Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM] - PRZYJĘTY

Obrazek
Awatar użytkownika
Veryus
Posty: 22
Rejestracja: 20 kwie 2009, o 19:44
Imię Postaci: Veryus Arsher
Xfire: Veryus
GaduGadu: 4237871

Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM] - PRZYJĘTY

Post autor: Veryus »

ObrazekObrazek Obrazek

1. Imię: Dawid
2. Wiek: 14
3. Coś o sobie: Co tu mówić? Wiecie o mnie dość dużo. Umiem zachować umiar, klimat podczas RP, nie tylko w świecie SW, ale też w grach D&D (m.in. FR, na którym się wychowałem...). Można ze mną pogadać, choć nie lubię rozmaitych ‘’dzieci neo’’ i innego pokroju przeciętnej młodzieży. (Może to i nieracjonalne z powodu tego, iż sam jestem jeszcze młody, jednak nie zachowuje się jak tacy osobnicy...).
4. Ewentualny kontakt z tobą:
Gadu-Gadu: 4237871
X'fire: v3ryus
E-mail: veryus@o2.pl
5. Prędkość internetu: 192 kbp/s



Obrazek

1. Twoje doświadczenie w Role Play:

-3 lata w grze Neverwinter Nights (Forgotten Realms),
-3 lata w grze JK3 (SW, własne gry z kolegami no i rzecz jasna w poprzednich klanach...),
-Rozmaite PBF’y, fora RPG etc.

2. Staż w grze Jedi Knight 3: Jedi Academy: 3 lata.
3. Dlaczego do Świadomych Mocy? Gdyż zamierzam tu zostać...
4. Klany, organizacje działające w JK3 w jakich byłeś/aś:
|GK|, [HoDS] (ave!) oraz GoSW.


Obrazek

1. Imię postaci: Deina La’rean’Rias.
2. Wiek postaci: 21 lat.
3. Rasa postaci: Kiffar.
4. Rodzima planeta postaci: Improsix
5. Wygląd postaci (opis zewnętrzny): Dość wysoka kobieta, na pewno ponad przeciętnie od niektórych kobiet rasy Kiffar. Ma szczupłą, zgrabną sylwetkę do której można by rzecz, idealnie zostały dopasowane kształtne, jędrne piersi i pośladki, całe jej ciało jest jak to przystało na kobietę – odpowiednie. Ma długie, czarne włosy, zaś jej twarz odznaczana jest przez ładne rysy. Przez jej prawe oko aż do połowy prawego policzka przechodzi zielonego koloru tatuaż, który symbolizuje jej członkostwo w klanie ‘’Rias’’ – jednym z klanów jej rasy.
6. Historia postaci :


