Podanie Rebis [ŚM] - PRZYJĘTY

Obrazek
Rebis
Posty: 6
Rejestracja: 27 sie 2009, o 18:37
Imię Postaci: Rebis
Xfire: rebis202

Podanie Rebis [ŚM] - PRZYJĘTY

Post autor: Rebis »

Obrazek] Obrazek

1. Imię: Paweł
2. Wiek: 16
3. Coś o sobie: Pochodze z południowej Polski, jestem fanem A Sapkowskiego, a szczególnie sagi o wiedźminie. Lubię świat fantastyki, dlatego też SW nie jest mi obce. W grze najbardziej liczy się dla mnie dobra zabawa i współpraca grupowa.
4. Ewentualny kontakt z tobą: xfire rebis202
5. Prędkość internetu: 512 kb neo



1. Twoje doświadczenie w Role Play: około roku
2. Staż w grze Jedi Knight 3: Jedi Academy: dwa lata
3. Dlaczego do Świadomych Mocy? bardzo ciekawa i prężnie rozwijająca się frakcja, duży potencjał
4. Klany, organizacje działające w JK3 w jakich byłeś/aś: rp-ienie ze znajomymi


Obrazek

1. Imię postaci: Rebis
2. Wiek postaci: 22 lata
3. Rasa postaci: człowiek
4. Rodzima planeta postaci: Lotrein
5. Wygląd postaci (opis zewnętrzny):
Obrazek

Rebis jest postawnym meżczyzną, posiada żółtawe oczy i brązowe włosy. Na jego twarzy można zauważyć drobny zarost, co jest prawdopodobnie efektem rzadkiego golenia się, w każdym razie wątpliwe by zapuszczał go umyślnie. Jego strój zawiera elementy pancerza.


6. Historia postaci (Minimum 700 słów):

Ech od czego by tu zacząć? Chyba wiem…

-Znienawidzony dźwięk budzika, ja pierdole, nie znoszę poniedziałków.- pomyślał z grymasem- Kolejny dzień w fabryce starego zapowiada się tak samo jak każdy poprzedni, hmm, znów trzeba pomęczyć tych frajerów.
Rebis był pasierbem właściciela firmy produkującej i szkolącej klony, a dokładnie zajmował się tą drugą częścią. Jego Ojczym nie był uczciwym kupcem, produkował klony dla tego, kto tylko wyżej zapłacił, a neutralność jego planety mu w tym pomagała. Cały interes rozkwitł na planecie Lotrein jakieś 15 lat temu, kiedy potrzebne były istoty do pracy w coraz większej gospodarce kraju. Luter, bo tak się nazywał , zawsze miał nos do interesów. Wpierw małe laboratorium, a teraz ogromna fabryka zasilała całą planetę w klony. Niestety Lutherowi ciągle było mało, zaczęły się jego szemrane interesy, wykorzystywanie klonów jako mięso armatnie przez podziemie tego świata, ale nie tylko. W sumie nie było jakiegoś ścisłego kręgu kupujących, ale był warunek który go określał, mianowicie pieniądz. Ostatnio jego znajomości zaszły nawet za kręgi planety i ubijał interesy z najemnikami planet republiki, nie musze nawet mówić jak to może się odbić już nawet nie na nim samym czy interesie, ale na całym neutralizmie planety. Niestety brakowało dość silnej władzy, by sprzeciwić się ogromnej sile ludzkiej, jak i pieniądzowi biznesmena.

