Podanie Daren'a [OPJ] - PRZYJĘTY
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Coruscant- Wielka, przepiękna i jedna z najbardziej rozwiniętych planet w galaktyce, lecz do pewnego czasu. Pewnego dnia imperatorem został jeden z wielkich sithów Seicel. Przejął on ze swoją armią całą planete i Coruscant zaczeło być pod okupacją imperium. W każdym zakamarku stali strażnicy w metalicznych zbrojach a miasto zostało podzielone na 3 części: Zwylki ludzie, strażnicy oraz na bogatych. Zwykli ludzie mieli najmniejsze prawa w mieście. Strażnicy średnie a najbogatsi największe. Ja należałem do zwykłych ludzi,lecz by mieć lepszy dostęp do rzeczy codziennego użytku zaciągnełem się do armi strażników. Dostawałem wypłate w kredytach, miałem dostęp do każdego jedzenia jakie chce. Poprostu życie jak kiedyś a nawet trochę lepsze. Miałem 2 różne zadania. Pierwsze to pilnowanie porządku w barach. Drugie to wyłączanie pola siłowego, które nieumożliwiało ucieczke innym mieszkańcom. Ludzie często prosili bym wyłączył je na chwile jednak wiedziałem, że to może źle się dla mnie skończyć i odmawiałem im.
Pewnego dnia robiąc obchód po mieście zauważyłem zakapturzonego męzczyzne, które cały czas za mną chodził. Odwróciłem się i spytałem czego chce. On odpowiedział, że potrzebuje mojej pomocy i przedstawił się jako negocjator Jedi. Pierwsza moja myśl była taka, że jak to możliwe, że Jedi wybrał właśnie mnie. Ciekawiło mnie to, więc się go o to spytałem. Jedi odpowiedział mi, że pod moim kombinezonem kryje się coś dobrego, coś czego on nie może wytłumaczyć. Nagle spytałem Jedi na czym ma polegać moja pomoc,a on zaczął mi mówić: " Jutro o godzinie 16 wyłączysz pole siłowe na 5 minut, weźmiemy cię ze sobą.". "Weźniemy?" zapytałem na co on mi odpowidział. "Planujemy ucieczke w 200 osób.Poprostu wyłącz pole przyjdź do tego hangaru na obrzeżach miasta i wylecimy razem". Pomyślałem, że też na tym mogę skorzystać i powiedziałem, że się zgadzam. Akurat kończyłem służbe. Poszedłem do domu i każdej minuty rozmyślałem czy to wyjdzie. Byłem dobrej myśli. Zaczełem coraz bardziej wierzyć w to, że się uda. Zgodziłem się pierwszy raz na takie coś bo myślałem, że to jest moja szansa by stać się Jedi. Nie myśląc o niczym powoli zagłębiałem się w sen. Podczas snu śniło mi się, że udaje nam się wylecieć poza Coruscant.
Poranek był piękny jak zawsze. Dochodziła godzina 10. Czas na służbe. Ubrałem się w rzeczy robocze i wyszedłem na obchód. Po drodze spotkałem tajemniczego Jedi. "Mam nadzieje, że się nie rozmyśliłeś. Dziś 16 pamiętaj" Powiedział zakapturzony męzczyzna i odszedł. Byłem pewny swojej decyzji chciałem to zrobić. Dochodziła godzina 15:30. Czas, w którym wyłączam i włączam pole siłowe. Czekałem niecierpliwie do 16, aż w końcu wybiła. Wpisałem w panelu kontorlnym kod i wyłączyłem pole siłowe. Wybiegłem z pomieszczenia kontrolnego w strone hangaru. Zobaczyłem jak statek już powoli odlatuje. Rozpędziłem się i wskoczyłem na niego. Wrota od statku się zamkneły. W środku było pełno osób. Statek był już w powietrzu. Gdy piloci upewnili się, że pole siłowe jest wyłączone włączyli napęd hiperprzestrzenny. Znaleźliśmy się w galaktyce i poczuliśmy się wreszcie wolnymi ludźmi. Nagle podszedł do mnie Jedi i wypowidzaił takie słowa: " Dobrze się spisałeś. Czuje, że masz w sobie moc. Moc która może poskromić sithów". Po tych słowach bardzo się ucieszyłem i delektowałem się widokami galaktyki.