Me narodziny nastąpiły na planecie Improsix, w nie dużym miasteczku, które powstało bezpośrednio dzięki działaniu mojego ojca – prawej ręki przywódcy klanu Rias. Nie miałam rodzeństwa, zaś moi rodzicie co dzień byli pochłonięci przez ich zawody. Opiekowała się mną zaufana przyjaciółka mojej matki. Dzięki niej wyrosłam na dostojną kobietę, której kultura i nienaganność są niczym cień. Chodzący za mną i nakazujący odpowiednie zachowanie, już w wieku dwunastu lat. W końcu byłam córką jednego z bardziej wpływowych Kiffarów w mieście, nie mogłam zachowywać się jak prostaczka... Nie musiałam pracować, nawet mi tego nie polecano. Sądzę, że w przyszłości to Ja miałam reprezentować moją rodzinę w różnych sprawach. Wiedziałam, że mogłoby to podnieść szacunek moich rówieśników do mnie, gdyż Ci jak dotąd naigrywali się ze mnie i osądzali o bycie rozpieszczoną... Typowe słowa niezadowolonych rolników, że tak to ujmę. W wieku szesnastu lat towarzyszyłam już ojcu jako jego ‘’słodka córeczka’’, którą chwalił się przed potencjalnymi pracodawcami. Jednak ten ‘’zaszczyt’’ nie trwał zbyt długo. Moim charakterem obraziłam jednego z ważniejszych rozmówców ojca. Sądził, że będę siedzieć cicho, gdy on szydzi z nas uważając, że kobiety są tylko ciężarem dla ludzi wpływowych, szczególnie takich jak mój tata... Jednak ‘’coś’’ czułam od tego typa, , co mnie niepokoiło... Mój wzrok skupiał się na jego sztylecie zrobionym z kryształu. Spoglądając na niego, widziałam jakieś obrazy, jakby jego przeszłość... Krwawą przeszłość. Jednak sądziłam, że to są tylko moje głupie wyobrażenia Jak bardzo się myliłam, dowiedziałam się kilka tygodni później. Wyruszyłam z moją matką do pobliskiego sklepu. Chciała kupić mi coś, co upiększyłoby spotkanie mojego ojca z kolejnym możliwym pracodawcą. Zaproponowała mi rozdzielenie się, by to znaleźć. Ja jednak wiedziałam, że chciała mi zrobić niespodziankę... I nie sądziłam, że owa niespodzianka będzie inna, niż przypuszczałam. Opuściłam sklep, chcąc przysiąść się na jakiejś ławce w pobliżu i poobserwować gwieździste niebo. Noc ta była dla mnie niezapomniana, jednakże nie w ten sposób, jaki bym sobie tego życzyła. Wszędzie wokół panował donośny krzyk kiffarów, chcących coś wcisnąć przybyłym ludziom lub wyhandlować jak najwyższe ceny. Nie mogąc się tu skupić, odeszłam parę metrów od gwaru. Cały ten hałas zagłuszył moje skupienie i nim się obejrzałam, zauważyłam tylko rękę wychodzącą z cienia, która złapała mnie za ramię. Przestraszona, miotłam się do tyłu, wyrywając się z uścisku. Chciałam uciec stąd jak najszybciej, jednak nie mogłam się ruszyć. Rzuciłam kątem oka na ramię, gdzie zostałam złapana. Dojrzałam się tylko małej igły której wokół towarzyszył siniec. Mój wzrok stał się mętny niczym stęchła woda. Nim zdążyłam skojarzyć, co się dzieje, upadłam na ziemię a ociężałe powieki wygrały z moją wolą. Straciłam przytomność... Obudziłam się, nie mogąc niczego dojrzeć. Czułam, jak moje kończyny są skrępowane. Pomieszczenie, w którym przebywałam, było opanowane przez ciemność. Przez ściany słychać jedynie było lekkie odgłosy z gwaru, od którego niefortunnie uciekłam, wpadając w jeszcze gorsze miejsce. Rozejrzałam się po ‘’celi’’, nikogo nie zauważając. Leżałam tak dłuższy czas, nie mogąc pojąc, co mi się przytrafiło. Mi! Niepozornej córce ważniejszego człowieka. Czyżby ktoś chciał wykorzystać mnie przeciw mojemu ojcu, który nawet nie miał czasu, by poza spotkaniami z pracodawcami i innymi osobistościami nie mógł ze mną pomówić? Mój umysł opanowały ironiczne myśli na temat mego porywacza. Bądź kogokolwiek Nie sądziłam jednak, że to może być jakaś próba zaskoczenia mnie przez moją matkę. Na pewno bym jej tego nie wybaczyła. Próbowałam krzyczeć, jednak bez skutku. Dopiero wtedy zorientowałam się, że mam na ustach knebel. Minęło najpewniej kilka godzin, nim ktoś wszedł do środka. Odziany był w szary płaszcz, maskę zakrywającą twarz do połowy. Widać było sarkastyczny uśmiech na twarzy mojego domniemanego porywacza. Przynajmniej tyle wywnioskowałam. W końcu siedziałam w ciemnym, obmierzłym pomieszczeniu. Jak mogłam skupiać się na jego wyglądzie, kiedy leżałam na czymś takim? Podszedł do mnie, sadzając mnie na kolanach, sam zaś ukucnął, przyglądając mi się. Miałam najszczerszą ochotę splunąć na niego, jednak nie przystało mi to. Złapał mnie za policzek po czym przekręcał powoli moją głowę w lewo i praw, przyglądając mi się. Koniuszkiem palca dotknął mojego tatuażu klanu Rias, spoglądając mi w oczy. Uśmiechnął się, kierując dłoń do knebla i wyjmując go. Chciałam mu natychmiast coś powiedzieć, jednak jedyne, co zrobiłam, to wypuściłam szybko powietrze po czym wzięłam głębszy oddech, spoglądając na niego wzrokiem pełnym wrogości. Przełamał chwilę konsternacji, wydukując powolnym głosem:
-Czyżbyś chciała mnie ugryźć, księżniczko? Wiem, że postąpiłem według ciebie prostacko – tu uśmiechnął się głupio. – jednak takim jak Ja nie przystoi kultura. Chętnie też bym wykorzystał sytuację i urządził z tobą małą delegację... – Rzucił na mnie wzrokiem od góry do dołu, koncentrując się na moim biuście, powoli obniżając wzrok. Zmarszczyłam brwi, przyglądając się mu coraz bardziej wrednie. – Ale mam co do ciebie inne plany. Przynajmniej, na razie... I nie próbuj głupich sztuczek. Jesteś skrępowana, a to nie jest miłe uczucie, gdy ktoś wbija Ci powoli ostrze w prawe płuco. – Jego słowa frustrowały mnie coraz bardziej, jednak wiedziałam, że nie mogę mu nic zrobić. Odburknęłam powoli, podnosząc ton głosu. – Jak śmiesz, prostaku?! Wiesz, co się z tobą stanie, jeżeli ojciec dowie się, coś ze mną zrobił? – Tu zaśmiał się ironicznie. Dopiero po wyrzuceniu z siebie napięcia zauważyłam, jaką głupotę palnęłam... Kiedy przestał się śmiać, odpowiedział. – Właśnie o to mi chodzi... A teraz, bądź grzeczną dziewczynką i przymknij się, ponieważ twe słowa na nic się tu nie zdadzą. Nie zamierzam cię słuchać. – Rzucił do mnie, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Jednak gdy się odwracał... widziałam, jak coś połyskuje przy jego pasie. Od razu skojarzyłam sobie tego mężczyznę, z którym mój ojciec dyskutował, ale byłam zbyt zdenerwowana, by o tym myśleć. Po krótkim miotaniu się w głupiej nadziei na uwolnienie, poddałam się i położyłam na zimnym podłożu, chcąc zasnąć i obudzić się w swoim łóżku. Oby to był tylko sen... to było moje dotychczasowe marzenie...
Zbudziłam się. Nie wiem dokładnie, ile spałam, ponieważ światło tu nie docierało, ale mogę wysnuć, że około kilku godzin. Powoli zaczęłam odczuwać brak strawy. Mój organizm przyzwyczajony był do jedzenia o ustalonych porach. Teraz nie jadłam ani nie piłam dłuższy czas, wystawiając go na próbę. Miałam nadzieję, że wytrzymam tak... sama nie wiedziałam, ile. Minuty dłużyły się niemiłosiernie, Ja sama zaś nie miałam już o czym mam myśleć. Zaprzątanie sobie głowy sprawami typu ‘’Kto to był i czego chce?’’ nie wchodziły w grę. Nie zamierzałam się jeszcze bardziej dołować. Dosłownie dopełzłam do ściany naprzeciw drzwi i oparłam się o nią, spoglądając nań. Przyglądałam się tej kupie żelastwa mając nadzieję, że niedługo ktoś wejdzie i mnie uwolni. Oczywiście, myśli te były co najmniej śmieszne. Po godzinie takiego siedzenia zauważyłam, jak drzwi poczęły się poruszać. Do pomieszczenia znowu wszedł ten prostak, który śmiał mnie porwać. Uśmiechnął się i nic nie mówiąc, podszedł do mnie, złapał za biodra i uniósł, opierając mnie na swoim barku. Nie zdążyłam zareagować i w instynkcie samoobrony, zaczęłam go uderzać dłońmi w plecy, jednak widocznie nic nie czuł. Po paru minutach odpuściłam sobie, nie chcąc marnować sił nawet na rozmowę z nim. Prowadził mnie tak kilkadziesiąt minut przez długie, ciemne i duszne korytarze. Nie byłam do czegoś takiego przyzwyczajona i po dłuższym czasie zaczęłam kasłać i ciężej oddychać. Ciężki mi było skupić się na sprawdzeniu, gdzie mnie prowadzi i próbowałam głęboko oddychać. Czy oni słyszeli kiedykolwiek o takim luksusie dla ich poziomu społecznego jak klimatyzacja?! Po dłużącym się chodzie, stanął w miejscu. Czułam, że już miał mnie zrzucić, kiedy klapnął mnie w pośladek! Śmiejąc się, położył mnie na ziemii i złapał za moją szyję. Trzymał mnie mocno, czułam, jak ciężko jest mi oddychać. Nagle, niewiadomo skąd do pomieszczenia wpełzło jeszcze dwóch podobnych mu osobników, a jeden z nich wciągnął do środka jeszcze jednego. Przestałam na chwilę oddychać, krew mi się dosłownie zmroziła. To był mój ojciec! I jeszcze trzymali w rękach ostrza! Bałam się najgorszego... Mój porywacz zaczął rozmawiać z moim ojcem:

- Nawet nie wiesz głupcze, co straciłeś, odmawiając mojej umowy
- Nie obchodzi mnie to! Uwolnij nas! – Krzyknął poważnie mój ojciec. – Nie zamierzam się z tobą targować.
- Myślisz, że chodzi mi o twoją umowę? Jesteś prawdziwym głupcem. Chciałem z tobą współpracować ze względu na twoją córkę.
- Ale to proste... – Burknęłam, spoglądając na niego, kiedy ten rzucił na mnie poważnym wzrokiem.
- Jesteś więcej warta niż ten twój głupi ojczulek. – Uśmiechnęłam się ironicznie na jego słowa, kiedy ten przyłożył do mojej dłoni swój kryształowy sztylet. Poczułam niemiłe uczucie i osłabienie. Przed moimi oczyma nastała ciemność, ale po chwili... zauważałam jakieś obrazy. Przedstawiały one rozlew krwi... jednak nie była to typowa rzeźnia... raczej profesjonalne zabójstwa... Po chwili obrazy znikły, a ja po chwili się rozbudziłam.
- Widzisz? Należysz do gałęzi klanowej w której genach jest umiejętność psychometrii i czytania przeszłości z martwych rzeczy oraz zapewne i ludzi.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Nie mogłam w to uwierzyć, nadal myślałam, że to jakaś jego kolejna sztuczka.
- Co, twój ojciec nie powiedział Ci tego? A może chciał cię kryć? Bądź nawet i sprzedać, kiedy byłabyś już dorosła i w pełni mogła posługiwać się tym skarbem.
Mój ojciec wyskoczył nagle z protestami.
- To niedorzeczne! Nigdy bym tak nie pomyślał, nawet w...
Tu przerwał mu osobnik pilnujący go, kopiąc z całej siły w jego kręgosłup. Poczułam, ze coś się we mnie wzburzyło. Zaczęłam krzyczeć
- Zostawcie go, błagam! Nic wam nie zrobił! Powiedzcie wreszcie, o co wam chodzi!
Przestałam mówić, oczekując reakcji porywaczy. Poczułam nagle, jak zamaskowany, który przyłożył mi sztylet do szyi, że mi ją nacina. Przerwał jednak po małym nacięciu. Widać próbował mnie nastraszyć... i szczerze mówiąc, zaczęłam się obawiać o własne życie o raz mego ojca. Jednak moje myśli przerwał, mówiąc ironicznie.
- Nie chcesz popatrzeć, jak zabawiamy twoim ojczulkiem niczym lalką? Szkoda...
Jego głos nagle stał się nader poważny.
- Nie miałem zamiaru przyjmować oferty twojego ojca. Tak naprawdę interesowałaś mnie tylko Ty. Może nie wiesz, ale poza umiejętnością odziedziczoną klanowo, posiadasz również mały dodatek, który może z ciebie zrobić coś, na czym sporo zarobię... Jesteś wrażliwa na moc, Kiffarko.
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Wierciłam go nim, jakbym chciała go wyśmiać, ale zaczęłam mówić.
- Chyba kpisz., prostaku. Najpierw porywasz mnie i mojego ojca, a potem wmawiasz mi, że jestem wrażliwa na tę... moc... i posiadam zdolność czytania przeszłości martwych rzeczy. Twoje cele chyba zaślepiły Ci umysł. Puść nas wreszcie i daj nam spokój!
Chyba nie za bardzo przejął się moimi słowami. Wstał po chwili, puszczając mnie. Przyglądałam się mu. Wyjął spod płaszcza coś na rodzaj strzałki... Tej samej chyba, którą pozbawił mnie przytomności. Nie byłam wtedy zbyt skupiona, by się temu czemuś przyglądać. Uśmiechnął się i szybkim ruchem, rzucił w swojego towarzysza. Dokładnie w to samo miejsce, co mnie. Ten stał chwilę, przygłupio spoglądając się na ranę Po chwili zaczął się trząść, upadając przez to na ziemię. Widać było, jak cierpiał, gdyż zaczął krzyczeć i zwijać się z bólu. Próbował wyjąć strzałkę, jednak bez skutku. Jego ciało odmawiało posłuszeństwa. Po chwili z jego ust zaczęła sączyć się krew, a ten po chwili zmarł... Przynajmniej taką tezę wysnułam. Po tym zamaskowany podszedł do mnie, kucając i złapał mnie za podbródek.
- Nadal nic nie rozumiesz? Jesteś kobietą, a ja trafiłem cię bezpośrednio w żyłę. Powinnaś umrzeć nawet szybciej niż on. Może to jednak kwestia zmniejszonej ilości trucizny.. I tak mnie to zaciekawiło. Musiałaś przetrwać tylko i wyłącznie dzięki mocy. Odratowała cię, jako swojego gospodarza, byś mogła nadal ją rozwijać. Zrobiłaś to nieświadomie, dlatego mi zapewne nie wierzysz.
Zdziwiło mnie to, co mówił. Skąd tyle wiedział o mocy? A jego trucizna po prostu mnie nie zabiła? Nie wierzę, bym posiadała tą wrażliwość... wyśmiałam go, jednak ten rzucił na mnie przeszywającym spojrzeniem.
- Wystarczy tego. Nie mam zamiaru negocjować. Lecisz ze mną jako moja zdobycz.