Luter poznał Ane zaraz po śmierci ojca Rebisa i skusił ją, by została z nim. Marco, mąż Ane i syn senatora Republiki Wolnych Planet, musiał uciekać na Lotrein, przez zagrożenie ze strony politycznych przeciwników sławnego ojca. Na tej neutralnej, planecie postanowił prowadzić szczęśliwe, normalne życie wraz z żoną i 3- letnim synem. Pewnie byłaby to kolejna szczęśliwa historia gdyby nie nieszczęśliwy wypadek, który zabił głowę rodziny. Było chłodno, a on jak najszybciej chciał wrócić do domu na swoim ścigaczu, ale się przeliczył. Skończył jako bezkształtna masa na przęśle mostu.
Zapomniałbym prawie o bardzo istotnym szczególe w naszej historii, najnowszy prototyp istot wytwarzanych w fabryce do działań szturmowych, były właśnie klonami Rebisa.
Ale wróćmy do naszych wydarzeń…

- W szeregu zbiórka!- krzyknął przyboczny kapitana- do trzech odlicz!
Klony prawie odruchowo, natychmiast ustawiły się w szeregu, kolejna grupa, licząca 25 ścierw- tak kapitan lubił nazywać swoje kopie. Posłuszne pomioty odliczyły do trzech i kolejno występowały z szeregu, źrenice się poszerzały ze strachu, już nie pierwszy raz rozkazywano im występować z szeregu..
Kapitan kazał ustawić się co trzeciemu śmieciowi w rozsypce- No chyba wiecie co teraz.- Dobrze wiedzieli. To była taka zabawa kapitana, klony biły się ze sobą aż jeden z nich nie padnie trupem, zwykle nie trwa to dłużej niż kilka minut.
Klony przystąpiły do walki wręcz, lecz nie przypominało to w niczym normalnego pojedynku, nie wiadomo było kto atakuje kogo i czy jest w tym jakiś sens, bądź może inaczej, był jeden sens, mianowicie chęć przeżycia chociaż jednego dnia dłużej.
- Wygląda na to, że już wybrali ofiarę dnia- rzekł przyboczny z parszywym uśmiechem- o już wszyscy go kopią! Rzeczywiście utworzył się krąg wokół jednego ścierwa, widziałem krew na butach kopiących i to uczucie uciekającego życia między palcami, nawet tak nędznego. Podszedłem do grupki, tak to ja jestem tym kapitanem i to ja o sobie opowiadałem, jestem Rebisem. Nie wiem czemu nie opisałem tego na początku naszej opowieści, wstyd? Nie, to nie to, może chęć obiektywizmu, ale teraz wiem, ze nic z tego.
Kazałem pozbierać to co zostało z nieszczęśnika i rozkazałem przybocznemu wystawić ścierwa na dwadzieścia kilometrów biegu naokoło fabryki, odpowiedział mi z wielkim grymasem na twarzy
-Muszę?- Skierowałem na niego gniewny wzrok, prawdopodobnie nie spodziewał się tego- Chcesz biec razem z nimi?- nie odpowiedział. Jako pasierb właściciela miałem tu dużą władzę i cholernie lubiłem jej nadużywać, poza tym to coś biegające dookoła fabryki to są klony mnie samego, więc mam chyba prawo robić z nimi co mi się podoba, nie? W końcu to coś i tak jest tworzone, by ginąć za te ofermy które to kupują. Wróciłem do mojej kabiny i myślałem o tym wszystkim, coraz częściej mi się to zdarzało, nie wiem co się ze mną dzieje, jakieś wyrzuty sumienia czy coś? Z powodu tych idiotów? To było co najmniej dziwne..

