Podanie Aaron [OPJ] - PRZYJĘTY
- Rezo
- OPJ - Adept

- Posty: 40
- Rejestracja: 3 cze 2009, o 14:41
- Imię Postaci: Aaron
- Xfire: rezo95
- GaduGadu: 2460273
Podanie Aaron [OPJ] - PRZYJĘTY



a. Imię / Nick - Mateusz / Rezo
b. Wiek - 14
c. Kontakt
- gg: 2460273
- xfire:rezo95
- email:rezo95@gmail.com
d. Prędkość internetu - 749
e. Coś o sobie - Jestem dość długo online, a co za tym idzie, mogę obiecać aktywność na RP.
f. Zainteresowania - Piłka Nożna, psy oraz seria Star Wars.
g. Umiejętności? (Przydatne do rozwoju Zakonu) Mógłbym zająć się pisemną stroną raportów.
h. Skąd dowiedziałeś się o GoSW? - Od Veryusa i Wagnera.

a. Staż - Rok.
b. Broń - Single.
c. Co możesz zaoferować Zakonowi? - Jak już mówiłem, mogę pisać raporty, gwarantuję, że będę bardzo często na RP i będę brał czynny udział w działalności frakcji na forum jak i poza nim.
d. Dlaczego chcesz dołączyć do Zakonu? - Ponieważ zawsze chciałem do niego dojść, mimo, że będąc w ŚM nie znałem nikogo, bardzo szybko się dogadaliśmy.
e. Poprzednie Klany/Zakony/Bractwa - |GK|, HoDS, ewentualnie GoSW.
f. Link do www lub forum poprzedniego Klanu/Zakonu/Bractwa - http://gkjaklan.jun.pl/
g. Krótka historia - Moją przygodę z Jedi Academy zacząłem jakiś rok temu, na pewnym forum, Wagner podał linki do ściągnięcia owej gry. Cudnym opisem oraz obrazkami zachęcił sporą liczbę osób do gry i tak powstał klan |GK|. Po jakimś czasie, klan |GK| się rozpadł, a lepiej RPiący gracze dołączyli do nowego klanu Wagnera o nazwie HoDS (Heritage of Dark Side). Ja, po jakimś czasie zrobiłem sobie przerwę, gdy wróciłem, Wagner z częścią chłopaków był już w najlepszej frakcji GoSW, a mianowicie Świadomych Mocy. Bez namysłu, mając tam znajomych, dołączyłem.