Podszedł do mojego ojca, zamachując się tym swoim sztyletem. Serce stanęło mi w miejscu, nie mogłam przełknąć śliny. Wiedziałam już, co zrobi... Po chwili usłyszałam jęk swojego ojca. W jego tchawicy znajdowało się zagłębione ostrze. Po chwili osobnik kopnął go w klatkę, dosłownie zsuwając go ze sztyletu. Wyczyścił broń o płaszcz i podpiął do pasa. Chciałam płakać, szlochać nad moim ojcem, jednak nie mogłam się otrząść z szoku. Zanim spostrzegłam, zamaskowany wziął mnie znów na bark a następnie wyniósł z pomieszczenia, jednocześnie odkopując zwłoki. Prowadził mnie przez te same korytarze, przez które przechodziliśmy wcześniej. Zdaje mi się, że wyszliśmy na zewnątrz, gdyż poczułam tak wymarzony sobie powiew świeżego wiatru. Nagle usłyszałam huk drzwi. Wparowaliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Echo w nim było potęgowane, co mogło wskazywać na to, iż to jakiś warsztat lub hangar. Nie było mi nad tym myśleć, w końcu w takim pomieszczeniu nie miałam i nie zamierzałam mieć okazji pracy. Nagle mężczyzna odezwał się.
- Już niedługo, moja droga księżniczko...
Czułam okropny sarkazm z jego słów. Ten prostak był wprost bezczelny! Miałam tak wielką ochotę pozbawić go języka i nakarmienia nim zwierzęta ojca w stadninie obok, jednak nie raczył mnie rozwiązać, co było raczej uzasadnione.
- Będziemy lecieć wyjątkowo daleko, więc mam nadzieję, że nie masz żadnych chorób powiązanych do przemieszczania się pojazdami i samolotami. Nie zamierzam cię niańczyć.
Po tych słowach weszliśmy do jego samolotu. Nie miałam jednak okazji przyglądać się, gdzie dokładnie lecimy, gdyż wsadził mnie do jednej z kapsuł. Usłyszałam tylko warkot silników i poczułam, że unosimy się w górę. Po chwili też odczułam towarzyszące temu turbolencje, aż nagle wszystko ucichło. Zdaje mi się, że znaleźliśmy się w kosmosie... Lecieliśmy tak przez kilka dobrych godzin. Miałam wiele czasu na przemyślenie, co tu się dzieje i gdzie mnie zabiera ten... rzeknę, irytujący osobnik. Nie dawało mi też spokoju, co się stało z moją matką. W końcu jej nie przyprowadził wraz z ojcem. Obawiałam się, że ją zabił, by sprowadzić ojca do mnie... Czułam, że moja pozycja społeczna załamuje się w tej chwili. Teraz byłam zwykłą... niewolnicą. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Rozmyślałam nad wieloma rzeczami. Co będzie ze mną w przyszłości... Czy jeszcze zaznam poprzedniego życia? Esz, musiałam się pozbierać i nie myśleć o takich rzeczach. To tylko jeszcze bardziej mnie dołowało. W końcu poczułam wstrząs statku a po chwili wszystkie silniki zgasły, byliśmy już na miejscu. Nie wiem czemu, ale miałam uczucie, że będzie tu źle. Drzwi do mojej kapsuły otworzyły się, a zamaskowany wszedł do środka, łapiąc mnie za barki. Podniósł mnie do góry i postawił na nogach. Przykucnął, rozcinając liny sztyletem. Wskazał ręką, bym za nim szła. Ja jednak miałam ochotę uciec jak najdalej... Tylko, jak? On był uzbrojony, widać, że znał się na rzeczy. A Ja? Lepiej nie mówić... Zaczęłam za nim podążać. Szliśmy tak ze dwa kwadranse, aż dotarliśmy do sporego miasta. Nie wiem, co to była za planeta, ale była zaawansowana technicznie. Swoją drogą, pierwszy raz widziałam takie miasto. Zazwyczaj mój ojciec spotykał się z pracodawcami w gmachach, przez co nie miałam okazji oglądać miast. Była noc, a neony świeciły, prawie mnie oślepiając. Nie miałam okazji jednak zbyt długo się przyglądać, bo popchnął mnie od tyłu. Po chwili weszliśmy w jakiś zaułek a z niego na coś w rodzaju zaplecza jakiegoś budynku. Rozejrzałam się po wnętrzu, mój wzrok przykuł wystrojony mężczyzna wśród grupy kobiet. Co dziwniejsze, były ledwo ubrane i przymilały się do niego jak ktoś pokroju wieśniaka do walizki pełnej kredytów. Zamaskowany rozciął więzy na moich dłoniach i odepchnął w przód. Masowałam się po nadgarstkach, kiedy to mężczyzna podszedł do mnie i obserwował mnie, jego wzrok przykuły moje piersi. Zirytowana powiedziałam.
-Nie przyglądaj się tak, bo oślepniesz, prostaku. – Burknęłam zniesmaczona. Ściskałam już palce w pięść, by uderzyć go za to, że ‘’tak’’ mi się przygląda, jednak powstrzymał mnie zamaskowany. Szczerze mówiąc, jeszcze bardziej mnie zirytował.
-Dość tego gapienia się. Nie po to leciałem taki kawał, byś teraz marnował mój czas.
-Hmhm... muszę przyznać, iż ta kobieta jest... hm... dobrym okazem. Ile za nią chcesz?
Spojrzałam na niego wrogo. Okazem? Jak śmiał?! Wyrzuciłam z siebie w złości.
-Zaraz pokażę Ci, co to znaczy zadzierać ze mną, wieśniaku.
Osobnik tylko przyjrzał mi się głupio i powiedział mozolnie. Widać, nie chciał odpuścić.
-Przymknij się. Nie masz tu nic do gadania.
W złości zaczęłam powoli wręcz warczeć na niego, miałam ochotę go rozszarpać, ale zamaskowany znów mi przerwał.
-Dość tego. Radzę Ci odpowiednio ją traktować. Sądzę, że jeszcze się przyda... jej umiejętności są co najmniej intrygujące.. Wrócę tu za jakiś czas. Wiesz, co masz robić.
Bez słowa wyszedł z pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Mężczyzna strzelił palcami, po chwili przyszło dwóch kolejnych, pewnie jego pracowników.
