Egzaus- Podanie. ( ŚM) - PRZYJĘTY
- Zattara
- ŚM - Nowo Przybyły

- Posty: 64
- Rejestracja: 25 cze 2009, o 22:07
- Imię Postaci: Zattara
- Xfire: vampirekenshin
- GaduGadu: 912421
- Lokalizacja: Brodnica
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
Ja zmieniam zdanie i jestem na tak bo jesteś fajny jak mój tata
"Nigdy nie zwyciężysz wroga, którego twoja wyobraźnia uczyniła niepokonanym."
"Tak to już bowiem jest, że właśnie z cienia najlepiej dostrzec mrok, a blask tylko oślepia źrenice"
"Niebezpieczeństwem zadawania pytań jest to, iż możecie otrzymać odpowiedź"
"Kiedy patrzysz w otchłań, otchłań może zacząć patrzeć w Ciebie"
"Odważni nie żyją wiecznie, lecz tchórze nie żyją wcale"
Mordimer Madderin
"Tak to już bowiem jest, że właśnie z cienia najlepiej dostrzec mrok, a blask tylko oślepia źrenice"
"Niebezpieczeństwem zadawania pytań jest to, iż możecie otrzymać odpowiedź"
"Kiedy patrzysz w otchłań, otchłań może zacząć patrzeć w Ciebie"
"Odważni nie żyją wiecznie, lecz tchórze nie żyją wcale"
Mordimer Madderin
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
Dodałem 2 wątki na temat mojej przeszłości tak jak chcieliście 
Jak mam jakieś błędy lub jest za mało to pisać
DZIEŃ 32:
Jestem już tu ponad miesiąc... Nie wiem gdzie jestem. Nie wiem kim jestem...
Wiem tylko, że już raz doświadczyłem śmierci.
Jestem zmęczony. Nie wiem co zrobić. Niestety, nie jestem tu sam. Otacza mnie tysiące istot, wyglądających dokładnie jak ja. Są przerażający, Wielu z nich ma zdeformowane ciała, doskonale widać wnętrzności. Przepełnia ich coś, czuję to. Nie mniej jednak, wszyscy są martwi. Mentalnie. Nie rozmawiają, nie sikają, nie jedzą. Czekają. Muszę czekać razem z nimi. Jestem taki jak oni.
.
DZIEŃ 40:
Zauważyłem coś ciekawego. Miejsce ,wydaje się że być jakąś fabryka , „produkujących „ takie dziwne istoty jak ja. Nie myślące, nie czujące. Stworzone tylko po to, by być przedłużeniem czyjejś woli.
To dziwne. Wydaje mi się, że tylko ja mam świadomość tego , że istnieje. Reszta nawet się nie porusza, czekając na coś. Lub na kogoś.
DZIEŃ 44:
Przypomniałem sobie swoje dzieciństwo, tam – w poprzednim życiu. Pamiętam ,że wychowałem się na planecie D'yet, pracowałem na roli. Byłem zwykłym rolnikiem, nie wyszczególniajcym się niczym ciekawym. Tamto życie mnie chyba nie uszczęśliwiało. Chyba uciekłem z domu. Rodzice ciągle się kłócili.
Przeprowadziłem się do starej jaskini. Nic więcej już nie pamiętam.
DZIEŃ 134:
W końcu coś się dzieję. Miałem racje, stworzono nas byśmy służyli. Inni, są jak bezwładne marionetki. Muszę udawać jednego z nich. Mam nadzieje, że nikt się nie pozna. Do fabryki, przyleciał generał Vash. Rozmawiał z kimś. Powiedział, że już nie długo użyją nas na wojnie. Użyją. Coś się we mnie zagotowało. A więc teraz, stałem się rzeczą. Będą mną rozporządzać. Ledwo zacisnąłem zęby, by nie wgryźć się w tętnice Vasha.
Na samą myśl wojny robiło mi się nie dobrze. Mam nadzieje, że nie dożyje do niej.
Dzień 153:
A jednak nie tylko ja jestem wyjątkowy. W holu AX-8215, usłyszałem czyjąś rozmowę. Jakieś dwie żywe istoty żywo dyskutowały na jakiś temat.
Wtedy do nich podszedłem. Długowłosy blondyn, trochę się zdziwił. Odrazu powiedział, że jestem inny niż reszta zombie. Mam w sobie nie zwykłą moc, która nie pozwoliła przejąć nade mną kontroli.