Telefon. Stary dzwoni. Czy on zgłupiał? Stan bojowy w ośrodku szkoleniowym? Niech sobie dzwoni do dyrektora nie do mnie. Syreny, coś się szykuje, wyszkoleni strażnicy biegają po korytarzach i zajmują od lat ćwiczone pozycje bojowe.. i klony, one też dobierają karabiny i ruszają na zewnątrz, nie podoba mi się to. Zająłem moje stanowisko w miejscu dowodzenia i czekałem… Tak naprawdę nie wiedziałem wtedy, że komputery właśnie wykryły intruzów na terenie firmy, założę się, że byli to klienci, których mój ojczym zawiódł w ten czy inny sposób. Mówiąc klienci mam na myśli uzbrojonych po zęby najemników szukających czegoś w tym burdelu. Nie miałem pojęcia, że szukali mnie. Ci idioci myśleli, że porywając mnie uzyskają korzyści w negocjacjach z ojczymem, nie mieli jednak pojęcia, że jeśli chodzi o ważniejsze sprawy, to oczywiście stary miał mnie głęboko w dupie. Szybo okazało się, że to nie tylko mały oddzialik zwiadowczy w szybach wentylacyjnych, ale cała grupa szturmowa przygotowująca się do pacyfikacji fabryki, ktoś musiał porządnie nie lubić mojego ojczyma. Opisywanie samego ataku sobie oszczędzę, krew.. motłoch.. w każdym razie ja obserwowałem to na naszych monitorach w centrum kryzysowym, mianowicie trzęśliśmy dupami ze strachu w podziemnym schronie. Cała fabryka jest podzielona na sektory A B C w którym każdy miał osobne centrum dowodzenia i zarząd. A to była wytwórnia- najlepiej strzeżona, najlepsze płace, w skrócie było to gigantyczne laboratorium i sieć produkcyjna ścierw. B- był to ośrodek który torturował ścierwa, by były zawsze bezwzględnie posłuszne temu, kto je kupił, taka wielka pralnia mózgów. Ojczym próbował oczywiście uzyskać ten efekt już w etapie klonowania, ale mu nic z tego nie wyszło, tak więc powstał sektor B. I oczywiście ostatni, tak zwany wyjściowy sektor C, gdzie pracowali „treserzy” i ja właśnie byłem jednym z nich, tutaj uczyliśmy klony przetrwania, bezwzględności i oczywiście obsługiwania różnorakich broni. Zawsze byłem najlepszy wśród trenerów, moje „zabawki” były wytrzymalsze i okrutniejsze we wszystkich rankingach, może to te moje „rozrywki” tak na nie działały. Sektor C był pierwszym i najsłabiej chronionym blokiem, właściwie to według wszelkich planów kryzysowych, jest poświęcany jako pierwszy, może dlatego Ci najemnicy wzięli sobie za cel uprowadzenie mnie, bo byłby to najtańszy wariant. Te głupki z Bloków A i B oczywiście natychmiast zamknęły bramy transportowe i odgrodziły się od naszego bloku, czekając na odparcie ataku, a my mieliśmy tylko 10 % siły bojowej całej fabryki, i to licząc z nie doszkolonymi śmieciami. Jak się pewnie domyślasz czytelniku, agresorzy dali sobie radę i w jakieś 2 godziny byli już przed wejściem do schronu.
Zataiłem jeszcze jedną sprawę, albowiem od dziecka, można powiedzieć zdarzały mi się felerne sytuacje, Np kiedy chciałem sięgnąć po jakąś zabawkę, ta przysuwała się i nagle uderzała mnie w czoło. Szczerze mówiąc myślałem, że jest zemną coś nie tak, nigdy nie myślałem, że to może być jakaś tam „moc”. Ostatnio sytuacja nawet mnie przerosła, gdy znów wyżywałem się na klonie i złamałem sobie palca o jego twardą głowę, wpadłem w taki szał, że nic nie robiąc posłałem go na ścianę razem z krzesłem. A