Droga do Świadomych

Obrazek
Awatar użytkownika
Faveks
NGI - Imperator
NGI - Imperator
Posty: 218
Rejestracja: 9 mar 2009, o 16:28

Droga do Świadomych

Post autor: Faveks »

Faveks cały czas stał wpatrzony w miejsce, w którym zniknął Marvolo, choć ten odszedł już dobre kilka minut temu. Były templariusz był pogrążony w zadumie i czuł się dziwnie…nieswojo. Zdrada Imperium była dla niego dziwnym szokiem. Pomijając wczesne czasy na Hoth Faveks , albo służył Imperium, albo był martwy, jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało. Marvolo powiedział mu na odchodnym, że Lider odezwie się do niego. To była jedyna szansa posiadania jakiegoś wpływu na galaktyke. Teraz Faveks pozbawiony wsparcia innych wojowników był tylko kroplą w morzu, ziarnem na pustyni i szczerze mówiąc, nie podobało mu się to. Wyrwany z zamyślenia skierował się do statku, który zostawiła organizacja. Wszedł po po otwartej rampie, usiadł na fotelu pilota i położył ręce na sterze. Nie ruszał jednak. Tak naprawdę nie wiedział dokąd mógłby się w tej chwili udać, a biorąc pod uwagę jego wstręt do latania, najchętniej w ogóle by się stąd nie ruszał. Otrząsnął się jednak i ustawił kurs na Haan. Miał zamiar udać się do tamtejszej starożytnej biblioteki, o której dowiedział się od dusz lordów sith, gdy był uwięziony w Crystal Palace. O starożytnych pismach znajdujących się w tym miejscu mało kto wiedział. Sith i Jedi nie przejmowali się tak mało znaczącymi planetami jak Haan, dlatego było to dobre miejsce na biblioteke. Gdy Faveks odpalił silniki natychmiast poczuł odruch wymiotny, jednak wstrzymał się, ustawił autopilota i położył się na fotelu nadal rozmyślając. Myślał o ogromnym zawodzie, który przeżył po śmierci Gligoraxa. Ukrywał to, jednak miał chętke na fotel Imperatora. Plany pokrzyżował mu jednak Travis, który łudził się , że w koncu uda się odebrać mu życie. Gdy doszedł do tej kwestii natychmiast jego myśli przeszły do innej sprawy, którą miał zamiar niedługo rozwiązać. Przenoszenie się od ciała do ciała nie służyło Faveksowi. Adaptacja w jednym ciele trwa długo, a Faveks miał już ich kilka. Dlatego udawał się do biblioteki, aby poszukać czegoś co mogłoby rozwiązać ten problem na zawsze. Po kilkugodzinnej podróży w końcu wylądował na obrzeżach planety i pieszo udał się do biblioteki. Wiedział, że nie znajduje się ona w centrum, to by zbytnio przyciągało uwagę. Biblioteka, a raczej stare zamczysko, do którego dążył Faveks znajdowało się na wzgórzu i było całkowicie opuszczone. Gdy Faveks wszedł, od razu w nozdrza uderzył go zapach pyłu i kurzy, który wypełaniał salę. Musiało tam nikogo nie być naprawdę długo. Faveks rozglądnął się po półkach i podszedł do jednego z regałów. Spojrzał po tytułach i wyjął jedną z książek. Trafił bez pudła, tego właśnie szukał. Szybko dotarł do fragmnentu, który go interesował, a tam znajdowały się takie słowa:

W galaktyce żyło kiedyś bardzo wielu potężnych wojowników. Mieli oni nadzwyczajne umiejętności dlatego nazwano ich Herosami. Wszyscy byli potężni jednak każdy z nich posiadał swoje, charakterystyczne umiejętności. Jednym z ciekawszych Herosów był Aro Culwen, który potrafił opuszczać swoje ciało jako duch. Umiejętność ta pomagała mu głównie gdy był w tarapatach, otoczony lub na skraju śmierci. Wtedy opuszczał swoje ciało i jako duch był praktycznie nieśmiertelny. Częste zmiany ciała były jednak uciążliwe, a każdorazowe adaptowanie się w nowym długotrwałe i męczące. Po kilku latach Aro zatęsknił za swoim pierwotynym ciałem, ponieważ w żadnych nie czuł się tak ‘’wygodnie’’. Dzięki wieloletnich pracach i badaniach nad zmodyfikowanym klonowaniem, udało mu się zmienić ten proces, aby można było stworzyć własne, jedyne w swoim rodzaju ciało.