Próbowałem zaproponować im ucieczkę, lecz oni twierdzili że już są wolni. Blondyn, powiedział, że jeszcze po mnie wróci. Spytałem o rok.
Okazało się, że minęło 3248 lat od mojej śmierci. Pamiętałem rok, w którym zginąłem. Nie pamiętam jednak jak.
DZIEŃ 167:
Przypomniała mi się moja śmierć. Pamiętam, że żyłem w samotności. Nie miałem rodziny, przyjaciół, dzieci. Byłem sam. Świat nic nie stracił by, gdybym po prostu zamknął oczy i nie istniał. Świadomość, że moje istnienie jest nic nie warte , nie dawała mi spokoju. Poszedłem do najbliższego miasta, kupiłem moją najlepszą przyjaciółkę za bezcen. Chodzi o Śmierć, tylko ona mogłaby by mnie wyzwolić z nieszczęśliwej egzystencji.
Położyłem się w jaskini, ostatni raz spojrzałem w niebo. Nie wzruszyłem się. Wstrzyknąłem sobie, podwójną dawkę egyuenlasr'ui. Po prostu, zamknąłem oczy.
Ciekawe czy mnie ktoś pochował.
Dzień 228:
Przypominam sobie coraz więcej. Mam Imię. Ucieszyło mnie to. A zwało się Egzauz. O ile wiem, było po moim praprapradziadku. Był on jakimś bardzo ubogim wojownikiem i równie odważnym. Szkoda, że nie odziedziczyłem po nim tej cechy. Jestem tchórzem, jestem z tego dumny. Muszę się stąd wydostać. No, chyba , że ktoś podrzuci mi egyuenlasr'ui, chętnie powtórzył bym historie.
Dzień 287:
Wreszcie nadszedł czas wojny. Część odziałów wyruszyła na Goontil. Dali nam broń. Nie miałem cholernego pojęcia jak się nią posługiwać. Reszta marionetek nie miała tego problemu
W fabryce znów napotkałem blondyna. Powiedział mi że mam jak najszybciej uciekać z tego miejsca. Dał mi jakieś koordynaty. Cóż, byłem wdzięczny. Ale do cholery jasnej, co to są koordynaty?!
DZIEŃ 400:
Nadszedł dzień, gdy zabrano nasz odział na kolejną bitwę. Atakowaliśmy Ansnus. Zabawne, za moich czasów byłem pewien , że to D'yet jest w centrum wszechświata.
Wojownicy byli naprawdę wyszkoleni i mieli spore doświadczenie w walce.
Nie bałem się ,że to może być koniec mojego życia. W sumie, już raz je straciłem.
Wojna była bardzo długa, obywatele planety uciekali. Płakali. Wyczuwałem u nich strach. W końcu, nadarzyła się okazja, na którą czekałem od 400 dni. Ukradłem statek, po czym próbowałem opuścić nim planetę. Naszczęście, miał autopilota. Nie wiem dokładnie ile leciałem. W kosmosie, czas płynie dużo wolniej. Sporo się namęczyłem, nim zrozumiałem czym są owe „koordynaty”. Zaczęło brakować zasilania. Pożywienie też się kończyło. Nie wiem dokładnie co się stało. Obudziłem się na jakiejś pustyni, statek roztrzaskany był w pył.
DZIEŃ 402:
Przypomniałem sobie więcej .
Nie mogłem pozostać w jaskini przez cały czas .Byłem głodny. Poszedłem do najbliższego miasta
by znaleźć sobie jakieś chwilowe zajęcie.
Szczęśliwie ,tydzień przed moim przybyciem umarł miejski grabaż.Bez wahania przyjąłem tą pracę. Pamiętam że mi się podobało.
Lubiłem martwych.
Szanowali ciszę,spokój,niezależność tak jak ja.
Dzień przypuszczalnie, 403:
Obudziłem się z myślą, że natrafię na jakąś cywilizację. Błąkałem się bardzo długo, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Bardzo chciało mi się pić. Znowu marzyłem o śmierci.
W końcu udało mi się znaleźć jakąś świątynie. Sam nie wiem, co mnie tam czeka. W sumie, nic nie mam do stracenia. Widzę tylko ciemność.
DZIEŃ 467:
W tamtym świecie również miałem swoją miłość ,zapoznałem ją podczas wykonywania
mojej pracy.