teraz, gdy te osiłki uzbrojone po zęby stały za drzwiami, a ci z A i B siedzieli bezczynnie powrócił ten rodzaj frustracji, który określał te dziwne zjawiska. Postanowiłem wykorzystać to później, nie było czasu na głupie wybuchy. Jak wiecie wyglądem zewnętrznym w niczym nie różniłem się od klona, więc kazałem zdjąć jednemu z nich pancerz, ja też się rozebrałem i tak oto już nie ja byłem kapitanem, a klon przebrany w moje ciuchy. Kazałem dyrektorowi przeprowadzić wymianę, negocjować, ja za przeżycie garstki obrońców i dowództwa. Propozycja była dosyć dobra, biorąc pod uwagę, że w każdej chwili ojczym mógł zorganizować odział szturmowy, który ocaliłby blok C, chociaż wiedziałem, że nie poświęciłby swoich cennych pieniędzy na wynajmowanie najemników do tak mało istotnej frakcji fabryki, pozostało mieć nadzieję, że najemnicy na to nie wpadną. Starałem się myśleć jak ich przywódca „Dostałem zadanie, nie znam wielu szczegółów, do cholery, czemu właściwie miałbym zdobywać ten schron skoro mogę się wymienić?” i chyba miałem rację. W tym czasie udało nam się otworzyć wyjście ewakuacyjne na zewnątrz, znów zapomniałem o tym wcześniej wspomnieć?, no cóż, w każdym razie wyszedłem nim tylko ja i czterech klonów, jak dowiedziałem się w późniejszym czasie dyrekcja przeżyła, lecz kazano zabić wszystkie klony, więc jeszcze raz udało mi się przechytrzyć przeciwnika, niestety czekało mnie jeszcze jedno niefortunne zdarzenie. Tuż przed wejściem do myśliwca zaatakowała nas grupka wywiadowcza najemników, rozpoczęło się starcie. Doświadczeni najemnicy wybili bardzo sprawnie moje klony, przeżyłem tylko ja, zacząłem biec do myśliwca, lecz oni rzucili na mnie sieć i skopali. Wtem zjawił się dowódca oddziału który wyciągnął rzadko spotykany na naszej planecie przedmiot, mianowicie wibroostrze, między nami nawiązał się dialog
-Mów gdzie reszta uciekinierów, nędzny klonie-powiedział zwracając się do mnie z pogardą w głosie i plując na ziemię-no szybko, bo będziemy musieli Cię trochę skrócić- wredny uśmieszek pojawił się na jego twarzy, ujrzałem ostrze miecza
-Ja nic nie wiem, przysięgam!- mówiłem cały obolały- powiedziałbym Ci gdybym wiedział, pana ludzie połamali mi chyba całe żebra
-Ty psie! Łżesz łachudro!- po czym kopnął mnie szpicem buta parę razy bo brzuchu i żebrach- a teraz będziemy się bawić!
Przejechał mi ostrzem po Chełmie jednak nie zrobił mi za wiele, ledwie mała blizna, ale samo przeżycie było straszne. Po raz pierwszy chciałem by moja wrażliwość na moc się ujawniła, z całej siły pragnąłem wyzwolić ją w sobie. Koncentracja, słuchanie bicia własnego serca i.. Otworzyłem oczy. Trzech najemników leżało koło ode mnie a ich dowódca zwija się z bólu koło myśliwca. Nie myślałem długo nad tym co się stało, wsiadłem do statku i kiedy tylko się dało włączyłem hipernapęd, tak miałem dosyć wypasiony myśliwiec, firmowy można by rzec, nabrałem kurs na planetę D’yet i postanowiłem opatrzyć rany. Co mnie uratowało przed najemnikami? Nie wiem, może ktoś? Może to nieznane coś nazywane mocą, gdy wracam teraz do tego wydarzenia trudno mi jest to opisać. I tak dotarliśmy do końca mojej historii, zapisanej w tym zeszycie, jeśli chcesz wiedzieć czemu ją napisałem, powiem po prostu że z nudów.

