysuszone a transporty wody pitnej muszą być dostarczane na planetę praktycznie codziennie. Na tej planecie właśnie się urodziłem... tutaj masz wybór: Zostajesz Sithem albo uciekasz/giniesz... Ja wybrałem to pierwsze. Nie wiem czym jest ta cała Moc ani tym bardziej nie jestem na nią wrażliwy, jednak wysokie stanowisko we flocie Imperium pozwala mi mieć wgląd w morale żołnierzy i uczniów Gligoraxa znajdujących się na planecie. Z pozoru po ostatnich wydarzeniach życie płynie dalej – toczy się takim samy rytmem jak zawsze, jednak gdy przysłuchać się rozmową dowódców, zwykłych żołnierzy i użytkowników Mocy, można zobaczyć jak wiele się zmieniło... Podszedłem do jednych drzwi w budynku rządowym planety. Władze sprawował tu - nie wiadomo jeszcze jak długo - jeden z zaufanych ludzi samego Imperatora – Lord Waful. Stanąłem pod jego gabinetem do jego biura i doskonale słyszałem wszystko co działo się w środku...
-I co teraz imperator nie żyje... Kuobelagh pewnie postawi tu swojego człowieka...
-Jeżeli będziemy mu posłuszni zachowamy władzę... - Głos zawahał się. - ale nie wiem czy będziemy.
-Co masz na myśli?
-To jest jasne, że to on zabił Gligoraxa... - Dalszej rozmowy nie słyszałem gdyż któryś z sithów szedł właśnie w moją stronę. Chciałem poznać jego opinię a przy okazji nie wyjść na podsłuchiwacza. Niestety wojak nie był zbyt rozmowny... Powiedział kilka zdań o tym że dla niego nie ma różnicy dla kogo wykonuje zadania... Może to nie istotne, ale mimo to, że hełm modulował jego głosi, i tak dało się usłyszeć autentyczny strach. To jasne że gdy umiera „nieśmiertelny” symbol Imperium, musi to wzbudzać niepokój... Szczególnie wśród prostych ludzi. Obróciłem się na pięcie i zwróciłem w stronę stołówki – Pora obiadu już się zbliżała. Wolnym krokiem wszedłem do pomieszczenia, rozejrzałem się uważnie po wnętrzu, zobaczyłem wolne miejsce obok kilku podoficerów. Dyskusja trwała już w najlepsze...
- Można się przysiąść? – Rzuciłem krótko.
- A siadaj... Może powiesz im że Gligorax dostał to na co zasłużył...
Szczur... Nienawidzę takich pijawek... Pamiętam jeszcze, jak niedawno podniecony opowiadał o swoim oddaniu dla Imperatora... wystarczyła chwila zwątpienia.
- Mam trochę inne zdanie... – Nie dane było mi dokończyć...
- Jesteśmy prostymi żołnierzami... ale już nie walczymy o to co kiedyś! Zrozum śmierć Gligoraxa całkowicie zmienia priorytety Imperium. Myślisz że Kuobelagha obchodzi co się z nami stanie... To myśl tak dalej!
- A co myślą o tym jego dawni uczniowie? – zapytał jeden ze zgromadzonych.
- Większość prawdopodobnie będzie czekać na odpowiedni moment... oni też nie ufają Kuobelaghowi....
- Ciekawe skąd ty to możesz wiedzieć?
- Wiesz przecież że jestem strażnikiem Akademii... Myślisz że oni o tym nie rozmawiają? – Nagle ściszył głos.
- Pewnego razu przechodziłem koło komnaty w której przebywali wyżsi stopniem sithowie... usłyszałem niepokojące dźwięki które nagle umilkły. Na ich miejsce pojawiły się szepty.... dlatego podkręciłem częstotliwość odbierania fal dźwiękowych... Oni będą czekać na znak tudzież odpowiedni moment... Szykują zamach na Kubolagha.... – Podoficer przerwał swoją opowieść, gdyż koło stołu przechodziło kilku postronnych żołnierzy, którzy niekoniecznie mieli krótkie języki.....
Dyskutowaliśmy jeszcze jakiś czas... Dokończyliśmy posiłek i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Gdy byłem w drodze na lądowisko postanowiłem się przysłuchać trochę rozmową proletariatu – W końcu oni byli najliczniejszą grupą społeczną na planecie. Wydawali się jeszcze bardziej przerażeni niż żołnierze i szeregowi użytkownicy Mocy.... Od początku życia wpatrzeni w wielkiego Gligoraxa... Od początku ślepo wierzący w jego potęgę - Jego śmierć była dla nich wielkim szokiem. Kiedy przechodziłem po ulicach dowiedziałem się, że gdy rząd planety ogłosił żałobę po Imperatorze, kilku konserwatystów popełniło samobójstwo lub zmarło na choroby nerwowe... Zresztą wiem to na swoim przykładzie, bo sam się z tego nie do końca otrząsnąłem... W co mam teraz wierzyć? Imperium, w które byłem wpatrzony umarło wraz z Gligoraxem a dla Kuobelagha będziemy tylko narzędziem do zdobycia całej galaktyki... przejść na stronę Jedi? Ta opcja w ogóle nie wchodziła w grę... Różnica poglądów była zbyt duża. Porzuciłem rozmyślania gdy usłyszałem hałas silników w miejscu do którego zmierzałem. Co to może być? – pomyślałem, gdy nagle odezwał się mój komunikator...
- Sierżancie Seth... Jesteś proszony na lądowisko.
- Będę tam za pięć minut... Bez odbioru – rozłączyłem się.
Przyspieszyłem krok i po chwil już byłem przed wejściem do astro-portu. Na głównym lądowisku stał olbrzymi transporter. Podszedłem do grupki szeregowców, którzy stali blisko statku...
- Co to jest? Nie dostałem żadnej informacji o przybyciu ładunku...
- Bo to nie ładunek.... Kuobelagh przysyła swoich podwładnych na planetę.
Przekląłem wyjątkowo siarczyście, kiedy dziwne istoty uzbrojone w jakąś archaiczną broń zaczęły wychodzić ze statku... Zaczęło się – Pomyślałem i kazałem zasalutować, ustawić się żołnierzom w szyku i prezentować broń... To dopiero początek. Nie wiem dlaczego ale gdy tylko popatrzyłem na któregoś z nich, odczuwałem niesamowitą niechęć do tych... właściwie co to były za stwory? Zresztą nie tylko ja miałem podobne odczucia co do naszych nowych „sprzymierzeńców”, bo gdy przechodzili obok grupki żołnierzy, którymi dowodziłem wszyscy wzdrygnęli się a na ich twarzach pojawił się dziwny grymas. To wyglądało jak... coś ożywione przez Moc? Bezwolne istoty... niektóre miały fragmenty pancerzy Republiki, jeszcze inne symbole jednej z frakcji biorącej udział w wojnie domowej na Oy'tan... nie wiem dlaczego ale coś mi mówiło że to po prostu ożywione, nie wiem w jaki sposób ofiary dawnych wojen... Poczułem niezwykłą ulgę gdy w końcu ostatnia z nich zniknęła z lądowiska... Coś mi mówi że ta wojna wkracza w zupełnie nową fazę...

Kail Green
"Dopóki GoSW jest, ja jestem"

Nie klikaj w ten link!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Opowiadania”