Był pogrzeb .Wszyscy myśleli że ona jest martwa, jednak ja miałem inne zdanie.
Uważałem że ona nadal żyje wyczuwałem to. Hmmm chyba za dużo przebywałem z trupami……
Wiem że była złodziejką. Tak przynajmniej twierdzili żałobnicy .
Nie wiem ,czemu ludzie mi o tym mówili .Miałem w dupie kogo zakopuje okazało się,
że ,tylko śpi. Piepszona trucizna. Jak łatwo w dzisiejszych czasach zakopać kogoś żywcem.
Musiała ukryć się u mnie. Początkowo mi to przeszkadzało.
Nie byłem przyzwyczajony do ludzi. Szybko się zauroczyłem. Spacery, wieczory, wspólne patrzenie się na księżyc.
Idiota.
Obudziłem się, bez dziewczyny i pieniędzy. Motto, może przydać się w przyszłości.
Ludzie i trupy nigdy się nie zmienią.
Dzień 501:
Świątynia była pusta. Odnalazłem jednak trochę jedzenia, wystarczyło by przeżyć. Pożywienie się kończy. Chyba będę musiał wcinać robale.
Dzień 503:
Nie wiem co się ze mną dzieje. Głowa mi pęka, krew leci ze wszystkich możliwych otworów. Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Dzień 515:
Chyba oszaleje. Dłużej tu nie wytrzymam. Bóle główy się nasilają. Mam zwidy.
Dzień 520:
Mamo, to naprawdę ty?
Dzień 982:
Nie potrafię określić, jak przeżyłem. Czuję , się gorzej niż trup. Pobyt w piekle byłby mniejszą karą. Coś przywróciło moje zmysły. Wyczuwam jakąś aurę, to gdzieś na północy. Cóż, nie mam wyboru. W najgorszym wypadku i tak umrę. Żadna więc to kara.
Dzień 1032:
Aura staje się coraz bardziej wyczuwalna. Dochodzę już prawie do celu. Czuje to.
Dzień 1042 :
Nie pozostaje mi nic innego. Tam z pewnością są żywe istoty. Zostawiam mój pamiętnik tutaj. Nie chce aby został zniszczony razem ze mną. Tym razem, chociaż on po mnie pozostanie.
Cokolwiek się stanie, pamiętajcie o śmierci. Ona zawsze was dopadnie, nawet jak już jesteście martwi.
Jak mam jakieś błędy lub jest za mało to pisać
DZIEŃ 32:
Jestem już tu ponad miesiąc... Nie wiem gdzie jestem. Nie wiem kim jestem...
Wiem tylko, że już raz doświadczyłem śmierci.
Jestem zmęczony. Nie wiem co zrobić. Niestety, nie jestem tu sam. Otacza mnie tysiące istot, wyglądających dokładnie jak ja. Są przerażający, Wielu z nich ma zdeformowane ciała, doskonale widać wnętrzności. Przepełnia ich coś, czuję to. Nie mniej jednak, wszyscy są martwi. Mentalnie. Nie rozmawiają, nie sikają, nie jedzą. Czekają. Muszę czekać razem z nimi. Jestem taki jak oni.
.
DZIEŃ 40:
Zauważyłem coś ciekawego. Miejsce ,wydaje się że być jakąś fabryka , „produkujących „ takie dziwne istoty jak ja. Nie myślące, nie czujące. Stworzone tylko po to, by być przedłużeniem czyjejś woli.
To dziwne. Wydaje mi się, że tylko ja mam świadomość tego , że istnieje. Reszta nawet się nie porusza, czekając na coś. Lub na kogoś.
DZIEŃ 44:
Przypomniałem sobie swoje dzieciństwo, tam – w poprzednim życiu. Pamiętam ,że wychowałem się na planecie D'yet, pracowałem na roli. Byłem zwykłym rolnikiem, nie wyszczególniajcym się niczym ciekawym. Tamto życie mnie chyba nie uszczęśliwiało. Chyba uciekłem z domu. Rodzice ciągle się kłócili.
Przeprowadziłem się do starej jaskini. Nic więcej już nie pamiętam.
