Zattara [ŚM] - PRZYJĘTY
: 26 cze 2009, o 22:34

- Część Ogólna1.
mię: Adrian2.
iek: 173.
oś o sobie: Młodzieniec z miasta Brodnica położonego w województwie Kujawsko Pomorskim... W ogromnym skrócie: 112to kilowy tłuścioch nie lubiący sportu i ruchu ale kochający dobre jedzenie, napitki, zabawę i naturalnie muzykę bez której nie wyobraża sobie życia. Albo inaczej: wesoły, preferujący zasady: równość, wolność, tolerancja chłopak... Trochę egoista, luzak, lekkoduch i hmm meloman? Chociaż tylko melomanem jestem w pełni. Wspominam już drugi raz o muzyce więc wypada powiedzieć czego słucham... No więc z tym jest raczej różnie i potrafię się bawić nawet przy disco polo ale w domu zazwyczaj słucham metalu, punka, reggae i różnych pochodnych. Uwielbiam także pieśni bardów (Kaczmarski itd)4.
wentualny kontakt z tobą: Gadu Gadu - 912421, Xfire - vampirekenshin5.
rędkość internetu: 2mb
- RPG i JK31.
woje doświadczenie w Role Play. Raczej nie mogę się niczym wielkim pochwalić ale nie mogę też powiedzieć że rpg jest mi całkowicie obce... No więc: Jeśli chodzi o jk3 to byłem w klanach które w mniejszym lub większym stopniu wprowadzały jakiś tam klimat i odgrywanie postaci (Warriors of Peace, Banished Legion) byłem także Zakonie Ansion który to powstał całkiem nie dawno i również nie dawno się rozpadł (był to zakon czysto rpgowy ale zdołaliśmy rozegrać tylko dwie misje). Tyle jeśli chodzi o jk3 a tak ogólnie to raczej słabo, nie grałem niestety w żadnego papierowego rpga i nie wyznaję się na tym zbytnio ale przelazłem wszystkie bardziej znane PCtowe cprgi więc potrafię się w jakimś tam stopniu zagłębić w odgrywaną postać (chociaż zazwyczaj odgrywam ulepszonego siebie więc każdy by potrafił).2.
taż w grze Jedi Knight 3: Jedi Academy. : Zacząłem grać w multi kiedy miałem jakieś 12.5 roku więc będzie ponad 4 lata... Odliczając przerwy i momenty w których nie grałem wcale wychodzą jakieś 2 lata czystej gry.3.
laczego do Świadomych Mocy?Podoba mi się pomysł połączenia obu stron, zarazem jedi jak i sith... Zawsze stałem pomiędzy więc to najlepiej do mnie pasuję.
4.
lany, organizacje działające w JK3 w jakich byłeś. (Jeżeli nie ma - pomiń.)Nie zdołam wymienić wszystkich bo nawet nie pamiętam: Warriors of Darkness, Soldiers of Honor, Tsufuri Jedi, Aqua, guArdians, Warriors of Peace, Banished Legion, Legion of Lords... (to i tak nie jest nawet 1/4 tych bardziej znanych ale niestety nie pamiętam nic więcej)
- Przedstawienie Twojej wirtualnej postaci1. Imię postaci.
Zattara
2. Wiek postaci.
17
3. Rasa postaci.
Człowiek
4. Rodzima planeta postaci.
Coruscant
5. Wygląd postaci (opis zewnętrzny).
Wysoki na 1,94m i dość tłusty młodzieniec o długich blond włosach wiązanych z tyłu. Twarz jak twarz zwykłego 17nastolatka, nie jest poznaczona żadnymi bliznami. Chłopak wygląda na rozpieszczonego lecz dość inteligentnego.