-Zabierzcie naszą drogą szlachciankę do jej kwatery. – Skierował wzrok na mnie. – Masz dzień, by odpocząć. Potem wyjaśnię Ci parę spraw.
Cóż miałam robić? Poszłam za jego sługusami do tej ‘’kwatery’’. Prowadził do niej krótki korytarz parę pomieszczeń dalej. W środku mimo wszelkich pozorów, było całkiem nieźle. O ile takie warunki jak łóżko w postaci materaca i koc oraz mały talerz z jedzeniem i piciem. Przynajmniej lepiej niż u zamaskowanego. Bynajmniej nie miałam jak narzekać. I tak zdążyłam się odzwyczaić od luksusu. Jak na razie. Położyłam się na materacu i spojrzałam na talerz. Nie było tego wiele – cztery bułki i szklanka wody. Zjadłam wszystko po czym zamknęłam drzwi do kwatery i położyłam się na materacu. Po krótkiej chwili zasnęłam kamiennym snem...
Obudził mnie stukot w drzwi. Po chwili otworzyły się, a mężczyzna, który tak prostacko zachował się wobec mnie, kazał mi wstać i udać się za nim. Co miałam czynić? Innego wyboru nie miałam. Poszłam za nim. Po krótkiej chwili doszliśmy do sporego pomieszczenia w którym znajdowało się kilka przyrządów do ćwiczeń... zdaje się, że najemników.
-Proszę bardzo. Sala do ćwiczeń. Będziesz musiała na niej trenować umiejętności, które pozwolą Ci przetrwać. – Odezwał się w końcu, jednak Ja po chwili konsternacji zaczęłam się ironicznie śmiać.
-Co to ma być? Nie wyjaśniłeś mi nawet, o co tu chodzi a wysuwasz tezę, że mam trenować Ja! Jesteś zabawnym prostakiem.
-Przyglądałam mu się i widziałam, jak jego uśmiech na twarzy powoli się zmazywał. Usiadł w pobliżu mnie i zaczął mówić.
-No cóż... jestem Trengan. Prawa ręka przywódcy grupy najemniczej, do której teraz należysz.
-Ale co to ma do mnie? Jestem zwykłą, jak to ująłeś, szlachcianką.
-Przymknij się i słuchaj! Mam nadzieję, że masz więcej niż inni siana w głowie i wiesz, czym zajmują się najemnicy? Niestety, nie wszyscy są odpowiednio uzdolnieni i najzwyczajniej w świecie giną... Przypadki chodzą po ludziach... Dlatego musimy regularnie uzupełniać ich zapasy. Nie możemy sobie pozwolić na bankructwo. A im więcej najemnych, tym więcej pieniędzy. Nie zaprzątalibyśmy sobie tobą głowy, gdybyś nie posiadała cech tak nam potrzebnych. Mój przyjaciel, z którym się już zapoznałaś przyprowadził ciebie tu upierając się, że posiadasz umiejętność czytania przeszłości martwych przedmiotów i innych wymysłów. Poza tym, co najśmieszniejsze mówił, iż jesteś wrażliwa na moc... Dla mnie to co najmniej śmieszne, ale nie będę cię od razu skreślał, bo on wypił za dużo. Sprawdzimy, co potrafisz. Sprawdzian twoich aktualnych umiejętności przebiegnie teraz. Ach, zapomniałbym... nie zamierzasz chyba próbować tego w tej sukni? – Miałam tutaj wyśmiać mu się w twarz. Nie wierzę, że może ktoś być takim osłem i wierzyć, że takie umiejętności, jakich test prezentują te... trochę zbyt realne urządzenia ćwiczebne mogą zrodzić się u kogoś, kto biega w długiej sukni... – Załóż ten strój i zaczynamy. – Wskazał kciukiem za siebie. Podeszłam do wyznaczonego miejsca. Na małej skrzyni leżał złożony strój. Wzięłam go i wyszłam z pomieszczenia, starając się szybko przebrać. Wiedziałam, że nie mogę w tym momencie uciec, ponieważ za nim latali Ci jego ochroniarze. Nie mogłam sobie pozwolić na nic głupiego... Po chwili byłam ubrana. Weszłam do środka, skupiając jego wzrok na sobie. Co za świnia! Kazał założyć mi jakiś obcisły, czarny strój, by móc się napatrzeć... Ale nie to mnie obchodziło. Chciałam to jak najszybciej skończyć. Podeszłam do urządzeń treningowych trochę niepewnie. Nagle poczułam silny cios w plecy, przez który omal nie upadłam na ziemię. Spojrzałam za siebie, zauważając jedną z maszyn, która już działała. Po chwili wszystkie zaczęły się ruszać, grożąc mi utratą zdrowia... Bez większego zastanowienia, poczęłam robić uniki. Wychodziło mi to o dziwo całkiem zgrabnie... powiem szczerze, że sama nigdy tak nie umiałam. Poruszałam się zgrabnie, szybko, jakbym przewidywała ruch... Może jednak ten ‘’kawał’’ o posiadaniu przeze mnie zdolności psychometrii mógł być prawdziwy? Po paru godzinach takiego pokazywania swoich umiejętności cała obolała wyszłam z terenu treningowego. Pogratulował mi i kazał już wracać do kwatery, dając mi uwcześnie strawę...