DZIEŃ 134:
W końcu coś się dzieję. Miałem racje, stworzono nas byśmy służyli. Inni, są jak bezwładne marionetki. Muszę udawać jednego z nich. Mam nadzieje, że nikt się nie pozna. Do fabryki, przyleciał generał Vash. Rozmawiał z kimś. Powiedział, że już nie długo użyją nas na wojnie. Użyją. Coś się we mnie zagotowało. A więc teraz, stałem się rzeczą. Będą mną rozporządzać. Ledwo zacisnąłem zęby, by nie wgryźć się w tętnice Vasha.
Na samą myśl wojny robiło mi się nie dobrze. Mam nadzieje, że nie dożyje do niej.
Dzień 153:
A jednak nie tylko ja jestem wyjątkowy. W holu AX-8215, usłyszałem czyjąś rozmowę. Jakieś dwie żywe istoty żywo dyskutowały na jakiś temat.
Wtedy do nich podszedłem. Długowłosy blondyn, trochę się zdziwił. Odrazu powiedział, że jestem inny niż reszta zombie. Mam w sobie nie zwykłą moc, która nie pozwoliła przejąć nade mną kontroli.
Próbowałem zaproponować im ucieczkę, lecz oni twierdzili że już są wolni. Blondyn, powiedział, że jeszcze po mnie wróci. Spytałem o rok.
Okazało się, że minęło 3248 lat od mojej śmierci. Pamiętałem rok, w którym zginąłem. Nie pamiętam jednak jak.
DZIEŃ 167:
Przypomniała mi się moja śmierć. Pamiętam, że żyłem w samotności. Nie miałem rodziny, przyjaciół, dzieci. Byłem sam. Świat nic nie stracił by, gdybym po prostu zamknął oczy i nie istniał. Świadomość, że moje istnienie jest nic nie warte , nie dawała mi spokoju. Poszedłem do najbliższego miasta, kupiłem moją najlepszą przyjaciółkę za bezcen. Chodzi o Śmierć, tylko ona mogłaby by mnie wyzwolić z nieszczęśliwej egzystencji.
Położyłem się w jaskini, ostatni raz spojrzałem w niebo. Nie wzruszyłem się. Wstrzyknąłem sobie, podwójną dawkę egyuenlasr'ui. Po prostu, zamknąłem oczy.
Ciekawe czy mnie ktoś pochował.
Dzień 228:
Przypominam sobie coraz więcej. Mam Imię. Ucieszyło mnie to. A zwało się Egzauz. O ile wiem, było po moim praprapradziadku. Był on jakimś bardzo ubogim wojownikiem i równie odważnym. Szkoda, że nie odziedziczyłem po nim tej cechy. Jestem tchórzem, jestem z tego dumny. Muszę się stąd wydostać. No, chyba , że ktoś podrzuci mi egyuenlasr'ui, chętnie powtórzył bym historie.
Dzień 287:
Wreszcie nadszedł czas wojny. Część odziałów wyruszyła na Goontil. Dali nam broń. Nie miałem cholernego pojęcia jak się nią posługiwać. Reszta marionetek nie miała tego problemu
W fabryce znów napotkałem blondyna. Powiedział mi że mam jak najszybciej uciekać z tego miejsca. Dał mi jakieś koordynaty. Cóż, byłem wdzięczny. Ale do cholery jasnej, co to są koordynaty?!
DZIEŃ 400:
Nadszedł dzień, gdy zabrano nasz odział na kolejną bitwę. Atakowaliśmy Ansnus. Zabawne, za moich czasów byłem pewien , że to D'yet jest w centrum wszechświata.
Wojownicy byli naprawdę wyszkoleni i mieli spore doświadczenie w walce.
Nie bałem się ,że to może być koniec mojego życia. W sumie, już raz je straciłem.
Wojna była bardzo długa, obywatele planety uciekali. Płakali. Wyczuwałem u nich strach. W końcu, nadarzyła się okazja, na którą czekałem od 400 dni. Ukradłem statek, po czym próbowałem opuścić nim planetę. Naszczęście, miał autopilota. Nie wiem dokładnie ile leciałem. W kosmosie, czas płynie dużo wolniej. Sporo się namęczyłem, nim zrozumiałem czym są owe „koordynaty”. Zaczęło brakować zasilania. Pożywienie też się kończyło. Nie wiem dokładnie co się stało. Obudziłem się na jakiejś pustyni, statek roztrzaskany był w pył.
DZIEŃ 402:
Przypomniałem sobie więcej .
Nie mogłem pozostać w jaskini przez cały czas .Byłem głodny. Poszedłem do najbliższego miasta
by znaleźć sobie jakieś chwilowe zajęcie.