6. Historia postaci (Minimum: 300 słów)
Zattara urodził się w średnio zamożnej rodzinie na Coruscant. Mimo tego faktu był niezwykle rozpieszczany przez swoją matkę i dziadków. Miał wszystko co chciał i kiedy chciał toteż wczesną młodość spędził w domu bawiąc się najnowszymi cudami techniki a także co dziwne zgłębiając swoją wiedzę o świecie... Ojciec jego był zwykłym prostakiem. Syn nigdy nie potrafił się z nim dogadać, toteż nie szanował go i gdyby nie matka wiele razy dostałby za to po głowie. Tak więc życie Zattary toczyło się spokojnie i w luksusie. Do wieku 14 lat przesiadywał w domu i głownie czytał lub bawił się. Wyrósł więc na spasionego, rozpieszczonego dzieciaka. Zapowiadało się na to iż Zattara będzie żyć w luksusie do końca swej młodości jednak raj skończył się o wiele prędzej. Jego rodzina nie miała już tyle kredytów co wcześniej i nie spełniała większości jego zachcianek. Z dnia na dzień było tylko gorzej toteż chłopak postawił na siebie. Wyszedł z domu i skierował się do pobliskiej lecz popularnej i często przepełnionej kantyny. Od razu po wejściu zachęcił go zapach alkoholu i kłęby dymu. Zattarze spodobały się te klimaty, to życie, życie całkiem inne od tego które prowadził. Tutaj zawsze coś się działo i prawie każdy miał uśmiech na twarzy. Zattara przysiadł samotnie przy stoliku i dalej obserwował wydarzenia naokoło niego. Przesiadywał tak całymi dniami i z czasem nauczył się wszystkiego. Gdzie się pije, gdzie chędoży, gdzie załatwia ciemne sprawki. Pewnego razu przysiadł się do niego wysoki ciemnoskóry mężczyzna, Zattara jeszcze nie wiedział że to wydarzenie odmieni jego dotychcasowe życie...
-Miło tu co młody? - rzekł spokojnie mężczyzna patrząc leniwie przed siebie
-Ta... - odrzekł trochę strachliwie Zattara
-Napijesz się czegoś mistrzu? - zapytał przychylnie widząc iż chłopaka nie da się łatwo zagadać
-w sumie... - odpowiedział chłopak po przemyśleniu
-więc poczekaj tu spokojnie, za chwilę przedstawię ci coś co pomoże ci się w życiu wybić ty mój mały mistrzu - po tych słowach postać wstała i ruszyła do baru zostawiając Zattare w zamyśleniu. Mężczyzna wiedział iż chłopak będzie zbyt ciekawy by uciec... i miał rację.
Po kilku minutach wrócił zastając chłopca w tym samym miejscu w którym go zostawił
-Miło że zaczekałeś - rzekł siadając po czym postawił na stół dwie szklanki i pełną płynu butelkę
-a to co? - spytał Zattara z wyraźnym zaciekawieniem
-coś co sprawi że się uśmiechniesz - rzucił czarnuch po czym otworzył butelkę i rozlał do szklanek - pij mistrzu na zdrowie - uśmiechnął się ponownie wypijając swoją szklankę i odetchnął wycierając usta rękawem - aż chce się żyć mówię ci...
Zattara westchnął i przechylił szklanicę wypijając całą zawartość
- Dobre co? - mężczyzna wprawnym ruchem rozlał napój ponownie
-Zastanawia mnie tylko po co się ze mną dzielisz - zapytał zaciekawiony Zattara po czym łapczywie wychlał następna szklankę
-Samemu nudawo się pije bracie - rzucił roześmiany czarnuch i rozlał ponownie
-No to chluśniem bo uśniem - Zattara rzucił podsłyszany gdzieś tekst i zadowolony wypił następną szklankę
-miło że aż tak cię ciągnie do zabawy młody - murzyn odstawił szklankę i kontynuował - ale na tym zakończymy i przejdziemy do prawdziwego celu tej popijawy
-Nooo to jesiemy póki szyjemy! - wybełkotał głośno chłopak i zaczął ruszać się radośnie w rytm muzyki
-Często tutaj siedzisz i dużo słyszysz co nie mały?
-szęsto aleeee nie szęsto bo wesz jak est - kontynuował bełkot Zattara
-dostaniesz resztę tej butelki, a została prawie połowa, jeśli pójdziesz ze mną omówić pewną sprawę, stoi?