Minęło za pewnie kilka tygodni, spędzonych na treningach. Również trafiło mi się parę misji. Na szczęście, zachowałam na nich swój charakter i nie stałam się byle najemniczką do zabijania. Sądzę, że dzięki niemu udawało mi się przeżyć... choć chyba denerwowałam każdy cel, bądź towarzysza. Z resztą, co mnie oni będą obchodzić? Dzięki temu zdobyłam cenne umiejętności, choć nie byłam najlepsza. Szczerze, to mi na tym nie zależało. Dlatego jako jedyna chyba ze wszystkich zawaliłam połowę misji. Wyszkoliłam też moją wrodzoną umiejętność psychometrii oraz czytania przeszłości rzeczy, ludzi i tym podobnych. W końcu przydzielił mojej grupie podobnież to ‘’ciężką’’ misję. Miałam działać z Krianą i Marakiem. Jedynymi chyba osobami, które były tu normalne. Przynajmniej to mnie ucieszyło. Mieliśmy ruszyć na moją rodzinną planetę, Improsix, by... no właśnie, sama tego nie wiedziałam. Koordynaty i wyjaśnienie misji dostał Marak. Widocznie cenił go ponad wszystkich najemników. Przy okazji, uśmiechnął się do mnie dziwnie... Nie wiedziałam, co o tym myślec.
Wyruszyliśmy o świcie, zaś dolecieliśmy późnym wieczorem. Najbardziej zdziwiło mnie to, że wylądowaliśmy w pobliżu mojego rodzinnego miasta... Jedyne, co mnie cieszyło to to, że nadal stało. Widać pewnie moja matka przejęła rolę mego ojca i zajmowała się głównymi sprawami pod wodzą zarządcy miasta. Marak wyjaśnił nam, że mamy zakraść się na ofiarę. Czyli w misji musiała paść ofiara... szlag. Nie zamierzałam wyciągać na nieszczęśnika broni. Zaczailiśmy się w ciemnym zaułku, z którego widok był na cały plac główny. Ja nie zajmowałam się tym. Próbowałam pojąć, kogo mogą chcieć zabić... było tam wiele wpływowych osób. Po godzinie Marak nam wydał rozkaz do rozpoczęcia pościgu Wskazał nam zakapturzoną osobę. Sylwetką przypominała kobietę. Rozdzieliliśmy się, by ją osaczyć. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Cel zniknął pomiędzy tłumem gawiedzi. Ruszyłam po dachach niskich budynków jej śladem, po paru minutach jednak odnajdując kobietę. Skręciła do zaułku, który był bezpośrednim wejściem do byłej siedziby mojego ojca. Bez wahania zbliżyłam się tam i w odpowiednim momencie zeskoczyłam z budynku, lądując w pobliżu ofiary. Kobieta się zlękła. Słychać było jednak zdziwienie w jej głosie, próbującym coś wydukać. Spoglądała mi w oczy, przynajmniej tak sądziłam. Twarz miała zakrytą kapturem... który po chwili ściągnęła. Moim oczom ukazała się... moja matka! Po chwili wykrztusiła moje imię. Wiedziałam, że te cieniowane maski nie zakrywają twarzy...
-Ten.. tatuaż... Deino, to Ty? – Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Stałam tak głupio, przyglądając się jej. A była moim celem. Po chwili się rozbudziłam, mówiąc:
-Mamo... Ty żyjesz! Jakie szczęście! – Niczym mała dziewczynka wskoczyłam w jej ramiona i uścisnęłam ją. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Ale wiedziałam, że jest w niebezpieczeństwie...
-Kochanie, czemu jesteś tak ubrana? - Przyglądała mi się. Chyba wiedziała, kim teraz jestem...
-Nie czas na tłumaczenia, znalazłaś się w niebezpieczeństwie. Moja grupa miała zlikwidować cel, którym okazałaś się być Ty. – Wytłumaczyłam jej, o co chodzi w chyba najgłupszy sposób, jaki mogłam.
-Ale o co chodzi? Jaki cel, jaka grupa?...
-Nie czas na wyjaśnienia! Musimy uciekać! – Złapałam ją za rękę i zaczęłam ciągnąć do środka budynku. Czułam na sobie wzrok moich ‘’towarzyszy’’. Wbiegłyśmy do środka, rozglądając się. Na moje chamskie wręcz szczęście, nikogo w pobliżu nie było. Nikt już nie pracował o tej porze.
-Mamo, gdzie znajduje się ten hangar, o którym tyle mówił ojciec?
-Sama już nie pamiętam.. zawsze ględził o tym, jak to zamierzał zrobić go w podziemiach a właz wylotowy miał być z tyłu budynku.
-Dobrze. Miejmy nadzieję, że tam jest ten statek.
Zaczęłyśmy biec w stronę windy do podziemi. Dotarłyśmy tam szybko, bo jak na razie nie gonili nas moim byli współpracownicy... co było dziwne. Dojechałyśmy na dół, gdzie ukazało się nam ciemne pomieszczenie. Po szukaniu po omacku moja matka znalazła przycisk włączający zasilanie. Całe pomieszczenie rozjaśniło się, pokazując nam trzy małe statki wyposażone po parę kapsuł. Wsiadłyśmy do pierwszego z boku. Miałyśmy jednak problem. Moja matka nie była pilotem a Ja latałam statkiem tyle, co kot napłakał. I to pod nadzorem innych najemników. Zaparłam się jednak, bo wiedziałam, że to ode mnie zależy nasze życie. W chwili, gdy pomogłam jej uciekać, sama stałam się celem reszty. Udało mi się odpalić silniki i ustawić większość rzeczy. Po chwili drzwi do hangaru się otworzyły, a ja ostrożnie odpaliłam statek i uniosłam go do góry. Przycisnęłam drążek, co poskutkowało przyspieszeniem. Po chwili wyleciałyśmy z hangaru i poza atmosferę planety. Oddaliłyśmy się od Improsix na ładny dystans, a Ja dziękowałam w tej chwili losowi za to, że nie obiłam statku już na początku. Odeszłam od sterów, ustawiając autopilota, by utrzymywał prosty kurs.. Sama odeszłam od sterów i stanęłam obok matki, która przyglądała się kapsułom. Zaczęłam mówić:
-Deino. Mimo tego, że uciekłyśmy, nie jesteśmy bezpieczne. Nawet jeżeli nas nie namierzą, do najbliższej planety starczy nam paliwa o ile nie będziemy szukały jej po omacku.
-Wiem to, jednak nie do końca znam się na mapie galaktycznej. W sumie, nawet nie znam planety, na której mogłybyśmy się zatrzymać i która byłaby w pobliżu poza Ich’Tarią...
-I tak nie skierowałaś statku na kierunek Ich’Tarii. Teraz nie opłaca się tam lecieć, bo pewnie zabraknie nam paliwa. Ten statek jest tak stary, że jego baki nie spełniają dostatecznej wartości.
Westchnęłam, spoglądając na matkę. Przyglądałam się jej, zastanawiając się, co z nią będzie. Co będzie z nami... Nie mamy gdzie lecieć, a jeżeli staniemy w pustce galaktycznej, to będzie najgorszy scenariusz, który się spełni. Moje myśli przykuł nie wiem czemu, jej strój. Dotknęłam koniuszkami palców jej płaszcza i poczułam, że jest z nim coś związane... Matka nagle rzuciła wzrokiem na mnie, jakby coś jej się przypomniało.
-Och, prawie bym zapomniała. Mam twój płaszcz. To znaczy... kupiłam Ci go zanim... znikłaś... Proszę, weź go. Był dla ciebie.
Bez słowa odebrałam płaszcz. Chciałam przynajmniej zakryć swój strój, by nie być pojętą przez prawo za bycie najemniczką wykonującą zlecenia na ludzi... a przynajmniej nie chciałam zostać złapana za coś, czego nie robiłam. O ile w ogóle gdzieś dolecimy. Dobrze, że nie włożyłam tym razem całego tego cholernego stroju... Przy okazji, zdjęłam cieniową maskę z twarzy. Moja matka pogładziła mnie po twarzy otwartą dłonią, ciesząc się, że mnie wreszcie spotkałam. Z resztą, ja również to odczuwałam. Jednak nie pozwolono nam się sobą nacieszyć. Poczułyśmy okropny wstrząs, gdy nagle rozwył się alarm. Dobiegłam do sterów i spojrzałam na radar, który wykrył dwa statki. Wiedziałam, kto to jest. Już nas namierzyli... Nie było jak uciec. Na pewno nie tym gruchotem i nie z moimi umiejętnościami. Zdołałam ominąć maksymalnie trzy serie pocisków, jednak znów nas trafili. Krzyknęłam do matki:
-Biegnij do kapsuły! Przeleję z drugiej paliwo do twojej, dzięki temu dotrzesz z powrotem na Improsix. Stamtąd dasz radę uciec!
Nie sprzeciwiała się i wbiegła do kapsuły, zamykając ją. Znów dostałyśmy, a część górna statku zaczęła się rozpadać. Nim się obejrzałam, spora jej część odczepiła się, zlatując na mnie. Byłam dosłownie dociśnięta do fotela i ledwo wychodziło mi pilotowanie. Nie mogłam wykonywać gwałtownych ruchów, gdyż mogłabym zaryzykować zranienie. Niestety, nie byłam tak doświadczona. Straciłam panowanie nad statkiem. Jedyne, co miałam w zasięgu ręki, to panel, dzięki któremu mogłam wystrzelić kapsułę oraz przelać do niej paliwo. Niech to szlag! Czemu to dzieje się zawsze mi?! Nacisnęłam parę przycisków, by rozpocząć przelewanie paliwa, kiedy znów dostaliśmy. Wstrząs ten był mocy. Rozległ się alarm ostrzegający o uszkodzonym pancerzu statku. O ile to coś miało pancerz...Po paru chwilach paliwo się przelało a ja wystrzeliłam bez namysłu kapsułę, kierując jej koordynaty na Improsix. Pożegnałam się z moją matką w myślach... Próbowałam sterować statkiem, kiedy po paru minutach uników i dostawania, statek był na tyle niemożliwy do kierowania, że chyba cudem wpadłam w atmosferę jakiejś planety. Ku mojej radości, statki odleciały, kiedy tylko wpadłam w atmosferę. Jednak nie mogłam lądować inaczej, niż awaryjnie, co też uczyniłam. Po paru chwilach statek wylądował na stałym gruncie. Oczywiście, nie było to miękkie lądowanie, co poskutkowało tym, iż rozbiłam się na jakiejś skale... Jak na złość paliwo zaczęło przeciekać a zwarcia kabli nie tworzyły dobrej perspektywy dla mnie. Powoli też zaczęłam tracić przytomność. Jedyne, co mi blokowało ucieczkę, to kawałek żelastwa trzymający mnie w miejscu. Błagałam los o dobrą passę, jednak zaczęłam wątpić, czy moje życie ma sens skoro ciągle mi się coś złego przytrafia. Jedne z kabli zaczęły opadać przy wyciekającym paliwie. Wiedziałam, co się szykuje. Starałam się zepchnąć ta kupę złomu z siebie, skupiłam swoją siłę, której miałam trochę po treningach. Niestety, nic nie ruszało. Do chwili... gdy nagle poczułam, jak coś przechodzi przeze mnie. Ku mojemu zdziwieniu, żelastwo leżało na podłodze obok mnie, nim się obejrzałam. Przyglądałam się moim dłoniom, z których coś wyczuwałam... jednak nie miałam czasu na tą sielankę. Trzymając się za bok, wybiegłam szybko ze statku, który po paru sekundach wybuchł. Zmęczona, czułam, jakbym powoli traciła przytomność. Potrząsałam głową i myślałam o ranie na boku, by jednak jej nie stracić. Powoli szłam przed siebie, nie wiedząc, gdzie jestem...
Reseken
ŚM - Astrid
ŚM - Astrid
Posty: 27
Rejestracja: 13 kwie 2009, o 09:28
Imię Postaci: Reseken
Xfire: reseken
GaduGadu: 10609349