Szczęśliwie ,tydzień przed moim przybyciem umarł miejski grabaż.Bez wahania przyjąłem tą pracę. Pamiętam że mi się podobało.
Lubiłem martwych.
Szanowali ciszę,spokój,niezależność tak jak ja.
Dzień przypuszczalnie, 403:
Obudziłem się z myślą, że natrafię na jakąś cywilizację. Błąkałem się bardzo długo, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Bardzo chciało mi się pić. Znowu marzyłem o śmierci.
W końcu udało mi się znaleźć jakąś świątynie. Sam nie wiem, co mnie tam czeka. W sumie, nic nie mam do stracenia. Widzę tylko ciemność.
DZIEŃ 467:
W tamtym świecie również miałem swoją miłość ,zapoznałem ją podczas wykonywania
mojej pracy.
Był pogrzeb .Wszyscy myśleli że ona jest martwa, jednak ja miałem inne zdanie.
Uważałem że ona nadal żyje wyczuwałem to. Hmmm chyba za dużo przebywałem z trupami……
Wiem że była złodziejką. Tak przynajmniej twierdzili żałobnicy .
Nie wiem ,czemu ludzie mi o tym mówili .Miałem w dupie kogo zakopuje okazało się,
że ,tylko śpi. Piepszona trucizna. Jak łatwo w dzisiejszych czasach zakopać kogoś żywcem.
Musiała ukryć się u mnie. Początkowo mi to przeszkadzało.
Nie byłem przyzwyczajony do ludzi. Szybko się zauroczyłem. Spacery, wieczory, wspólne patrzenie się na księżyc.
Idiota.
Obudziłem się, bez dziewczyny i pieniędzy. Motto, może przydać się w przyszłości.
Ludzie i trupy nigdy się nie zmienią.
Dzień 501:
Świątynia była pusta. Odnalazłem jednak trochę jedzenia, wystarczyło by przeżyć. Pożywienie się kończy. Chyba będę musiał wcinać robale.
Dzień 503:
Nie wiem co się ze mną dzieje. Głowa mi pęka, krew leci ze wszystkich możliwych otworów. Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Dzień 515:
Chyba oszaleje. Dłużej tu nie wytrzymam. Bóle główy się nasilają. Mam zwidy.
Dzień 520:
Mamo, to naprawdę ty?
Dzień 982:
Nie potrafię określić, jak przeżyłem. Czuję , się gorzej niż trup. Pobyt w piekle byłby mniejszą karą. Coś przywróciło moje zmysły. Wyczuwam jakąś aurę, to gdzieś na północy. Cóż, nie mam wyboru. W najgorszym wypadku i tak umrę. Żadna więc to kara.
Dzień 1032:
Aura staje się coraz bardziej wyczuwalna. Dochodzę już prawie do celu. Czuje to.
Dzień 1042 :
Nie pozostaje mi nic innego. Tam z pewnością są żywe istoty. Zostawiam mój pamiętnik tutaj. Nie chce aby został zniszczony razem ze mną. Tym razem, chociaż on po mnie pozostanie.
Cokolwiek się stanie, pamiętajcie o śmierci. Ona zawsze was dopadnie, nawet jak już jesteście martwi.
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
Hmm sam nie wiem,widać że ci zależy a historia ma ten swój klimacik i oryginalność.Mimo to narazie Wstrzymuje się.
PS:
PS:
Za to masz u mnie plusa xDDzień 520:
Mamo, to naprawdę ty?


Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
No cóż, czas ocenić...
Historia pisana w postaci dziennika, dobry pomysł, sam z niego kiedyś skorzystałem pisząc podanie do NGI tak więc za oryginalność (rzadko kto pisze w ten sposób) masz u mnie +.
Jest dość ciekawa, ma ciekawy klimat i wydarzenia są ciekawie zobrazowane, nie mniej jednak... brakuje w tej historii opisu charakteru postaci, nie doczytałem się tu więcej prócz przeżyć Twojej postaci. Brakuje tego jednego bardzo ważnego elementu...
Ponieważ historia nawet mi się podoba, jest pisana w dość oryginalny sposób i ma ciekawą fabułę chciałbym być za Twoim przyjęciem.
Lecz jednak wolałbym abyś swoją historię poprawił i uzupełnił ją o charakter swojej postaci gdyż bardzo kłuje w oczy jego brak.