Faveks przestał czytać i spojrzał na następną stronę, gdzie umieszczona była instrukcja Culwena ‘’Jak stworzyć własne ciało’’. Rozglądnął się po pomieszczeniu i westchnął. Tutaj nie mógł tego zrobić, potrzebował dobrej pracowni, wyposażonej w odpowiedni sprzęt. Odetchnął spokojnie, i z księgą w ręku wyszedł z biblioteki. Udał się do swojego statku i ustawił kurs na Coruscant. Nie wiedział czy tam znajdzie to czego mu potrzeba, ale jeśli gdzieś miał zacząć poszukiwania to największe prawdopodobieństwo umiejscowienia takiej pracowni było właśnie tam. Gdy Faveks dotarł na miejsce zobaczył żołnierzy Imperium, więc szybko zakrył twarz i pogrążył się w rozmyślaniach. Najwyraźniej Sith zajęli stolice republiki. Na Faveksa zaczęły nacierać wątpliwości co do jego wyboru, jednak szybko odgonił od siebie te myśli i udał się do najbliższego laboratorium. Wszedł do środka i podszedł do człowieka, który wyglądał na właściciela tego miejsca. Szczelniej zakrywając twarz przemówił do niego:
-Witam. Czy jest możliwość wynajęcia laboratorium na kilka tygodni?
Człowiek spojrzał na Faveksa znad jakichś notatek i otworzył oczy ze strachu. Wyglądał jakby się zastanawiał co by się stało, gdyby odpowiedział ‘’Nie’’. Gdy opanował napad lęku odpowiedział wciąż wystraszonym głosem.
-Tak, ależ oczywiście. Na jak długo chciałby szanowny pan zająć laboratorium?
-Nie jestem całkowicie pewny. 3-4 tygodnie powinno wystarczyć.
-Dobrze. Może pan przyjść jutro i zacząć prace. Moi asystenci chyba nie będą panu przeszkadzać?
Faveks pomyślał, że chyba jednak nie dobrze by było, gdyby obywatele widzieli jak tworzy ciało, więc skoncetrował się i wpłynął na umysł rozmówcy. Gdy przemówił ponownie był pewny zwycięstwa.
- Wie pan..zależy mi na dyskrecji. I nie mam przy sobie pieniędzy.
-Rozumiem. Zależy panu na dyskrecji i nie ma pan pieniędzy. Dobrze. Jeszcze dziś wyniesiemy się stąd. Nie będziemy panu przeszkadzać. Do widzenia.
Przywołał swoich asystentów i wszyscy opuścili laboratorium. Faveks zamknął drzwi mocą i zabrał się do swojego dzieła.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Faveks był już na końcowym etapie swoich prac. Cała fizyczna konstrukcja ciała była już gotowa, także jego aspekty bardziej skłaniające się ku mocy. Został tylko sam wygląd zewnętrzny, który Faveks właśnie w tej chwili kończył. Po kolejnej godzinie Faveks wyprostował się i spojrzał na swój twór. Wyglądał tak jak sobie to wyobrażał. Wysoki, dobrze zbudowany, wyglądał dostojnie i szlachetnie. Coś w jego twarzy budziło szacunek i zaufanie, a jednak nutka strachu także była widoczna. Idelna twarz dla mistrza kłamstwa.Faveks spojrzał na swoje obecne ciało, które zabrał jednmu z martwych członków organizacji półksiężyca. Nie było ono zbyt wygodne,więc Faveks nie chcąc czekać dłużej naytchmiast zamknął oczy i skupił się na jego opuszczeniu. Nie sprawiło mu to trudności, robił to już wiele razy. Gdy otworzył oczy jego byłe ciało zastygło bez ruchu z takim samym wyrazem twarzy z jakim Faveks je zostawił. Popatrzył jeszcze raz na swój twór i wpłynął do niego spokojnie. Poczuł niesamowitą