-aleee ja chce sie bawić - wybełkotał radośnie chłopak po czym wstał z miejsca i pobiegł tańczyć pod scenę z tancerkami
-ech... powinienem mu dać tylko dwie szklanki - rzucił sam do siebie mężczyzna po czym poszedł spokojnie za małym aby mieć go na oku.
Zattara obudził się w ciasnym pomieszczeniu, pamiętał prawie wszystko z nocnych wydarzeń jednak film urwał się po tym jak ukradł kilka szklanek ze stołów i wychylił ich zawartość... Pokój był raczej skromny a konkretniej mówiąc same materace i małe okienko wpuszczające światło. Chłopak wstał i ruszył w kierunku drzwi które ku jego zdziwieniu otworzyły się bez problemu, przepuszczając go do dużego tropikalnie zdobionego pokoju z sofami i fotelami na około prostokątnego stołu. Młodzieniec podszedł do niego i zabrał butelkę wody stojącej tam jakby na zaproszenie. Wypił połowę i położył się leniwie na sofie.
-Wygodnie co? - dał się słyszeć głos.
Zattara zerwał się z sofy w poszukiwaniu jego źródła nie zdążył jednak się dobrze podnieść a już je zauważył. Na sofie przed nim siedział na oko 60letni ludzki starzec i spoglądał spokojnie w oczy młodzieńca.
-Jak się tu znalazłeś, nie było cię tu chwilę temu gdy się kładłem - rzucił przerażony Zattara - i gdzie ja do cholery jestem?
-Inteligentne oczy, widać dużo czytasz hmm? - zapytał starzec ignorując Zattarowe niepokoje
-tak, trochę czytam ale kim do diabła jesteś i co JA tu robię?! - wykrzyczał młody
-Angir cię tutaj przyprowadził, masz pełnić rolę naszego szpiega i sprzedawcy w twojej ulubionej kantynie - staruszek uśmiechnął się łagodnie i zaczął wiercić Zattarę wzrokiem
Młodzieniec natychmiast przypomniał sobie czarnego kompana z wczorajszego dnia po czym szybko rzekł:
-Niby czemu miałbym to robić? Nie jestem waszą szmatą, nikt nie będzie mi rozkazywać! - krzyknął wzburzony
-Niby dlatego iż nie masz środków do godnego życia a my możemy ci wspaniale zapłacić jeśli wykonasz wszystkie nasze polecenia - starzec był wyraźnie pewny iż Zattara pójdzie na układ, nie mylił się.
-Czemu akurat ja? Co we mnie wyjątkowego? - zapytał poruszony chłopak
Starzec parsknął śmiechem co zmyło całą aurę powagi jaka go otaczała - Wyjątkowego? A cóż może być wyjątkowego w rozpieszczonym gówniarzu który począł się włóczyć po kantynach? Po prostu widzisz i słyszysz więcej, znasz okolice i ludzi, w końcu przesiedziałeś tam wiele dni. Przydasz nam się a my przydamy się tobie, dostaniesz nawet więcej niż myślisz. Warunek jest tylko jeden.
-Warunek? Jaki warunek? - nadal poruszony Zattara cały promieniował gotowością do działania
-Twoja rodzina już cię nie zobaczy, jeśli chcesz napisz do nich pożegnalny list, my go dostarczymy. Od dzisiaj tutaj jest twój dom. - Staruszek uśmiechnął się krzywo i nadal wlepiał gały w Zattarę
-Dajcie mi czas do jutra - rzucił młodzieniec po czym pobiegł do miejsca w którym spędził noc i rozpłakał się jak ostatnia ofiara losu. Z jednej strony tęsknił za matką i dziadkami, z drugiej była perspektywa życia w luksusie i poznania ciekawych ludzi... Ciężka to decyzja lecz w końcu zabrał się za pisanie listu. Wplótł w niego wiele ciepła i podziękowań dla dziadków i matki, wplótł też kilka słów do ojca. Wspomniał mu iż był jest i zawsze będzie tępym gnojem nie godnym życia, wspomniał iż zawsze go nienawidził a na samym końcu wspomniał iż nie może więcej znieść tego życia, że skacze w głębię Coruscantu, popełnia samobójstwo...