NOWA HISTORIA
Pewnego dnia robiąc obchód po mieście zauważyłem zakapturzonego męzczyzne, które cały czas za mną chodził. Odwróciłem się i spytałem czego chce. On odpowiedział, że potrzebuje mojej pomocy i przedstawił się jako negocjator Jedi. Pierwsza moja myśl była taka, że jak to możliwe, że Jedi wybrał właśnie mnie. Ciekawiło mnie to, więc się go o to spytałem. Jedi odpowiedział mi, że pod moim kombinezonem kryje się coś dobrego, coś czego on nie może wytłumaczyć. Nagle spytałem Jedi na czym ma polegać moja pomoc,a on zaczął mi mówić: " Jutro o godzinie 16 wyłączysz pole siłowe na 5 minut, weźmiemy cię ze sobą.". "Weźniemy?" zapytałem na co on mi odpowidział. "Planujemy ucieczke w 200 osób.Poprostu wyłącz pole przyjdź do tego hangaru na obrzeżach miasta i wylecimy razem". Pomyślałem, że też na tym mogę skorzystać i powiedziałem, że się zgadzam. Akurat kończyłem służbe. Poszedłem do domu i każdej minuty rozmyślałem czy to wyjdzie. Byłem dobrej myśli. Zaczełem coraz bardziej wierzyć w to, że się uda. Zgodziłem się pierwszy raz na takie coś bo myślałem, że to jest moja szansa by stać się Jedi. Nie myśląc o niczym powoli zagłębiałem się w sen. Podczas snu śniło mi się, że udaje nam się wylecieć poza Coruscant.
Poranek był piękny jak zawsze. Dochodziła godzina 10. Czas na służbe. Ubrałem się w rzeczy robocze i wyszedłem na obchód. Po drodze spotkałem tajemniczego Jedi. "Mam nadzieje, że się nie rozmyśliłeś. Dziś 16 pamiętaj" Powiedział zakapturzony męzczyzna i odszedł. Byłem pewny swojej decyzji chciałem to zrobić. Dochodziła godzina 15:30. Czas, w którym wyłączam i włączam pole siłowe. Czekałem niecierpliwie do 16, aż w końcu wybiła. Wpisałem w panelu kontorlnym kod i wyłączyłem pole siłowe. Wybiegłem z pomieszczenia kontrolnego w strone hangaru. Zobaczyłem jak statek już powoli odlatuje. Rozpędziłem się i wskoczyłem na niego. Wrota od statku się zamkneły. W środku było pełno osób. Statek był już w powietrzu. Gdy piloci upewnili się, że pole siłowe jest wyłączone włączyli napęd hiperprzestrzenny. Znaleźliśmy się w galaktyce i poczuliśmy się wreszcie wolnymi ludźmi. Nagle podszedł do mnie Jedi i wypowidzaił takie słowa: " Dobrze się spisałeś. Czuje, że masz w sobie moc. Moc która może poskromić sithów". Po tych słowach bardzo się ucieszyłem i delektowałem się widokami galaktyki.
NOWA HISTORIA
-
gligorax
- Posty: 116
- Rejestracja: 7 mar 2009, o 17:49
- Imię Postaci: Sitrian Vo'
- Xfire: gligorax
- GaduGadu: 9948516
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Niestety, ta historia również nie przejdzie i to z wielu powodów.
1. Gdy opisujesz świat GoSW, nie możesz sam TWORZYĆ nic innego, jak twoją postać. A ty podzieliłeś społeczeństwo Curuscant na 3 części, nie wiedząc jak jest naprawdę w uniwersum.
2. Planeta NIE JEST pod okupacją imperium, a mieszkańcy nie chcą puki co się oswobadzać. Imperator Seicel Koss DYPLOMATYCZNIE został okrzykniętą nowym Wielkim Kanclerzem. Wykorzystał sytuacje nie wiary w Jedi i niechęci mieszkańców galaktyki do nich. Motyw "ucieczki" jest jak narazie nie na miejscu.
