Desolous
Historia
Pewnego dnia, na bardzo zacofanej cywilizacyjnie planecie w układzie Fa’pogha, przyszedł na świat chłopiec. Rodzice nie mieli pojęcia, iż jest on wyjątkowy, na owej planecie bowiem wrażliwość na Moc była uważana za czarną magię, a ludzi na nią wrażliwych za wcielenia demonów. Rodzice dali chłopcu na imię Deos co w ich języku znaczyło cud, Deos wychowywał się w spokojnej wsi na południu wielkiej równiny która oddzielała jedyny na planecie port kosmiczny i okoliczne miasteczko od reszty małych osad na planecie. Jego ojciec pracował jako tragarz u lokalnego kupca, natomiast matka zajmowała się gospodarstwem domowym. Deos nie okazywał żadnej wrażliwości na Moc, co bardzo radowało jego rodziców. Ponieważ w dalekiej rodzinie ojca kilkanaście pokoleń wstecz odkryto, iż jeden z członków rodziny był obdarzony zdolnościami demonów. Jednak dokładnie w dzień swoich siódmych urodzin z Deosem zaczęło dziać się coś dziwnego. Rodzice zauważyli, że kiedy rozpakowywał prezenty część z nich lewitowała nad jego głową i rozpakowywała się samoczynnie. Matka chłopca wpadła w histerie i zemdlała, ojciec podkradł się do syna i chciał go złapać żeby zabrać do szamanki aby wypędziła z niego demony, jednak Deos dzięki Mocy zorientował się co zamierza ojciec i cisnął nim o ścianę. Po tym wydarzeniu wiedział, że musi uciekać, widział co spotkało jednego z jego kolegów kiedy rodzina wykryła w nim Demona. Postanowił jak najszybciej opuścić planetę, zabrał jedzenie i ubranie od kupca dla którego pracował ojciec i ruszył na północ. Wiedział że jego jedyną nadzieją jest port kosmiczny w mieście Molag Mar. Maszerował niestrudzenie jakieś dwa miesiące, a od półtora nie miał żadnych zapasów. Dzięki Mocy lub jak myślał demonicznym zdolnościom nauczył się bezszelestnie poruszać, okradał mijane przez siebie wioski i polował na dziką zwierzynę. Co ciekawe, czuł wyraźną radość z takiego trybu życia, spodobało mu się to że jest lepszy od innych. Wiedział że nie znajdzie swojego miejsca pośród normalnych mieszkańców Molag Mar, dlatego z radością robił im na złość. Polubił nawet zabijanie, myślał że skoro jest złem wcielonym to wszystko co robi i tak nie ma znaczenia. Dlatego zabijał wszystko co stanęło mu na drodze, nie ważne czy był głodny czy po prostu znudzony zabijał z uśmiechem na twarzy i szaleństwem w oczach. Stał się zwierzęciem, ale nigdy nie zapomniał dokąd zmierza. Pół roku zajęło mu dotarcie do Molag Mar, przez ten czas wiele się nauczył i częściowo opanował swoje nadludzkie umiejętność. Wiedział że w mieście wielu ludzi będzie chciało go zabić jeśli zobaczą że posiada Moc. Mógł wedrzeć się na statek i odlecieć na gapę, ale wolał nie ryzykować że zostanie odkryty jako demon więc postanowił zarobić na bilet w tradycyjny sposób. Zatrudnił się jako człowiek od sprzątania zwłok, bo ciężko to co robił nazwać zawodem grabarza, po prostu po walce na lokalnej arenie sprzątał trupy i wrzucał je Rancornowi na pożarcie. Właściciel areny nie płacił zbyt wiele nawet gladiatorom, a co dopiero cieciowi od sprzątania, więc Deos zanim zarobił na bilet zdążył polubić swoją pracę. Widok rozpłatanych ciał, zmiażdżonych czaszek czy pourywanych kończyn nie robił na nim już najmniejszego wrażenia. Widział chyba wszystkie możliwe metody poniżania, torturowania i uśmiercania jakie kiedykolwiek powstały. Któregoś dnia nieoczekiwanie wdał się w kłótnię z jednym z lepszych gladiatorów, kiedy doszło do szarpaniny Deos dobył zza pasa gladiatora jego wibroostrze i jednym błyskawicznym cięciem uczynił go niższym o głowę. Na twarzy chłopaka było widać wściekłość, a z niepohamowanego gniewu znowu obudziła się w nim nie używana od pięciu lat Moc. Kiedy właściciel areny schodził po schodach spostrzegł Deosa masakrującego ciało jednego ze swoich najlepszych gladiatorów. Kiedy chłopak dostrzegł szefa natychmiast się uspokoił rzucił miecz i z przerażeniem w oczach spoglądał na Chissa idącego w jego kierunku powolnym ale zdecydowanym krokiem. Deos padł na kolana, nie miał pojęcia co się z nim teraz stanie, jednak ku jego zaskoczeniu Chiss powiedział
- Dobra robota chłopcze.