Wtem dźwięk alarmu oderwał mnie od pisania, a mapa pokazała tereny nieznanej planety, coś mnie znosi w tą stronę, stery odmawiają posłuszeństwa, jestem bezradny. Kurwa! Chyba znów mam pecha…

Za wszelkie błedy stylistyczne i językowe z góry przepraszam, samą fabułę starałem się dobrze rozwijać, by czytelnik się nie nudził.
Bo źródło wciąż bije..
Awatar użytkownika
Revel
ŚM - Świadomy
ŚM - Świadomy
Posty: 113
Rejestracja: 19 kwie 2009, o 21:15
Imię Postaci: Revel
Xfire: revel91
GaduGadu: 11786066
Lokalizacja: Letherman

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Revel »

Historia dość ciekawa, gdyż jest w miarę oryginalna. Doprawiona wulgaryzmami, z lekką przesadą, lecz dla mnie ujdą. Do długości opowiadania nie będę się czepiał. Do składni i spójności przymknę lekko oko, ale jestem zdezorientowany z przez tą fabrykę klonów na Loterin. :P

Dziś jestem na luzie, więc nie będę surowy. TAK.
Rebis
Posty: 6
Rejestracja: 27 sie 2009, o 18:37
Imię Postaci: Rebis
Xfire: rebis202

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Rebis »

oczywiście fabryka jest jedynie fikcją literacką autora, wymyśliłem ją na potrzeby opowiadania.
Bo źródło wciąż bije..
Mythh
Posty: 76
Rejestracja: 22 cze 2009, o 12:10

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Mythh »

Całe podanie mi się bardzo podoba, 1 i 2 część dobrze napisane, historia również ciekawa...

Jestem na Tak
Awatar użytkownika
Liga/Darxul
ŚM - Fenker
ŚM - Fenker
Posty: 161
Rejestracja: 13 kwie 2009, o 11:09
Imię Postaci: Darxul
Xfire: liga997
GaduGadu: 10018175
Lokalizacja: Łabiszyn

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Liga/Darxul »

Nie najgorzej, jestem ZA
Fenker Darxul
Awatar użytkownika
Kranek
ŚM - Nowo Przybyły
ŚM - Nowo Przybyły
Posty: 33
Rejestracja: 12 kwie 2009, o 20:15
Imię Postaci: Lanz
Xfire: darthkranek
GaduGadu: 10099658

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Kranek »

Jestem na TAK.
Awatar użytkownika
Zattara
ŚM - Nowo Przybyły
ŚM - Nowo Przybyły
Posty: 64
Rejestracja: 25 cze 2009, o 22:07
Imię Postaci: Zattara
Xfire: vampirekenshin
GaduGadu: 912421
Lokalizacja: Brodnica

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Zattara »

Jestem ZA podobała mi się historia od samego początku do samego końca... Potrafisz pisać chłopaku x]
Do reszty też zastrzeżeń nie mam...
"Nigdy nie zwyciężysz wroga, którego twoja wyobraźnia uczyniła niepokonanym."
"Tak to już bowiem jest, że właśnie z cienia najlepiej dostrzec mrok, a blask tylko oślepia źrenice"
"Niebezpieczeństwem zadawania pytań jest to, iż możecie otrzymać odpowiedź"
"Kiedy patrzysz w otchłań, otchłań może zacząć patrzeć w Ciebie"
"Odważni nie żyją wiecznie, lecz tchórze nie żyją wcale"
Mordimer Madderin
Wagner
ŚM - Wielki Mistrz
ŚM - Wielki Mistrz
Posty: 104
Rejestracja: 7 mar 2009, o 20:59
Imię Postaci: Arhael
Xfire: wagnerthenecromancer
GaduGadu: 4549862

Re: Podanie Rebis [ŚM]

Post autor: Wagner »

No dobrze. Myślę, że jako fan A. Sapkowskiego dobrze wczujesz się w otoczeniu naszych sesji. Historia, wydaje się być dobra, ale jak dla mnie nieźle pomieszana no i niektóre podzespołu w ogóle mi się nie podobały - dlatego mój głos jest NEUTRALNY. Mimo wszystkiego przewidujesz spory potencjał, dlatego dam Ci szansę. Powodzenia.





Obrazek ___________________________________
Gratulujemy!
Rebis został przyjęty do frakcji "Świadomi Mocy" i dopuszczony do próby otrzymania rangi "Nowo przybyły" . Zapoznaj się ze wszelkimi rzeczami jakie musisz ściągnąć by móc z nami grać. Przeczytaj także najważniejsze informacje o frakcji do której chcesz wstąpić. Jeżeli korzystasz z komunikatora X-FIRE, zapisz się TU.
Data próby to: DO USTALENIA!

- Informacje o "Próbie początkowej".
__________________________________
Obrazek
Mistrz Wagner
ClanLeader frakcji "Świadomi Mocy".
... i od niedawna WGM (Wielki GameMaster)
Zablokowany

Wróć do „Rekrutacja”