3. Nie mniej jednak - masz potencjał, zależy ci, jestem pewien że dałbyś radę na RP.
Odezwij się do mnie na xf, bądz gg ( 9948516) - a udzielę ci takich rad, abyś w końcu się dostał.
1. Gdy opisujesz świat GoSW, nie możesz sam TWORZYĆ nic innego, jak twoją postać. A ty podzieliłeś społeczeństwo Curuscant na 3 części, nie wiedząc jak jest naprawdę w uniwersum.
2. Planeta NIE JEST pod okupacją imperium, a mieszkańcy nie chcą puki co się oswobadzać. Imperator Seicel Koss DYPLOMATYCZNIE został okrzykniętą nowym Wielkim Kanclerzem. Wykorzystał sytuacje nie wiary w Jedi i niechęci mieszkańców galaktyki do nich. Motyw "ucieczki" jest jak narazie nie na miejscu.
3. Nie mniej jednak - masz potencjał, zależy ci, jestem pewien że dałbyś radę na RP.
Odezwij się do mnie na xf, bądz gg ( 9948516) - a udzielę ci takich rad, abyś w końcu się dostał.
Nieodżałowanej pamięci Favcia. [*]
Favciu, czekamy.[*]
Favciu, czekamy.[*]
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Ja i reszta łowców nagród znajdowaliśmy się w świątyni Imperatora Kuobelgha. To on dał nam wybór. Żyć w jego wspaniałym świecie albo umrzeć. Oczywiście woleliśmy wybrać to pierwsze i nie narzekaliśmy. Nasz szwadron łowców nagród liczył 14 osób. Każdy z nas miał bardzo duże doświadczenie w zabijaniu dzięki wieloletnim treningom i pracy. Imeprator uznał, że my możemy sprostać jego zadaniu. Zadaniem tym było wybicie po kolei każdego Jedi isntniejącego w galaktyce. Na początku nie byliśmy pewni by podjąć się tej misji, jednak po dłuższym zastanowieniu pomyśleliśmy, że 14 łowców sprosta jednemu Jedi. Ja jako lider grupy poszedłem spotkać się z Imperatorem i powiedziałem,że podejmujemy się misji. Zauważyłem szyderczy uśmiech na jego twarzy, który widocznie ukazywał, że nam się to nie uda. Próbowałem to ignorować. Zebrałem wszystkch moich ludzi przed świątynią. Każdy wziął swój statek i wyruszyliśmy na łowy. Przeszukiwaliśmy dokładnie każdą planete i wybijaliśmy Jedi. Z każdym pokonanym Jedi znaliśmy ich słabe punkty i zabijanie ich było coraz łatwiejsze. Minął rok a na nasz licznik zabójstw wynosił 16 zabitych rycerzy. W galaktyce została ich garstka. Postanowiłem rozdzielić szwadron 3 części by każdy szukał w innej części galaktyki. Po przeszukaniu każdej planety uznaliśmy, że nie ma sensu szukać dalej, ponieważ Jedi siedzą w ukryciu i nie ma jak ich znaleźć. Postanowiliśmy wrócić do świątyni. Po drodze zobaczyłem bardzo małą planete. Coś kazało mi na niej wylądować. Słuchałem swojej intuicji i wleciałem w atmosfere planety. Po wylądowaniu włączyłem w statku mape galaktyki by sprawdzić nazwe planety. Planeta nazywała się Kuolarq. Nazwa planety bardzo mnie zdziwiła bo nigdy o niej nie słyszałem Nagle poczułem zmęczenie i postanowiłem odpocząć. Położyłem się w statku i powoli zagłębiałem się w sen.