euforie swojego umysłu. Czuł się idealnie, jak nowonarodzony. Natychmiast sprawdził pracę mięśni nóg, rąk, rozprostował palce. Naprawdę nie wyobrażał sobie tego lepiej. Po kilkunastominutowym teście założył swoją czarną szatę i złocistą maskę, którą niegdyś znalazł na jednej ze swoich podróży. Wcześniej była na niego za duża, teraz pasowała idealnie. Zabierając swój miecz świetlny ruszył w kierunku drzwi, lecz natychmiast się zatrzymał. Do jego umysłu dotarła informacja, na którą czekał, o której, pochłonięty swoimi pracami, zapomniał. We własnym umyśle słyszał głos. Był pewny i spokojny, Faveks już raz go słyszał, lecz nie mógł sobie przypomnieć kiedy i kto nim operował. Wiadomość była jednak jasna:
Spotkajmy się w kantynie ‘’Pod błyszczącym wibroostrzem’’ w centrum miasta. Lider ma dla ciebie propozycje.
Faveks bezzwłocznie udał się we wskazane miejsce. Zakryty pod maską przekroczył próg karczmy i rozglądnął się. Spojrzał na człowieka siedzącego w rogu sali i patrzącego na niego dziwnym wzrokiem. Dosłownie na ułamek sekundy postać zmrużyła oczy po czym uśmiechnęła się. Faveks wiedział, że mężczyzna sprawdzał jego aurę. Był pod wrażeniem tego jak szybko postać upewniła się co do jego tożsamości. Jemu zajmowało to kilkadziesiąt sekund skupienia. Spokojnie podszedł jednak do stolika, przy którym siedział prawdopodobnie nadawca wiadomości. Gdy usiadł naprzeciw niego rozpoznał jego twarz. Był to Geaverius jeden z potężniejszych członków organizacji księżyca i według niejasnych informacji, które posiadał Faveks, były mentor Gligoraxa. Geaverius rozglądnął się czy nikt ich nie podsłuchuje i pierwszy odezwał się:
-Powiedziano mi, że będziesz wyglądał jak jeden z naszych. Nie widzę tego.
-Wyjaśnię to.
-Mówisz tak jakbyś miał wybór. Więc słucham.
-Jak mniemam twoje informacje o moim wyglądzie pochodzą od Marvola?
Na dźwięk imienia ‘’Marvolo’’ Geaverius poruszył się. Już wiedział, że rozmawia z właściwą osobą jednak nie przerywał Faveksowi jego wyjaśnień.
-Jeśli tak to zapewne opowiadał ci też o moich ciekawych zdolnościach.
-Ach tak…już rozumiem. Chodzi ci o to opuszczanie swojego ciała? Rzeczywiście ciekawa umiejętność. Więc z znalazłeś sobie nowe ciało?
-Nie znalazłem. Stworzyłem
Geaverius miał minę jakby układał puzzle w swojej głowie. Po chwili było widać, że już wszystko mu się zgadzało.
-To dlatego przybyłeś na Haan. Chciałeś się dowiedzieć jak to zrobić. No cóż godne podziwu, lecz nie o tym przyszedłem rozmawiać.
-Nie wątpie. Mówiłeś, że lider ma dla mnie propozycje.
-Właśnie tak. Marvolo mówił nam o tobie. Taki ktoś jak ty bardzo przydałby się organizacji. Doskonale znasz Seicela i całe Imperium. Mógłbyś być bardzo pomocny w walce z nim. Przystępując do nas zasiejesz też ziarno wątpliwości w szeregi Imperatora. Jeśli zobaczą, że ktoś taki jak ty zdradził Imperium dla wroga to może Imperator wcale nie jest taki wspaniały.
-Co dostanę w zamian?
Tego Geaverius się nie spodziewał. Zwykle rekruci uważali, że samo wstąpienie do organizacji to nagroda. Faveks jednak był doświadczony. Organizacja przyjmowała i wychowywała młodych ludzi na potężnych wojowników. Faveks był mniej więcej w połowie tej drogi.