a. Imię i Nazwisko: Aaron Moreno
b. Wiek: 27
c. Pochodzenie: Tatooine
d. Rasa (wszystkie prócz ludzi): Chiss
e. Charakter: W miare spokojny, nie pali się do walki, ale też jej nie unika. Szanuje każde stworzenie, od Gizki po Rancory, a nawet Droidy.
f. Opis zewnętrzny: Wysoki, czerwonooki, długie, czarne włosy, błękitna skóra oraz delikatny zarost.
g.Historia:
,,Urodziłem się na Tatooine. Nie znałem matki.. Od najmłodszych lat, wraz z ojcem, łowcą nagród, poszukiwaliśmy sławy i bogactw. Jestem Aaron Moreno i przedstawię poszczególne przygody na planetach w tym oto cyfronotesie, by moje potomstwo wiedziało kim byłem i jak żyłem."
Tatooine
,,Tatooine.. Na tej planecie mój ojciec był już znany wszystkim szumowinom półświatka. Zgarnął liczne honoraria, przyjmował zlecenia zarówno rządowe jak i prywatne. Wszyscy znali go pod pseudonimem Blaszany Przybysz z powodu jego ciężkiego, blaszanego kombinezonu. Nieliczni wiedzieli, że tak naprawdę nazywa się Aegnor.. Zajmował się tym fachem na długo przed moim urodzeniem. Dzięki niemu poznałem wiele języków.
W dzień poprzedzający moje dwudzieste urodziny, ojciec postanowił, że na tej planecie już wszystko osiągnął. Postanowił poszerzyć swoje wpływy o kolejną planetę, jednak przyjął ostatnie zlecenie. Pewien hodowca Banth, miał problem z parszywym złodziejem. Pewnego razu ukradł mu prawie całą hodowlę i uciekł w stronę ogromnej jaskini. Mój ojciec przyjął to zlecenie i dał mi poraz pierwszy do ręki broń.. Jako, że to były moje urodziny, miałem mu pomóc. Kazał ustawić mi się na pobliskim wzgórzu i wycelować w jaskinię, a sam zamierzał wywołać cel z groty. Powoli podszedł do wejścia i wrzucił do środka dwa granaty gazowe. Z środka było słychać wycie Banth, a złodziej wyskoczył z jaskini z wibroostrzem w ręku. Rozpoczeła się walka między nim, a moim ojcem. Ojciec wyciągnął wibromiecz i przyjął gardę. Przeciwnik trzymał bron jakby nie posiadał żadnego przeszkolenia. Jednak ojciec tylko blokował ciosy. Domyśliłem się, że chciał, abym to ja go zabił. Powoli wycelowałem jednak cały się trzęsłem. Nie mogłem zabić człowieka za nic.. W moim przekonaniu nawet złodziej powinien mieć szansę na odkupienie i uczciwy proces.. Mój ojciec pomachał z niezadowoleniem głową i zadał jeden, szybki cios. Przebił klatkę piersiową przeciwnika. Gdy ten upadł, odciął mu głowę i schował do torby. Gdy do niego zszedłem, uderzył mnie w twarz i zabrał broń po czym skierował się do miasta, a ja szedłem powoli za nim.
Wstąpił do kantyny, zamówił kieliszek Coreliańskiej i wypił jednym zamachem. Ruszyliśmy na farmę zleceniodawcy. Był wyraźnie niezadowolony gdy dowiedział się, że jego zwierzęta nie żyją. Z początku chyba nawet nie chciał płacić, ale gdy ojciec rzucił mu przed nogi głowę złodzieja, bez żadnych wątpliwości uregulował dług.
Rano, wcześnie mnie obudził. Powiedział, że za godzinę wyruszamy na Nar Shaddaa. Słyszałem o tej planecie, a raczej księżycu w kantynie.. Nie było to miejsce które chciałbym odwiedzić, ale cóż.. Dzięki swoim znajomością, załatwił nam bezpłatny lot. Ciężko mi było opuścić rodzinną planetę, ale bez ojca nie poradziłbym sobie."
Nar Shaddaa
,,Gdy wylądowaliśmy, podszedł do nas Toydarianin i powiedział, że żąda opłaty w wysokości 50 kredytów. Na nic zdały się wyjaśnienia, że statek zaraz odlatuje. Ojciec nie chcąc robić awantury już na samym początku, dogadał się, że zapłaci cło, ale w zamian oczekuje informacji. Toydarianin się zgodził, zapytany o gildię łowców zaczął się wymigiwać jednak przyciśnięty wyjawił, że w spelunie o nazwie Pijany Towarzysz przesiaduje człowiek który tworzy organizację, ,,kupując" łowców. Sowicie ich nagradza za każdą robotę. Jednak by wyjawił swoją tożsamość należy mu oczywiście zaimponować. Skierowaliśmy się do kantyny.
Przed wejściem, zaczepiła nas dwójka zbirów. Ja przy użyciu perswazji słownej, namówiłem ich by nas zostawili. W kantynie wszędzie rozciągał się smród alkoholu. Były tam takie atrakcje jak stoły do pazaaka, tancerki oraz kapela Trio Bithów. Ojciec zauważył osobne, wielkie pomieszczenie, z pięknymi siedzeniami i czerwonymi firanami u wejścia. W środku siedział jeden Quarren, a obok niego stali dwaj Gamorreanie. Ojciec wszedł pewnie do pomieszczenia, zasłonił firany i wycelował w jednego z wojowników strzałką umieszczoną w rękawie. Gammoreanin padł martwy na ziemię. Jego kompan dołączył do niego nim zdążył wydać z siebie jakiś odgłos. Nie mogłem na to patrzeć jednak Quarren wstał i spytał się: ,,Skąd wiedzieliście?". Ojciec nie odpowiedział, ja sam do dziś nie wiem jak to się stało.. Czy to znajomość tego, jak żyją władcy półświatka? A może intuicja? Tata spytał się czy nie potrzebuje dodatkowych rąk do pracy..