Następnego poranka obudziłem się w całkiem innym miejscu. Zaczełem powoli wstawać a koło mnie tańczył jakiś primytywny lud. Pierwsze co pomyślałem to, że chcą mnie zjeść. Sięgnełem po swój blaster jednak nie było go na miejscu. Zaczełem szukać innych częśći ekwipunku jednak nadaremnie. Nagle kilka osób z ich plemienia podniosło mnie na ręce i zaczeło nieść. Wyszliśmy z chaty a ja ujrzałem wielkie ognisko. Po chwili jeden z ich wodzów zaczął coś mówić w ich języku, którego nie znałem. Okazało się, że mnie uznali za bóstwo i by zapewnić sobie pomyślność chcieli mnie spalić. Gdy już chcieli mnie wrzucić do ogniska z pomoca przyszedł mi nieznajomy męzczyzna. Miał on około 1 metr 80 centymetrów wzrostu i był rodianinem. Pokazał jakieś sztuczki, machał mieczem by ich wystraszyć. " To pewnie go wyczułem muszę go zabić" pomyślałem.Rodianin Zaczął rozmawiać z ludem w ich języku a oni mnie puścili i oddali cały ekwipunek. Rodianin przedstawił mi się. Nazywał się Kail Green. Zaprosił mnie do swojej chatki gdzieś na tej planecie. Wiedziałem, że mam go zabić. Nawet było wiele okazji by to uczynić jednak coś mi odradzało. Pewnie to, że mnie uratował przed spaleniem. Kail wlał mi coś do picia i zaczął ze mną rozmawiać. Mówił coś o mocy, że jest wszędzie i nas otacza a my żyjemy z nią w harmoni. Zaczełem słuchać jego teori z zaintersowaniem. Mijały dni i tygodnie a ja cały czas zwlekałem by go zabić. Zaprzyjaźniłem się z nim. Poczułem więź, która nie pozwalała mi go zabić. Kail chyba spostrzegł moje wachania i zaprowadził mnie nad jakieś urwisko. Zaczął mi mówić, że wie jaki jest mój cel i żebym teraz podjął ostateczną decyzje. Rodianin wyrzucił miecz ( nie w przepaść) , uklęknął i zamknął oczy. Jeżeli chczesz, żyć ze mną w zgodzie zniszcz swój blaster, jeżeli nie zabij mnie. Rzuciłem blaster na ziemie. Zaraz po tym jakoś nieświadomnie miecz Kail'a przyleciał mi do ręki. Włączyłem go i zniszczyłem blaster. Kail wstał i powiedział, że mam potencjał , ale zanim zostane Jedi muszę się zmienić i muszę udowodnić, że nie jestem tym kim byłem wcześniej. Zaczełem wykonywać wiele prac dla dobra planety. Nawet ubniżyłem się do poziomu mieszkańców by sprzątać odchody zwierząt. Po kilku lat prac Kail powiedział, że jestem gotowy. Kazał mi wsiąść na statek i poleciec z nim. Wylądowaliśmy na planecie Nitear. Wyszedłem a Kail odleciał. Zauważyłem świątynie i zaczełem iść w jej strone.
Dostałem pozwolenie od Gligoraxa na użycie w mojej histori postaci Kail'a Green'a.
Napisałem tą historie dzięki wielkiej pomocy Gligoraxa.