Z rana przekazał list znajomemu murzynowi i tak oto został Szpiegiem, handlarzem nielegalnych usprawnień broni i zwykłym kryminalistą... Spędził tak dwa lata, zawsze zastanawiając się czemu nigdy nie spotkał rodziców i czemu nie chodzą do pobliskiej kantyny do której zwykle się udawali, zawsze jednak wyganiał te myśli i pracował, upijał się, poznawał ludzi ze swego nowego domu, robił wszystko by nadal cieszyć się życiem.
W wieku lat 16tu został wezwany na rozmowę do starca. Starzec rzadko się pokazywał a tym bardziej rzadko wzywał innych na rozmowę, jednak po takiej rozmowie każdy wracał jakby odmieniony. Zattara cieszył się więc bardziej niż obawiał i dość szybkim krokiem podreptał do gabinetu staruszka. Gdy wszedł zastał starego w czarnej szacie z kapturem na głowie, odwrócony był tyłem jednak młodzieniec bez większych obaw o jego nerwy podszedł dość blisko, przystanął i rzekł:
-Wzywałeś mnie Panie
-Minęły dwa lata odkąd u nas pracujesz i wykonujesz swoją pracę poprawnie chociaż bez większych rewelacji... - rzucił znudzony starzec
-Miło mi panie iż masz takie zdanie o mojej pracy - odpowiedział mu wyraźnie zadowolony Zattara
-Powiedz, nie chciałbyś zarobić trochę więcej? Nie masz dość bycia pionkiem? - kontynuował jakby znał tą formułkę na pamięć
-Więcej zawsze się przyda panie, obaj to wiemy. - Radość młodzieńca rosła z każdą chwilą
-Ostatniej nocy straciliśmy na akcji człowieka z naszego głównego rdzenia, był wykwalifikowany i nie wyrastasz mu nawet spod paznokcia ale po ciągu awansów brakuje nam jednego nowicjusza, zajmiesz jego miejsce... - Starzec odwrócił się w stronę Zattary i rzucił mu czarną szatę po czym podszedł do szafy i wyciągnął z niej katanę - przebieraj się i łap to - katana poszybowała w stronę młodzieńca który niezbyt zgrabnie ją złapał. - Przypnij do pasa i skieruj się do swojego ulubionego czarnego kompana, on przeprowadzi z tobą podstawowe szkolenie zabójcy nowicjusza którym od dzisiaj będziesz.
-Zabójca panie?! - prawie krzyknął Zattara, starzec jednak zignorował go i spytał:
-Wiesz co to Shii-Cho?
-Nie panie ale ja nie mogę być za... - zaczął, jednak starzec szybko przerwał jego zdanie
-Shii-Cho jest podstawową formą walki mieczem jedi, nauczysz się najbardziej podstawowych ruchów i tyle ci na razie wystarczy. A teraz odejdź i przyzwyczaj się do tego kim jesteś, twoje wynagrodzenie wzrośnie o 50% - Starzec ponownie odwrócił się plecami i spoglądał w okno które miał przed sobą.
-Dziękuję panie za poświęcony czas - rzucił tylko grzecznościowo chłopak i ruszył w poszukiwaniu swego znajomego. Powoli przyzwyczajał się już do swojej nowej roli...
Jako nowicjusz zabójca, Zattara spędził rok. Został nawet awansowany na młodszego zabójcę i radził sobie nawet lepiej niż w pierwszej robocie, zarobki miał dwa razy większe więc narzekać nie mógł. Życie toczyło się dalej a 17letni Chłopiec palił, gwałcił i mordował... Nie wiadomo jakim cudem udawało mu się przeżyć wszystkie akcje gdyż nie był zbyt zwinny, wiadomo jednak co stało się kilka miesięcy po jego awansie. Nie był wtedy na żadnej akcji, siedział wygodnie w kantynie popijając sok z jumy kiedy to do środka weszły trzy postacie w jasnych szatach, trzech jedi... Rozpytywali wszystkich o starego mężczyznę koło 65 lat. Chodzili szukali, przyciskali pijaków i groźnie wyglądających typów. Zattara popijał i uważnie przysłuchiwał się rozmowom, gdy jedi byli dość blisko niego wstał po cichu i wyszedł z kantyny, kierował się do biura staruszka lecz nie zaszedł daleko a spotkał go na swej drodze...