-Có, marzysz chyba o porządku w galaktyce czyż nie? To jest naszym celem. Gwarantujemy ci jego spełnienie.
-Gdybym się postarał mógłbym osiągnąć to samo mordując Seicela i przejmując władze. Nie dlatego zdradziłem Imperium.
-Więc dlaczego?
-Widziałem jak operujecie ciemną stroną. Wasza potęga jest ogromna. Chce dostąpić czegoś takiego. Chce tylko tego.
-Nauka w zamian za zabijanie dla organizacji?
-Możesz to tak nazwać
Geaverius rozważał decyzje, jednak podjął ją bardzo szybko i zdecydowanie. W końcu i tak musiałby pokazać mu parę rzeczy. To niewielka cena.
-Zgoda. Pójdziesz teraz ze mną na mój statek. Dostaniesz szatę i od razu polecisz na pierwszą misje. Przyda ci się taki mały test. Nie będzie to trudne zadanie. Za mną.
Geaverius wstał i wyszedł z kantyny a krok w krok za nim podążał Faveks. Na statku otrzymał szatę i instrukcję do pierwszego zadania. Faveks wiedział, że to kolejny etap w jego życiu.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pół roku minęło od spotkania Faveksa z Geaveriusem. Pół roku różnorakich zadań, misji, treningów. Teraz sytuacja była podobna. Statek, trochę większy bo frachtowiec Organizacji, Faveks i Geaverius. Różnicę robił człowiek leżący na jednym z łóżek w ambulatorium, w którym właśnie się znajdowali. Faveks krążył po pomieszczeniu rozjuszony do granic możliwości. Geaverius sprawiał wrażenie spokojnego jednak trochę zawiedzionego i zniecierpliwionego. Próbował usilnie wytłumaczyć coś Faveksowi :
-Mówiłem ci 100 razy. Lecieli tylko najbardziej zaufani ludzie lidera. Wybacz, ale na razie do nich nie należysz.
-I należał już nie będę, bo wszyscy zginęli! Wszyscy! Lider i jego ‘’najbardziej zaufani ludzie’’. Masz szczęście, że tobie udało się prysnąć.
-Mam swoje sposoby i potrafię ocenić sytuacje. Twoi przyjaciele chcieli pokrzyżować nam plany. Sith, Jedi, przybyli wszyscy.
-Tak i widzisz do czego to doprowadziło? Wszystko prze…-tu urwał marszcząc czoło. – Zaraz..powiedziałeś ‘’chcieli’’ ?
-Tak chcieli, ale im się nie udało. Gligorax powrócił do świata żywych i choć nikt nie wie gdzie jest to jednak udało nam się wykonać priorytet.
Geaverius odetchnął z ulgą. Miał mine jakby właśnie udało mu się wytłumaczyć 2-letniemu dziecku, że 2+2=4. Faveks trochę się uspokoił, jednak nie przestawał krążyć po Sali zbierając myśli.
-Jednak organizacja nie przetrwała.
-No tak to jest ta zła strona medalu. Większość członków zginęła, reszty, której tam nie było uciekła, gdy dowiedziała się, że lider nie żyje.
Faveks westchnął zmęczonym głosem. Nie czuł żalu z powodu śmierci członków organizacji. Nie łączyło go z nimi nic prócz wspólnego celu. Miał jednak inne zmartwienia, które wolał zachować dla siebie. Skierował wzrok na leżącego, nieprzytomnego mężczyzne, którego Geaverius przywiózł z pola walki. Odwrócił wzrok i zapytał:
-A ten to kto?
-Ktoś kto może ci pomóc.
-Mi? A kto jemu pomoże?
-Jego obecny problem jest niczym w porównaniu z twoim. Dobrze wiem czego tak się boisz. Po upadku organizacji nie masz dokąd pójść. W Imperium nie jesteś mile widziany, a znając twoją naturę do Jedi nie przystąpisz.