Następnego poranka obudziłem się w całkiem innym miejscu. Zaczełem powoli wstawać a koło mnie tańczył jakiś primytywny lud. Pierwsze co pomyślałem to, że chcą mnie zjeść. Sięgnełem po swój blaster jednak nie było go na miejscu. Zaczełem szukać innych częśći ekwipunku jednak nadaremnie. Nagle kilka osób z ich plemienia podniosło mnie na ręce i zaczeło nieść. Wyszliśmy z chaty a ja ujrzałem wielkie ognisko. Po chwili jeden z ich wodzów zaczął coś mówić w ich języku, którego nie znałem. Okazało się, że mnie uznali za bóstwo i by zapewnić sobie pomyślność chcieli mnie spalić. Gdy już chcieli mnie wrzucić do ogniska z pomoca przyszedł mi nieznajomy męzczyzna. Miał on około 1 metr 80 centymetrów wzrostu i był rodianinem. Pokazał jakieś sztuczki, machał mieczem by ich wystraszyć. " To pewnie go wyczułem muszę go zabić" pomyślałem.Rodianin Zaczął rozmawiać z ludem w ich języku a oni mnie puścili i oddali cały ekwipunek. Rodianin przedstawił mi się. Nazywał się Kail Green. Zaprosił mnie do swojej chatki gdzieś na tej planecie. Wiedziałem, że mam go zabić. Nawet było wiele okazji by to uczynić jednak coś mi odradzało. Pewnie to, że mnie uratował przed spaleniem. Kail wlał mi coś do picia i zaczął ze mną rozmawiać. Mówił coś o mocy, że jest wszędzie i nas otacza a my żyjemy z nią w harmoni. Zaczełem słuchać jego teori z zaintersowaniem. Mijały dni i tygodnie a ja cały czas zwlekałem by go zabić. Zaprzyjaźniłem się z nim. Poczułem więź, która nie pozwalała mi go zabić. Kail chyba spostrzegł moje wachania i zaprowadził mnie nad jakieś urwisko. Zaczął mi mówić, że wie jaki jest mój cel i żebym teraz podjął ostateczną decyzje. Rodianin wyrzucił miecz ( nie w przepaść) , uklęknął i zamknął oczy. Jeżeli chczesz, żyć ze mną w zgodzie zniszcz swój blaster, jeżeli nie zabij mnie. Rzuciłem blaster na ziemie. Zaraz po tym jakoś nieświadomnie miecz Kail'a przyleciał mi do ręki. Włączyłem go i zniszczyłem blaster. Kail wstał i powiedział, że mam potencjał , ale zanim zostane Jedi muszę się zmienić i muszę udowodnić, że nie jestem tym kim byłem wcześniej. Zaczełem wykonywać wiele prac dla dobra planety. Nawet ubniżyłem się do poziomu mieszkańców by sprzątać odchody zwierząt. Po kilku lat prac Kail powiedział, że jestem gotowy. Kazał mi wsiąść na statek i poleciec z nim. Wylądowaliśmy na planecie Nitear. Wyszedłem a Kail odleciał. Zauważyłem świątynie i zaczełem iść w jej strone.
Dostałem pozwolenie od Gligoraxa na użycie w mojej histori postaci Kail'a Green'a.
Napisałem tą historie dzięki wielkiej pomocy Gligoraxa.
- Cread
- OPJ - Adept

- Posty: 42
- Rejestracja: 9 maja 2009, o 12:34
- Imię Postaci: Xantos Het'tir
- Xfire: deco103
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Nareszcie historia która mnie przekonała
.
Jestem na Tak
Jestem na Tak
Adept Xantos Het'tir
-
gligorax
- Posty: 116
- Rejestracja: 7 mar 2009, o 17:49
- Imię Postaci: Sitrian Vo'
- Xfire: gligorax
- GaduGadu: 9948516
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Językowo nie zachwyca, ale twardo stoi fabularnie w uniwersum GoSW. Nikt nie powinen mieć wątpliwości, że Daren nie poradziłby sobie na Role Play. Ponaddto, widać jego determinacje i zaangażowanie.
Jestem na Tak.
Jestem na Tak.
Nieodżałowanej pamięci Favcia. [*]
Favciu, czekamy.[*]
Favciu, czekamy.[*]
-
Shilion
- Posty: 51
- Rejestracja: 9 kwie 2009, o 08:11
- Imię Postaci: Shilion
- Xfire: shilion112
- GaduGadu: 10962663
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
LOL zrobiłeś to specjalnie Gligu, czy literówka?gligorax pisze:Nikt nie powinen mieć wątpliwości, że Daren nie poradziłby sobie na Role Play
Co do podania... Historia ciekawa i w miarę oryginalna. Niestety poprawna pisownia leży. No ale i tak będę na TAK
edit:Gligorax
Wszystko pasi.
Nikt nie powininen mieć wątpliwości ( w domyśle : Jakich?) - że Daren nie poradził by sobie na Role Play.