-Panie, trzech jedi jest w kantynie, wygląda na to iż cię szukają - rzucił szybko młodzieniec
-I jak to zwykle bywa inni cię wyprzedzili, wiem już o tym, a co do ciebie znikaj stąd jak najprędzej jeśli masz zamiar żyć. - Staruszek był jak zwykle spokojny i chłodno odepchnął Zattarę z drogi po czym ruszył w kierunku kantyny.
-Co ten pieprzony kretyn robi, kto do cholery przejmie jego interesy gdy zginie - rzucił w myślach chłopak. Rozdarty między wizją przyszłości a tchórzostwem, stał w miejscu jak oszołomiony i rozmyślał. Po niedługiej jednak chwili ruszył biegiem za swoim panem. Dobiegł jak najszybciej potrafił do kantyny lecz to co zobaczył przed wejściem sprawiło iż ukrył się szybko za rogiem i tylko obserwował. Tchórzostwo ponownie wygrało...
Trzech Jedi stało obok siebie naprzeciwko nich stał Zattarowy pan jak zwykle spokojny i poważny:
-Znaleźliśmy cię Jutar, w końcu cię mamy cholerny morderco - Rzekł najstarszy Jedi w wieku podobnym do Jutara.
-Odpowiesz za zdradę zakonu, i swoje chore teorie - dodał około 35 letni użytkownik mocy
-I za rodziców których mi odebrałeś - starał się spokojnie dodać najmłodszy jedi lecz wyszedł z tego jeden żałosny bełkot
-Złóż broń i chodź z nami a gwarantujemy ci spokojną celę do końca twych dni - ponownie odezwał się najstarszy.
Jutar spokojnie odpiął katanę od pasa, położył na ziemi i kopnął w stronę jedi.
CO TO MA BYĆ DO K...Y - prawie wykrzyczał Zattara lecz przypomniał sobie o niebezpieczeństwie i ponownie się schował.
-Śmiesz z nas żartować cholerna gnido?! - krzyknął z ogromną złością w głośnie młody jedi i ruszył biegiem na Jutara odpalając swój niebieski miecz świetlny
-Stój Naminie! - Krzyknął najstarszy z trójki lecz młody Padawan nie posłuchał, biegł z krzykiem i furią jakiej Zattara nigdy w życiu nie widział. Nie minęła chwila a jeden szybki błysk pozbawił Namina głowy. Ciało upadło u stóp starca a on sam spojrzał na swój piękny fioletowy miecz świetlny z bogato zdobioną rączką i rzekł dławiąc się własnym śmiechem:
-I jak wy wyszkoliliście tego idiotę? Pod moją komendą nadal by żył i na pewno nie był by aż takim głupcem...
Błysnęły dwa ostrza, zielone i żółte, obaj jedi powoli i w gotowości ruszyli na Jutara:
-Straciłeś swoją ostatnią szansę mój dawny przyjacielu - rzekł starzec z żółtym ostrzem.
-Ty swoją przegrałeś 35 lat temu "Przyjacielu" - Jutar splunął ostatnim po czym powoli ruszył na przeciwników.
Spoglądający zza rogu kantyny Zattara nie mógł wydusić słowa, jego pan był upadłym jedi a on sam właśnie oglądał walkę mieczy świetlnych na żywo...
Jutar powoli i spokojnie odbijał kolejne cięcia, jego technika była niesamowita, piękne, perfekcyjne wręcz ruchy miecza, elegancko i precyzyjnie oddawały się tańcu. Walka na chwilę ustała a jedi odskoczyli parę metrów:
-Zaprawdę byłeś i jesteś mistrzem makashi Jutarze... Genialne ruchy i genialna precyzja... - rzucił zasapany staruszek.