-I co ma z tym wspólnego on?
-Wszystko. To Arhael, lider Świadomych Mocy.
Faveks wreszcie się zatrzymał. Świadomi Mocy..gdzieś o nich słyszał. Organizacja, która prowadzi ideologię Gligoraxa, a ich liderem był…
-Wagner.-powiedział krótko Faveks
-Co?
-Wagner przewodził Świadomym. Pamiętam. Dwóch uczniów Gligoraxa przyleciało na statek Imperium, by służyć Seicelowi. To byli Wagner i…chyba Veryus. Nie jestem pewny. Ale nic nie słyszałem o żadnym Arhaelu.
Geaverius spojrzał Faveksowi w oczy.
-Wagner nie żyje. Zginął podczas jednej z misji.
-I on go zastąpił?
-Nie. To drugie wcielenie Wagnera.-powiedział spokojnie Geaverius, a widząc, że Faveks niewiele z tego rozumie kontynuował. –Zrobiłem z nim to samo co z Sitrianem Vo. Był zbyt cenny, żeby umrzeć, więc go wskrzesiłem. Oczywiście zmieniła mu się troche osobowość, lecz nadal jest doskonałym przywódcą i dąży do tego samego celu co wcześniej. Równowagi w galaktyce.
Faveks jeszcze raz spojrzał na Arhaela i zaczął rozumieć. Gdy spotkał Sitriana w starożytnej świątyni Gro’ran był to młody, spokojny człowiek o pogodnym charakterze. Gligorax był inny. W końcu był Sithem. I jego wygląd był całkowicie odmienny, lecz był podobny do obecnego Arhaela.Faveks znowu przemówił:
-Sądzisz, że powinienem wstąpić do Świadomych?
-Posłuchaj, nie wiesz nawet do czego doprowadziliśmy wskrzeszając Gligoraxa. Bez towarzyszy nie masz szans na przetrwanie. Jesteś zbyt cenny, żeby stracić głowe jako samotny jeździec. Świadomi to od początku powinno być twoje miejsce. Kroczą ścieżkami ideologii, na której ty się wychowałeś, na której stałeś się Sithem. Oni także zyskają na twoim przybyciu. Prężnie się rozwijają, coraz częściej wynajdują ludzi wrażliwych na moc przed Sith czy Jedi. Mógłbyś być dla nich dużym wsparciem. Dużo wiesz, dużo widziałeś i dużo potrafisz. Zresztą…chyba nie masz wyboru?
Faveks wiedział, że nie ma się nad czym zastanawiać. Świadomi Mocy to był jego jedyny wybór, choć nawet gdyby miał inne wyjście prawdopodobnie i tak wybrał tą drogę. Miała dla niego sens.
-Dobrze. Zobaczymy czy będą mnie chcieli. Gdzie leży ich akademia?
-Spokojnie, bez pośpiechu. Mamy jeszcze czas. Polecimy tam razem, gdy Arhael się wyliże. Przygotuj się do podróży. I wiesz co? Chyba pora, żebyś wreszcie wytrzymał gdzieś w jednym miejscu więcej niż kilka miesięcy. I proszę cię nie zdechnij za szybko, ciebie nie będę ratował-powiedział Geaverius, ostatnie zdanie wypowiadając z szyderczem uśmiechem.
Faveks wrócił do siebie i usiadł na łóżku. Miał po raz kolejny zmieniać miejsce. Jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało, wolał żeby to było ostatnie.

:arrow: Faveks
''Dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci, abyś poszedł do diabła w ten sposób, że poczujesz narastające podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży.''

''Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów''

Mam jedną ważną ceche. Jeśli nie umiem czegoś zrobić, potrafię znaleźć ludzi, którzy zrobią to za mnie.


Faveks
ODPOWIEDZ

Wróć do „Opowiadania”