- Co?!
- Ten burak od dawna mnie irytował dobrze że go zabiłeś – powiedział z uśmiechem na twarzy
- Ale kto teraz będzie walczył?! – mówił Deos wciąż drżącym głosem
- Ty! Wywalczyłeś swoją szansę...
- Ale??
- Na co się gapisz?! Bierz zbroję miecz i jazda na arenę!!!
I tak zaczęła się bardzo ważna w jego życiu historia, został gladiatorem. Chiss wiedział że chłopak posiada dar Mocy, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Trenowali go najlepsi szermierze z całego układu Fa’pogha, a on chłonął nowe umiejętności jak gąbka wodę. Szybko stał się bardzo sławny, opanował nawet sztukę posługiwania się Mocą w walce tak aby nie wzbudzać podejrzeń. I świetnie mu się to udawało, zwykli szarzy ludzie nie mieli pojęcia że ten młody świetny wojownik jest wcieleniem ich wszystkich lęków. Jednak znalazł się ktoś kto dostrzegł że Deos ma Moc, tym kimś był bardzo stary Gro’an. Mimo iż ich rasa odeszła z wszechświata nagle i bardzo dawno nadal można gdzieniegdzie spotkać przedstawicieli tej pradawnej rasy panującej nad Mocą. Gro’an dostrzegł w Deosie ogromny potencjał, dlatego postanowił odkupić go od Chissa będącego właścicielem areny. Kiedy Deos szedł do szefa po wypłatę, przypadkowo usłyszał jego rozmowę z jak się później okazało Lordem Sith.
- Nie oddam Ci go, wiem że ma dar. – odrzekł stanowczo Chiss
- Ja Cię nie proszę abyś mi go oddał, chce go od Ciebie odkupić
- Nie stać Cię na to starcze – powiedział nie kryjąc ironii
- Skoro tak twierdzisz – powiedział spokojnie dobywając miecza
- Co?! Co ty wyprawiasz?! – Chiss miał miecz na gardle
- No to jak dogadamy....-do biura wszedł Deos – się?
- Tak, tak bierz go sobie i nie pokazujcie mi się tu więcej!!! – panicznie krzyczał Chiss
- Ale...- Deos nie dokończył zdania, stracił przytomność
Obudził się dopiero w chacie na środku pustyni, a na fotelu obok siedział Gro’an wpatrując się w niego.
- Kim jesteś?! Co ja tu robię?! Dlaczego mnie zabrałeś?! – krzyczał Deos
- Milcz! – skwitował go Gro’an – dowiesz się wszystkiego w swoim czasie, na razie musisz jeszcze odpocząć chyba za mocno cię uderzyłem.
- Nie! Muszę wiedzieć teraz! – odparł zdecydowanie
- W takim razie dobrze. Jestem Lordem Sith, wiem że na razie niewiele Ci to mówi ale kiedy zaczniemy trening dowiesz się wszystkiego. Co tu robisz? Tutaj dowiesz się jak panować nad Mocą, czyli tym co na twojej planecie uważane jest za klątwę, a zabrałem Cię dlatego że wyczuwam w tobie przeogromny potencjał, nasz w sobie tyle gniewu, nienawiści, siły i zamiłowania do zabijania jakiego nigdy w ciągu swojego długiego życia nie spotkałem. Od dziś będziesz moim uczniem.
