Egzaus- Podanie. ( ŚM) - PRZYJĘTY
: 27 sie 2009, o 19:57


1. Imię - Arek:
2. Wiek - 13:
3. Coś o sobie - Jestem wyluzowanym nastolatkiem, słucham hip hopu i techna. Interesuje się klimatem fantasy, elfy , krasnoludy to coś co lubię
4. Ewentualny kontakt z tobą -
skype - szczy21
gg -16124438 :
5. Prędkość internetu - 1.3 mb/s:

1. Twoje doświadczenie w Role Play - Nie mam zbyt wielkiego. Uczestniczyłem w sesjach D&D , gmowanych przez Gliga. Odbyliśmy dwie kampanie, jakoś sobie radziłem.:
2. Staż w grze Jedi Knight 3: Jedi Academy - Pół roku, z półrocznymi przerwami.
3. Dlaczego do Świadomych Mocy? - Wyjątkowa, oryginalna frakcja. Bardzo zadbana, mnóstwo grafik. Ciekawa historia powstania, no i ciekawe podejście do mocy.
4. Klany, organizacje działające w JK3 w jakich byłeś/aś: GoSW, niegdys.

1. Imię postaci - Egzaus:
2. Wiek postac - Jego ciało, ma ponad 3248 lat. Mentalnie, koło 30. i:
3. Rasa postaci - Shiva. Jego praprapraprapraprapraprzodek, musiał być Gro'anem. Sam Egzaus Gro'anem nie jest, ma jednak jedną właściwość która uchroniła go przed śmiercią mentalną.:
4. Rodzima planeta postaci - D'yet:
5. Wygląd postaci (opis zewnętrzny):