Póki co jestem Neutralny, jeżeli poprawisz historie i dodasz informacje o charakterze Twojej postaci będę na tak. Pozdrawiam.
Historia pisana w postaci dziennika, dobry pomysł, sam z niego kiedyś skorzystałem pisząc podanie do NGI tak więc za oryginalność (rzadko kto pisze w ten sposób) masz u mnie +.
Jest dość ciekawa, ma ciekawy klimat i wydarzenia są ciekawie zobrazowane, nie mniej jednak... brakuje w tej historii opisu charakteru postaci, nie doczytałem się tu więcej prócz przeżyć Twojej postaci. Brakuje tego jednego bardzo ważnego elementu...
Ponieważ historia nawet mi się podoba, jest pisana w dość oryginalny sposób i ma ciekawą fabułę chciałbym być za Twoim przyjęciem.
Lecz jednak wolałbym abyś swoją historię poprawił i uzupełnił ją o charakter swojej postaci gdyż bardzo kłuje w oczy jego brak.
Póki co jestem Neutralny, jeżeli poprawisz historie i dodasz informacje o charakterze Twojej postaci będę na tak. Pozdrawiam.
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
Anubisie po historii powinieneś wiedzieć jaki Egzaus miał charakter to jest bardzo widoczne w historii mej 
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
A ja jestem ZA. Cechy charakteru są Anubis, ale wypisane między wierszami. Zacznij analizować sytuacje to znajdziesz cechy.
''Dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci, abyś poszedł do diabła w ten sposób, że poczujesz narastające podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży.''
''Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów''
Mam jedną ważną ceche. Jeśli nie umiem czegoś zrobić, potrafię znaleźć ludzi, którzy zrobią to za mnie.
Faveks
''Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów''
Mam jedną ważną ceche. Jeśli nie umiem czegoś zrobić, potrafię znaleźć ludzi, którzy zrobią to za mnie.
Faveks
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
Widocznie coś mi się pomajtało bo jak pisałem odpowiedź byłem na wpół zaspany... Jestem na Tak.
- Liga/Darxul
- ŚM - Fenker

- Posty: 161
- Rejestracja: 13 kwie 2009, o 11:09
- Imię Postaci: Darxul
- Xfire: liga997
- GaduGadu: 10018175
- Lokalizacja: Łabiszyn
- Revel
- ŚM - Świadomy

- Posty: 113
- Rejestracja: 19 kwie 2009, o 21:15
- Imię Postaci: Revel
- Xfire: revel91
- GaduGadu: 11786066
- Lokalizacja: Letherman
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
Nie zmieniam zdania. Wstrzymuje się.
-
Wagner
- ŚM - Wielki Mistrz

- Posty: 104
- Rejestracja: 7 mar 2009, o 20:59
- Imię Postaci: Arhael
- Xfire: wagnerthenecromancer
- GaduGadu: 4549862
Re: Egzaus- Podanie. ( ŚM)
No dobrze. Widzę, że poprawiałeś historię i starałeś się bądź co badź, dlatego dam Ci szansę wykazać się w RP.
___________________________________
Gratulujemy!
Egzaus został przyjęty do frakcji "Świadomi Mocy" i dopuszczony do próby otrzymania rangi "Nowo przybyły" . Zapoznaj się ze wszelkimi rzeczami jakie musisz ściągnąć by móc z nami grać. Przeczytaj także najważniejsze informacje o frakcji do której chcesz wstąpić. Jeżeli korzystasz z komunikatora X-FIRE, zapisz się TU.
Data próby to: DO USTALENIA!
- Informacje o "Próbie początkowej".
__________________________________
___________________________________Gratulujemy!
Egzaus został przyjęty do frakcji "Świadomi Mocy" i dopuszczony do próby otrzymania rangi "Nowo przybyły" . Zapoznaj się ze wszelkimi rzeczami jakie musisz ściągnąć by móc z nami grać. Przeczytaj także najważniejsze informacje o frakcji do której chcesz wstąpić. Jeżeli korzystasz z komunikatora X-FIRE, zapisz się TU.
Data próby to: DO USTALENIA!
- Informacje o "Próbie początkowej".
__________________________________
Mistrz Wagner
ClanLeader frakcji "Świadomi Mocy".
... i od niedawna WGM (Wielki GameMaster)