Tego dnia stała się rzecz najważniejsza w jego życiu, ważniejsza niż dzień w którym odkrył w sobie Moc. Tego dnia obrał ścieżkę Ciemnej Strony, stał się Sith. Życie na pustyni był ciężkie, ale Deos już się do niego przyzwyczaił. Trenowany był w ekstremalnych warunkach, katowany, dręczony psychicznie i fizycznie przez swego Mistrza nauczył się wyzwalać całą swoją Moc. Niejednokrotnie załamany psychicznie zawsze się podnosił i stawał się coraz silniejszy, kiedy Mistrz odpoczywał on studiował holocrony i poznawał naturę Ciemnej Strony. Kiedy Mistrz przerywał medytacje od nowa zaczynał się morderczy trening. Moc Deosa wciąż rosła, przewyższała wielokrotnie Moc jego Mistrza. Jednak ten nie dawał tego po sobie poznać, wiedział że kiedy Deos poczuje że jest od niego silniejszy zabije go. Dlatego któregoś dnia podczas snu Gro’an założył Deosowi kajdany ograniczające jego Moc i pozwalające Lordowi panować nad swoim uczniem. Rano nadeszła chwila prawdy, Deos rozwścieczony zachowaniem Mistrza zaatakował go z całą Mocą. I o włos pozbawił by Gro’an głowy jednak ten w porę nacisnął przycisk włączający kajdany i cała Moc Deosa prysła. Z czasem Lord Sith nauczył się wykorzystywać wściekłość swojego ucznia do własnych celów. Zaczął atakować pobliskie planety spuszczając swojego ucznia ze „smyczy”. Deos w napadach szału uwalniał swoją Moc w najczystszej postaci. Czyste zło jakie z niego emanowało wprawiało w drżenie całe planety, a jego nienawiść do swojego Mistrza ukierunkowana była za pomocą kajdan w mieszkańców planet na które został wysłany. Zabijał bez mrugnięcia okiem, bez chwili wahania po prostu szedł i zabijał wszystko co żywe, ludzi i zwierzęta nikogo nie oszczędzał. Uwielbiał kiedy stawiano mu opór ciała tych którzy mu się przeciwstawili masakrował w taki sposób jakiego nikt inny nie widział. Stosował techniki jakich nauczył się na arenie i w połączeniu z Mocą sprawiały one niezapomniane wrażenie dla tych którzy ośmielili się oglądać pola bitew. Jednak plan Sitha miał pewną znaczącą wadę, za każdym razem kiedy Deos był spuszczany ze smyczy co raz trudniej było przywołać go do porządku. Kiedy pewnego razu podczas treningu Deos wyrwał się z pod kontroli Mistrza został dostrzeżony przez innego Lorda Sith. Przybył on do tego układu aby podobno zbudować ogromną flotę która wyruszy zniszczyć inny układ gwiezdny. Gro’an wyczuł obecność intruza jednak musiał zająć się przywołaniem Deosa do porządku. Po kilku dniach obóz Lorda Gro’an został zlokalizowany przez tajemniczego Lorda Sith.
- Witajcie bracia – rzekł intruz
- Czego tu chcesz?! – odpowiedział rozwścieczony tym że przerwano mu medytacje Gro’an
- Nazywam się Wielki Lord Dresden i przybyłem aby zabrać Twojego ucznia.
- Czyżby?! – Gro’an sięgnął do przycisku zwalniającego kajdany – Deosie!!!
- Tak Mistrzu?
- Pozbądź się go! – Gro’an uwolnił Moc Deosa
Ziemia się zatrzęsła, oczy Deosa zaszły czerwienią. Deos wpadł w szał i dobywając miecza powiedział
- To był błąd! Nie będziesz mnie traktował jak swojego pieska!- Deso rzucił się na swojego mistrza rozpoławiając go.
- Nie....nieee!!! – krzyczał konający Gro’an dławiąc się krwią
- Teraz Twoja kolej intruzie! – powiedział spoglądając czerwonymi oczyma na Dresdena
Rozpoczęła się walka, Dresden wiedział że walczy z bardzo potężnym przeciwnikiem. Jednak przewyższał Deosa doświadczeniem. Walka była długa i widowiskowa, atak, unik, skok, piruet, cięcie i tak około pięciu godzin. Na twarzach obu Sith było widać zmęczenie ale żaden się nie poddawał, walczyli na miecze i za pośrednictwem Mocy jednak żaden z nich nie mógł uzyskać wyraźnej przewagi. W pewnym momencie jednak stało się coś czego Dresden się nie spodziewał, Gro’an resztkami sił całkowicie zwolnił kajdany Deosa które upadły na ziemię. Deos jeszcze nigdy nie miał takiej Mocy, Dresden wiedział że to już koniec. Deos rzucił się na przeciwnika z takim impetem iż kanion w którym się znajdowali zaczął się walić. Jednak ataki Deosa nie ustawały, z każdą chwilą trzęsienia się nasilały. Nagle ziemia zaczęła pękać a pod stopami walczących pojawiła się lawa. Dresden się zachwiał na jednym z kamieni, ten głupi błąd techniczny kosztował go życie. Deos jednym precyzyjnym cięciem pozbawił go rogatej głowy która wpadła do lawy. Natomiast opadające bezwładnie ciało Deos zdarzył jeszcze poćwiartować i również zepchnąć do rozgrzanej magmy. Deos musiał uciekać żeby nie podzielić losu Dresdena, na szczęcie odnalazł jego statek którym odleciał. Kiedy zmierzał zaprogramowanym przez Dresdena kursem odnalazł jego dziennik, po jego przeczytaniu postanowił iż przybędzie do Nowego Galaktycznego Imperium jako Darth Desolous, aby sprawdzić czy opisani przez niego wojownicy są godni aby walczyć u ich boku. Zmienił kurs i udał się bezpośrednio do Akademii Sith, mimo tego co się stało pamiętał słowa często cytowane przez swojego mistrza „Wszystko czego pragnie Sith, Sith dostanie” a Desolous pragnął przelewać krew pokonanych i napawać się widokiem cierpienia jego wrogów.