Dodałem 2 wątki na temat mojej przeszłości tak jak chcieliście
Jak mam jakieś błędy lub jest za mało to pisać
6. Historia postaci (Minimum 700 słów):
DZIEŃ 32:
Jestem już tu ponad miesiąc... Nie wiem gdzie jestem. Nie wiem kim jestem...
Wiem tylko, że już raz doświadczyłem śmierci.
Jestem zmęczony. Nie wiem co zrobić. Niestety, nie jestem tu sam. Otacza mnie tysiące istot, wyglądających dokładnie jak ja. Są przerażający, Wielu z nich ma zdeformowane ciała, doskonale widać wnętrzności. Przepełnia ich coś, czuję to. Nie mniej jednak, wszyscy są martwi. Mentalnie. Nie rozmawiają, nie sikają, nie jedzą. Czekają. Muszę czekać razem z nimi. Jestem taki jak oni.
.
DZIEŃ 40:
Zauważyłem coś ciekawego. Miejsce ,wydaje się że być jakąś fabryka , „produkujących „ takie dziwne istoty jak ja. Nie myślące, nie czujące. Stworzone tylko po to, by być przedłużeniem czyjejś woli.
To dziwne. Wydaje mi się, że tylko ja mam świadomość tego , że istnieje. Reszta nawet się nie porusza, czekając na coś. Lub na kogoś.
DZIEŃ 44:
Przypomniałem sobie swoje dzieciństwo, tam – w poprzednim życiu. Pamiętam ,że wychowałem się na planecie D'yet, pracowałem na roli. Byłem zwykłym rolnikiem, nie wyszczególniajcym się niczym ciekawym. Tamto życie mnie chyba nie uszczęśliwiało. Chyba uciekłem z domu. Rodzice ciągle się kłócili.
Przeprowadziłem się do starej jaskini. Nic więcej już nie pamiętam.
DZIEŃ 134:
W końcu coś się dzieję. Miałem racje, stworzono nas byśmy służyli. Inni, są jak bezwładne marionetki. Muszę udawać jednego z nich. Mam nadzieje, że nikt się nie pozna. Do fabryki, przyleciał generał Vash. Rozmawiał z kimś. Powiedział, że już nie długo użyją nas na wojnie. Użyją. Coś się we mnie zagotowało. A więc teraz, stałem się rzeczą. Będą mną rozporządzać. Ledwo zacisnąłem zęby, by nie wgryźć się w tętnice Vasha.
Na samą myśl wojny robiło mi się nie dobrze. Mam nadzieje, że nie dożyje do niej.
Dzień 153:
A jednak nie tylko ja jestem wyjątkowy. W holu AX-8215, usłyszałem czyjąś rozmowę. Jakieś dwie żywe istoty żywo dyskutowały na jakiś temat.
Wtedy do nich podszedłem. Długowłosy blondyn, trochę się zdziwił. Odrazu powiedział, że jestem inny niż reszta zombie. Mam w sobie nie zwykłą moc, która nie pozwoliła przejąć nade mną kontroli.
Próbowałem zaproponować im ucieczkę, lecz oni twierdzili że już są wolni. Blondyn, powiedział, że jeszcze po mnie wróci. Spytałem o rok.
Okazało się, że minęło 3248 lat od mojej śmierci. Pamiętałem rok, w którym zginąłem. Nie pamiętam jednak jak.
DZIEŃ 167:
Przypomniała mi się moja śmierć. Pamiętam, że żyłem w samotności. Nie miałem rodziny, przyjaciół, dzieci. Byłem sam. Świat nic nie stracił by, gdybym po prostu zamknął oczy i nie istniał. Świadomość, że moje istnienie jest nic nie warte , nie dawała mi spokoju. Poszedłem do najbliższego miasta, kupiłem moją najlepszą przyjaciółkę za bezcen. Chodzi o Śmierć, tylko ona mogłaby by mnie wyzwolić z nieszczęśliwej egzystencji.
Położyłem się w jaskini, ostatni raz spojrzałem w niebo. Nie wzruszyłem się. Wstrzyknąłem sobie, podwójną dawkę egyuenlasr'ui. Po prostu, zamknąłem oczy.
Ciekawe czy mnie ktoś pochował.
Dzień 228:
Przypominam sobie coraz więcej. Mam Imię. Ucieszyło mnie to. A zwało się Egzauz. O ile wiem, było po moim praprapradziadku. Był on jakimś bardzo ubogim wojownikiem i równie odważnym. Szkoda, że nie odziedziczyłem po nim tej cechy. Jestem tchórzem, jestem z tego dumny. Muszę się stąd wydostać. No, chyba , że ktoś podrzuci mi egyuenlasr'ui, chętnie powtórzył bym historie.
Dzień 287:
Wreszcie nadszedł czas wojny. Część odziałów wyruszyła na Goontil. Dali nam broń. Nie miałem cholernego pojęcia jak się nią posługiwać. Reszta marionetek nie miała tego problemu
W fabryce znów napotkałem blondyna. Powiedział mi że mam jak najszybciej uciekać z tego miejsca. Dał mi jakieś koordynaty. Cóż, byłem wdzięczny. Ale do cholery jasnej, co to są koordynaty?!
DZIEŃ 400:
Nadszedł dzień, gdy zabrano nasz odział na kolejną bitwę. Atakowaliśmy Ansnus. Zabawne, za moich czasów byłem pewien , że to D'yet jest w centrum wszechświata.
Wojownicy byli naprawdę wyszkoleni i mieli spore doświadczenie w walce.
Nie bałem się ,że to może być koniec mojego życia. W sumie, już raz je straciłem.
Wojna była bardzo długa, obywatele planety uciekali. Płakali. Wyczuwałem u nich strach. W końcu, nadarzyła się okazja, na którą czekałem od 400 dni. Ukradłem statek, po czym próbowałem opuścić nim planetę. Naszczęście, miał autopilota. Nie wiem dokładnie ile leciałem. W kosmosie, czas płynie dużo wolniej. Sporo się namęczyłem, nim zrozumiałem czym są owe „koordynaty”. Zaczęło brakować zasilania. Pożywienie też się kończyło. Nie wiem dokładnie co się stało. Obudziłem się na jakiejś pustyni, statek roztrzaskany był w pył.
DZIEŃ 402:
Przypomniałem sobie więcej .
Nie mogłem pozostać w jaskini przez cały czas .Byłem głodny. Poszedłem do najbliższego miasta
by znaleźć sobie jakieś chwilowe zajęcie.
Szczęśliwie ,tydzień przed moim przybyciem umarł miejski grabaż.Bez wahania przyjąłem tą pracę. Pamiętam że mi się podobało.
Lubiłem martwych.
Szanowali ciszę,spokój,niezależność tak jak ja.
Dzień przypuszczalnie, 403:
Obudziłem się z myślą, że natrafię na jakąś cywilizację. Błąkałem się bardzo długo, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Bardzo chciało mi się pić. Znowu marzyłem o śmierci.
W końcu udało mi się znaleźć jakąś świątynie. Sam nie wiem, co mnie tam czeka. W sumie, nic nie mam do stracenia. Widzę tylko ciemność.
DZIEŃ 467:
W tamtym świecie również miałem swoją miłość ,zapoznałem ją podczas wykonywania
mojej pracy.
Był pogrzeb .Wszyscy myśleli że ona jest martwa, jednak ja miałem inne zdanie.
Uważałem że ona nadal żyje wyczuwałem to. Hmmm chyba za dużo przebywałem z trupami……
Wiem że była złodziejką. Tak przynajmniej twierdzili żałobnicy .
Nie wiem ,czemu ludzie mi o tym mówili .Miałem w dupie kogo zakopuje okazało się,
że ,tylko śpi. Piepszona trucizna. Jak łatwo w dzisiejszych czasach zakopać kogoś żywcem.
Musiała ukryć się u mnie. Początkowo mi to przeszkadzało.
Nie byłem przyzwyczajony do ludzi. Szybko się zauroczyłem. Spacery, wieczory, wspólne patrzenie się na księżyc.
Idiota.
Obudziłem się, bez dziewczyny i pieniędzy. Motto, może przydać się w przyszłości.
Ludzie i trupy nigdy się nie zmienią.
Dzień 501:
Świątynia była pusta. Odnalazłem jednak trochę jedzenia, wystarczyło by przeżyć. Pożywienie się kończy. Chyba będę musiał wcinać robale.
Dzień 503:
Nie wiem co się ze mną dzieje. Głowa mi pęka, krew leci ze wszystkich możliwych otworów. Mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Dzień 515:
Chyba oszaleje. Dłużej tu nie wytrzymam. Bóle główy się nasilają. Mam zwidy.
Dzień 520:
Mamo, to naprawdę ty?
Dzień 982:
Nie potrafię określić, jak przeżyłem. Czuję , się gorzej niż trup. Pobyt w piekle byłby mniejszą karą. Coś przywróciło moje zmysły. Wyczuwam jakąś aurę, to gdzieś na północy. Cóż, nie mam wyboru. W najgorszym wypadku i tak umrę. Żadna więc to kara.
Dzień 1032:
Aura staje się coraz bardziej wyczuwalna. Dochodzę już prawie do celu. Czuje to.
Dzień 1042 :
Nie pozostaje mi nic innego. Tam z pewnością są żywe istoty. Zostawiam mój pamiętnik tutaj. Nie chce aby został zniszczony razem ze mną. Tym razem, chociaż on po mnie pozostanie.
Cokolwiek się stanie, pamiętajcie o śmierci. Ona zawsze was dopadnie, nawet jak już jesteście martwi.