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Reseken »

Historia bardzo długa, oraz ciekawa. Poza tym bardzo dobrze mieć znowu ciebie w ŚM. Jestem zdecydowanie na TAK.
Rebis
Posty: 6
Rejestracja: 27 sie 2009, o 18:37
Imię Postaci: Rebis
Xfire: rebis202

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Rebis »

Historia godna mistrza :D jestem na TAK
Bo źródło wciąż bije..
Mythh
Posty: 76
Rejestracja: 22 cze 2009, o 12:10

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Mythh »

Wielkie, tłuściutkie, zieloniutkie, ociekające zajebistością... TAK
Awatar użytkownika
Kranek
ŚM - Nowo Przybyły
ŚM - Nowo Przybyły
Posty: 33
Rejestracja: 12 kwie 2009, o 20:15
Imię Postaci: Lanz
Xfire: darthkranek
GaduGadu: 10099658

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Kranek »

TAK.
Awatar użytkownika
Revel
ŚM - Świadomy
ŚM - Świadomy
Posty: 113
Rejestracja: 19 kwie 2009, o 21:15
Imię Postaci: Revel
Xfire: revel91
GaduGadu: 11786066
Lokalizacja: Letherman

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Revel »

Ja pier#ole, co się kur#a z tą młodzieżą dzieje... Nie zbliżaj się do mnie w RP. I nie popełniaj błędów osobowych.

Tak
Awatar użytkownika
Zattara
ŚM - Nowo Przybyły
ŚM - Nowo Przybyły
Posty: 64
Rejestracja: 25 cze 2009, o 22:07
Imię Postaci: Zattara
Xfire: vampirekenshin
GaduGadu: 912421
Lokalizacja: Brodnica

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Zattara »

za, potrzebne tutaj powody? Myślę iż każdy sam sobie dopowie...
"Nigdy nie zwyciężysz wroga, którego twoja wyobraźnia uczyniła niepokonanym."
"Tak to już bowiem jest, że właśnie z cienia najlepiej dostrzec mrok, a blask tylko oślepia źrenice"
"Niebezpieczeństwem zadawania pytań jest to, iż możecie otrzymać odpowiedź"
"Kiedy patrzysz w otchłań, otchłań może zacząć patrzeć w Ciebie"
"Odważni nie żyją wiecznie, lecz tchórze nie żyją wcale"
Mordimer Madderin
Awatar użytkownika
Liga/Darxul
ŚM - Fenker
ŚM - Fenker
Posty: 161
Rejestracja: 13 kwie 2009, o 11:09
Imię Postaci: Darxul
Xfire: liga997
GaduGadu: 10018175
Lokalizacja: Łabiszyn

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Liga/Darxul »

Co ty sobie myślisz?! Wejdziesz na forum, napiszesz podanie i oczekujesz, że cię przyjmiemy z otwartymi rękoma!!! Próbujesz mnie podejść co? Nie zapomniałem jeszcze coś mi zrobił! (Teksty z Gothica)

A ogólnie to jestem ZA xd
Fenker Darxul
Awatar użytkownika
Faveks
NGI - Imperator
NGI - Imperator
Posty: 218
Rejestracja: 9 mar 2009, o 16:28

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM]

Post autor: Faveks »

Powiedzmy sobie szczerze: przyszedłeś tu tylko po to, żeby móc pocałować Wagnera w dupe!

ZA
''Dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci, abyś poszedł do diabła w ten sposób, że poczujesz narastające podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży.''

''Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów''

Mam jedną ważną ceche. Jeśli nie umiem czegoś zrobić, potrafię znaleźć ludzi, którzy zrobią to za mnie.


Faveks
Mythh
Posty: 76
Rejestracja: 22 cze 2009, o 12:10

Re: Deina La’rean’Rias (Veryus) [ŚM] - PRZYJĘTY

Post autor: Mythh »

Jako że Veryus odbył dziś próbę początkową oznacza to że Wagner zaakceptował podanie, dokończę tutaj tylko sprawy formalne...





Obrazek ___________________________________
Gratulujemy!
Veryus został przyjęty do frakcji "Świadomi Mocy" i dopuszczony do próby otrzymania rangi "Nowo przybyły" . Zapoznaj się ze wszelkimi rzeczami jakie musisz ściągnąć by móc z nami grać. Przeczytaj także najważniejsze informacje o frakcji do której chcesz wstąpić. Jeżeli korzystasz z komunikatora X-FIRE, zapisz się TU.

Próba początkowa odbyta i zaliczona!

__________________________________
Zablokowany

Wróć do „Rekrutacja”