I tak oto staliśmy się pachołkami władcy półświatka. Nie można było tego nazwać inaczej gdyż przez ten cały czas na Nar Shaddaa, a były to 5 lat, nie było żadnego zlecenia na morderstwo. Ja się z tego cieszyłem, ale mój ojciec rozważał odejście. Wiedział dobrze, że narazi nas obu, gdyż nikt tak po prostu nie może odejść i zostawić ich na lodzie. Pewnego razu mieliśmy przewieźć towar na Nal Hutta. Jak tylko weszliśmy do myśliwca, odlecieliśmy na planetę Nite'ar."
Nite'ar
,,Gdy wylądowaliśmy, powiedziałem ojcu, że możemy zacząć spokojne życie, za kredyty które zarobiliśmy pracując na Nar Shaddaa jednak ojciec wyśmiał mnie. Powiedział, że bogactwo to nie wszystko, że on lubi to robić i pragnie sławy. Powiedział, że albo idę z nim, albo niech liczę tylko na siebie. Wszedłem na myśliwiec, wziąłem skrzynię z naszym dorobkiem i odszedłem.
Skrzynia była dośc ciężka. Usiadłem na boku przy murze i zacząłem myśleć dokąd się udać. Wiedziałem, że jeśli pójdę do kantyny to szybko stracę kredyty i zarobię guza. Rozejrzałem się za jakimś droidem protokolarnym. Zobaczyłem jak z ogromnego statku wysiada około tuzina Gamerroan. Zacząłem iść w stronę wyjścia z miasta ciągnąc za sobą ciężką skrzynię. Nie zaszedłem daleko.. Tuż za miastem poczułem silne uderzenie w tył głowy i straciłem przytomność. Obudziłem się w klatce na targowisku. Nie miałem niczego prócz spodni, a cyfronotes leżał na stole obok klatki. Domyśliłem się, że ktoś mnie ogłuszył i sprzedał jako niewolnika. Zobaczyłem pewnego Bothanina. Spojrzał na mnie poczym skierował się do nadzorcy. Po krótkiej rozmowie widziałem jak wręczył mu kredyty. Nadzorca podszedł, otworzył klatkę i mnie wyciągnął. Powiedział, że Bothanin będzie od teraz moim nowym panem. Bothanin uśmiechnął się poczym podszedł do stołu i wziął cyfronotes. Nadzorca wyraził głośny sprzeciw jednak o dziwo zaraz zmienił zdanie i pozwolił nam się oddalić. Po dłuższym marszu, bez słowa, dotarliśmy to małej chaty, z pięknym, zielonym ogrodem. Bothanin odwrócił się do mnie i powiedział, że to mój nowy dom i wystawił rękę podając cyfronotes.
Pomagałem Onidowi przez dwa lata. Pielęgnowałem ogród, karmiłem jego tautana imieniem Nord. Żylo nam się dobrze, nie byłem wykorzystywany, robiłem to z własnej woli, Onid nauczył mnie w zamian walczyć tak zwaną formą zero. Gdy ukończyłem już 27 lat, przybył mój ojciec. Nie chciał powiedzieć jak mnie znalazł. O tak, on ma te swoje sposoby.. Powiedział, że żyło mu się dobrze, ale teraz jest w kryzysie i żąda bym oddał mu kredyty które zabrałem z myśliwca. Ojciec nie chciał uwierzyć, że straciłem i wycelował w Onida który właśnie wyszedł z chaty. Powiedziałem, że zaraz przyniosę i poszedłem na tył ogrodu, wziąłem przyrząd do plewienia, dosiadłem Norda i zacząłem szarżować w stronę ojczyma. Gdy ten wemnie wycelował, Onid rzucił się na niego i kazał mi uciekać. Ja rozkojarzony i wystraszony czym prędzej pojechałem nieznaną mi drogą.
Po długiej przejażdżce, dojrzałem handlarza, Rodianina. Powiedziałem mu, że muszę sie przed kimś ukryć, polecił mi bym wybrał sobię jedną z tych masek, oraz któryś z tych płaszczy. Jako, że nie miałem pieniędzy, zaoferował mi ekwipunek w zamian za Norda. Zgodziłem się, ale pod warunkiem, że obieca mi iż dobrze się nim zaopiekuje. Wyruszyłem przed siebie, zakładając maskę, płaszcz i nasuwając kaptur na głowę.
Przechodziłem obok pewnego obozowiska, gdy zaczepiła mnie trójka Trandoshaninów. Zarządała odemnie bym oddał im wszystko co cenne. Powiedziałem, że mam tylko ten cyfronotes i, że go nie oddam. Rzucili się na mnie, zasłoniłem się rękami gdy nagle jeden ze zbójów został odepchnięty jakby przez wiatr.. To było coś dziwnego. Pozostali zaczęli mnie gonić. Biegłem co raz szybciej i szybciej gdy nagle nikogo zamną nie było.. Zobaczyłem jakiegoś pilota. Powiedział, że nie długo leci na księżyć owej planety, Koor. Zapytałem się czy mogę lecieć z nim, a on się zgodził. Usiadłem na pobliskim pagórku, kończąc wpis w cyfronotesie.
Zostawię go teraz tu, owiniętego w płaszcz, mając nadzieje, że ktoś kiedyś go znajdzie i przeczyta o tym kim byłem, kim był Onid i wystrzeże się polowania na istoty żywe. Mógłbym go wziąć ze sobą, lecz nie wiadomo co mnie tam czeka.."
Aaron Moreno
-
Scar Beal
- OPJ - Mistrz Jedi