@Shilionek
Aaaa chyba, że tak xD
Ostatnio zmieniony 4 lip 2009, o 15:58 przez Shilion, łącznie zmieniany 1 raz.
Uczeń Jedi Shilion
-
Scar Beal
- OPJ - Mistrz Jedi

- Posty: 158
- Rejestracja: 12 kwie 2009, o 21:07
- Imię Postaci: Scar Beal
- Xfire: Dahu07
- GaduGadu: 11118742
- Lokalizacja: Szczecin
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Wzruszyłem się, jestem na duże TAK!!!

"Nie chce patrzeć jak GoSW się odradza, Chce patrzeć jak żyje."
Scar Beal
"Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go. " Voltaire-
Dreydahh
- Technik

- Posty: 91
- Rejestracja: 13 kwie 2009, o 19:45
- Imię Postaci: Dreydahh
- GaduGadu: 6108891
- Lokalizacja: Słupsk
- Kontakt:
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
A mi sie historia podoba, tylko tutaj:
To "i był rodianinem" tez cos mi tu stylistyka nie pasi, no ale wiekszoschistorii jest dosc ciekawa, jak gligu powiedzial twardo stoi fabularnie w uniwersum gosw co daje duzy plus, noa tera ocena
Jestem na tak
ja az tak dokladnie oceniac wzrostu nie umiem no i bym raczej napisal 180cm a nie 1 metr [...].Miał on około 1 metr 80 centymetrów wzrostu i był rodianinem
To "i był rodianinem" tez cos mi tu stylistyka nie pasi, no ale wiekszoschistorii jest dosc ciekawa, jak gligu powiedzial twardo stoi fabularnie w uniwersum gosw co daje duzy plus, noa tera ocena
Jestem na tak
-
Ragnar
- Posty: 90
- Rejestracja: 28 lut 2009, o 12:27
- Imię Postaci: Ragnar
- Xfire: Rydholt
- GaduGadu: 2124297
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Historia mi się podoba i ten wątek z Kailem ahhh...
Dobra jestem na TaK
Dobra jestem na TaK
Rycerz Jedi Ragnar
Uczeń Rycerza Cread'a
Uczeń Rycerza Cread'a
- Liga/Darxul
- ŚM - Fenker

- Posty: 161
- Rejestracja: 13 kwie 2009, o 11:09
- Imię Postaci: Darxul
- Xfire: liga997
- GaduGadu: 10018175
- Lokalizacja: Łabiszyn
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
To widzę, że niezły Vietnam z tym netem masz?Daren pisze:
d. Prędkość internetu - 100mb/s
Na pewno masz taki nic ci się nie porąbało?
Jeśli nie jestem absolutnie na TAK xD
Fenker Darxul
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Słszałem że scar to lider więc proszę o akceptacje bo nudzi mi się na kompie xD.
- Francuz
- Posty: 12
- Rejestracja: 31 maja 2009, o 16:47
- Imię Postaci: Mag'nissar Ot
- Xfire: 1992francuz
- GaduGadu: 7556304
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Spokojnie...
Ja musiałem czekać całe 2 tygodnie na akceptacje i się doczekałem, więc ponaglanie CL'a nic tu nie pomoże. Zostaniesz przyjęty w swoim czasie...
. Ale i ja dam ci szanse ... Jestem na TAK
May the Force be With You
Adept Mag'nissar Ot

Adept Mag'nissar Ot

-
Scar Beal
- OPJ - Mistrz Jedi

- Posty: 158
- Rejestracja: 12 kwie 2009, o 21:07
- Imię Postaci: Scar Beal
- Xfire: Dahu07
- GaduGadu: 11118742
- Lokalizacja: Szczecin
Re: Podanie Daren'a [OPJ]
Najbardziej patrze na Radę Jedi (W której są Pete-Azagoth, Travis- Ravist, Scar Beal-Scar Beal). Głównie na zdanie Pete 

"Nie chce patrzeć jak GoSW się odradza, Chce patrzeć jak żyje."
Scar Beal
"Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go. " Voltaire