-A twoje Djem So uległo znacznej poprawie stary grzybie, tylko mięśnie już nie te. Co do twojego znajomego, używa Soresu na poziomie gorszym niż shii-cho moich najsłabszych zabójców - w tym momencie Jutar wybuchł śmiechem. Jego przeciwnicy wykorzystali okazje i równo skoczyli na mistrza walki z Coruscant który nie nazywał się tak bez powodu... Jego ręka wystrzeliła do przodu a z palców owej wydostała się prawdziwa burza. Młodszy wojownik potężnie oberwał a siła ciosu odrzuciła go na ścianę kantyny którą prawię uszkodził.
-Wygląda na to że twój rycerzyk stracił przytomność, zostaliśmy sami jak za dawnych czasów co nie Uzarze? - Jutar uśmiechnął się szczerze po czym zaczął odparowywać potężne uderzenia Uzara.
Młody Zattara patrzył podniecony na potęgę swojego pana, nigdy nie przypuszczałby iż można posiąść taką moc...
Cięcia mistrza jedi były silne a także były także bardzo szybkie czego Jutar się nie spodziewał, odskoczył i przerażony rzekł:
-Dark Rage! To mnie oskarżyliście o mieszanie ciemnej i jasnej strony mocy, to mnie chcieliście wygnać ze swojego zakonu za mieszanie sztuk! Jesteś takim samym zdrajcą jak ja ty pieprzony gnoju! - Jutar był przerażony a jednocześnie wściekły
-Różnią nas zasady mój dawny przyjacielu... Ja kieruję się światłem mimo używania mrocznych sztuk - Uzar uśmiechnął się radośnie, był pewny iż pojedynek jest już przesądzony.
-Dlaczego nie wydalono cię z zakonu? Dlaczego nadal ich oszukujesz ty perfidna gnido?! - Jutar rzucił się na byłego przyjaciela i ciął jak szalony, jego szybkość jednak nie dorównywała Uzarowi więc na nic zdała się precyzja i elegancja którą do perfekcji opanował. Po wielu nieudanych ciosach odskoczył ponownie.
-Dlaczego nie wydalono mnie z zakonu pytasz? Myślisz że dlaczego wybrałem do tej misji wątpliwej siły Jedi i początkującego Padawana? - Uzar był wyraźnie usatysfakcjonowany obrotem spraw
-Ty gnido wykorzystałeś ich! Nikt nie wie o twojej zdradzie! - wykrzyczał zabójca
-I ty śmiesz mieć do mnie pretensję? Sam jesteś panem zabójstwa i zdrady, popełniłeś tylko jeden błąd. Faktycznie opanowałeś perfekcyjnie walkę mieczem czego nie można powiedzieć o mnie, ale nie jesteś doskonałym użytkownikiem mocy i nigdy nie udało ci się opanować dark rage'a. Za swoją wiarę w miecz, zginiesz tu i teraz.
-Ty... - Jutar podrzucił miecz w górę i puścił potężna wiązkę błyskawic w swego przeciwnika, ten jednak odskakiwał w skupieniu i bronił się mieczem wyczekując na dobry moment. Gdy złość Jutara osiągnęła punkt wrzenia, Uzar cisnął miecz który odciął przeciwnikowi rękę i prawą część brzucha. Zabójca zawył z bólu i użył mocy by chociaż trochę wyleczyć rany, nie dało to jednak wielkiego efektu, jedynie przedłużyło czas Jutarowego życia. W tym momencie jednak zabójca zauważył Zattarę za rogiem kantyny, użył mocy by przyspieszyć swe ruchy i przemknął obok Uzara, tracąc kolejną rękę lecz nadal żyjąc. Uzar ruszył za nim...