- Posty: 158
- Rejestracja: 12 kwie 2009, o 21:07
- Imię Postaci: Scar Beal
- Xfire: Dahu07
- GaduGadu: 11118742
- Lokalizacja: Szczecin
Re: Podanie Aaron [OPJ]
Zdecydowanie na Tak, chyba nie muszę podawać argumentów? 

"Nie chce patrzeć jak GoSW się odradza, Chce patrzeć jak żyje."
Scar Beal
"Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go. " Voltaire-
Ragnar
- Posty: 90
- Rejestracja: 28 lut 2009, o 12:27
- Imię Postaci: Ragnar
- Xfire: Rydholt
- GaduGadu: 2124297
Re: Podanie Aaron [OPJ]
Historia dobra + postać nie człowiek. Jestem na Tak
Rycerz Jedi Ragnar
Uczeń Rycerza Cread'a
Uczeń Rycerza Cread'a
- KameLeon
- Maskotka

- Posty: 104
- Rejestracja: 30 cze 2009, o 15:06
- Imię Postaci: Khan
- Xfire: siwylisek
- GaduGadu: 6945259
Re: Podanie Aaron [OPJ]
w 65% to jest człowiek, tylko z powodu jakiegoś grzebania w ludziach po prostu zmienił się kolor skóry i oczu
. Będziesz kontynuował gwiezdną sagę Boshiego grając jako drugi chiss w historii gosw Xd
no bo oczywiście first był Boshi 
Tak
Tak
Tak
Tak
-
Scar Beal
- OPJ - Mistrz Jedi

- Posty: 158
- Rejestracja: 12 kwie 2009, o 21:07
- Imię Postaci: Scar Beal
- Xfire: Dahu07
- GaduGadu: 11118742
- Lokalizacja: Szczecin
Re: Podanie Aaron [OPJ]
Zostałeś PRZYJĘTY!!
- Pobierz potrzebne pliki
- Zapoznaj się z systemem RolePlay
- Zapoznaj się z historią i ostatnimi raportami
- Napisz do Mistrza Gry, z prośbą o wprowadzenie
- Pobierz potrzebne pliki
- Zapoznaj się z systemem RolePlay
- Zapoznaj się z historią i ostatnimi raportami
- Napisz do Mistrza Gry, z prośbą o wprowadzenie

"Nie chce patrzeć jak GoSW się odradza, Chce patrzeć jak żyje."
Scar Beal
"Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go. " Voltaire