Niewiele myśląc Zattara wyciągnął katanę i czekał na goniących się użytkowników mocy. Szczęście znowu uśmiechnęło się do młodzieńca, Jutar zdołał pierwszy przebiec obok, Uzar był tuż za nim lecz tutaj wkroczył Zattara. Gdy stary jedi przebiegał katana z zaskakującą nawet samego Zattarę szybkością i siłą ścieła mu nogę. Mistrz jedi padł na twarz a chłopak pobiegł jak najszybciej potrafił za swoim panem. Jutar nie wytrzymał długo takiego pościgu i runął na ziemię, młodzieniec jednak zdążył do niego dobiec i już brał go na ramię kiedy mistrz się odezwał:
-Zaczekaj głupcze, nie zdołasz mnie przenieść do kryjówki wystarczająco szybko, Uzar dopadnie i ciebie i mnie. Póki jeszcze żyje weź to i wynoś się - w tym momencie staruszek wyciągnął z kieszeni kartkę i wręczył ją chłopcu - to nagroda którą miał dostać najbardziej wartościowy zabójca razem z tytułem władcy. Jak widzisz jednak za chwilę zginę a jedynie ty jesteś na miejscu więc weź to i wynoś się póki żyjesz, to mapa z namiarem na grupę zrzeszającą ludzi którzy korzystają z obu stron mocy. Byłem za stary żeby się tam wybrać więc n... - po tej długiej i nie skończonej wypowiedzi Jutar splunął krwią i zbladł
-Chwila a co z rodziną, muszę się z nią pożegnać jeśli opuszczam planetę. Zawsze miałem nasz dom pod obserwacją a teraz? - pytał szybko młodzieniec
-Głupcze, wydałem rozkaz zabicia twojej rodziny jeszcze zanim pierwszy raz upiłeś się z czarnuchem. Myślisz że mogłem pozwolić byś miał gdzie wrócić? Myślisz że mógłbym stracić dobrego szpiega? - Jutar parsknął śmiechem i zbladł jeszcze bardziej - statek... za m... moim biurem... 8835 hasło... - Zabójca umarł zanim Zattara zdołał pozbawić go głowy. W furii rzucił kataną o ścianę i począł zdzierać z siebie strój gdy nagle zobaczył wychodzącego zza rogu Uzara. Niewiele już myśląc, rzucił się do ucieczki co nie było wielkim trudem gdy kierowały nim tak silne emocje... Zasapany dotarł do biura pana i znalazł na biurku konsolę. Wklepał kod 8835 i ruszył szybko do drzwi które otworzył się na lewo od biurka. Znajdował się w małym hangarze a przed sobą widział malutki statek. Wyjął kartkę z kieszeni i spojrzał na nią po raz ostatni po czym wsiadł do statku i odleciał zostawiając za sobą całe 17letnie życie. - Dziękuję mamo za te cholerne symulatory lotów, prawię się nie różnią od realności - rzucił zapłakany Zattara sam do siebie...
Ciało Jutara spoczywało zmasakrowane pod ścianą budynku, głowa zatoczyła się kilka metrów dalej.
-Straszny widok - rzucił sam do siebie ranny Mistrz Uzar - całe swoje życie prowadziłeś w Chaosie i całe swoje życie szukałeś godnego następcy swoich chorych czynów, a jednak nie życzyłem ci aż tak tragicznej śmierci... - mistrz padł na ziemię (gdyż nie był w stanie usiąść posiadając jedną nogę) i począł grzebać Jutarowi w kieszeniach, po chwili z wyraźną złością odepchnął ciało i uderzył pięścią w ścianę. - NIE MA! - krzyknął - ten cholerny morderca znalazł swojego następcę - w tym momencie Uzar przypomniał sobie o zabójcy który odciął mu nogę z niesamowitą szybkością, jakby podświadomie w trosce o życie własne lub swego pana, korzystał z mocy - czyżby to był jego najlepszy człowiek? - pomyślał - A może większość tych kryminalistów ma zadatki na użytkownika mocy? - Uzar wstał podtrzymując się pobliskiej barierki po czym przyłożył swój miecz do serca - tak czy tak, zawiodłem. Król Zabójców znalazł swego następce a ja jestem już za stary by szukać go przez kolejne 30 lat... Przepraszam was rado... - kciuk zagłębił się w przycisku a żółte światło przebiło serce mistrza Uzara. Ciało jego opadło na zmasakrowane zwłoki dawnego przyjaciela. Tak oto kończy się pierwsze pokolenie Zabójców Mocy... Co będzie dalej? Pokaże czas.
Młody 17letni zaledwie Zattara, po przybyciu na miejsce długo i bez efektów szukał bractwa o którym wspominał Jutar. Po kilku dniach gdy jego poszukiwania okazały się całkowicie bezowocne, to bractwo znalazło jego...

