Reen - podanie(OPJ) - PRZYJĘTY
: 9 maja 2009, o 22:58

a. Imię / Nick - Przemek/Ichchi
b. Wiek - 16 lat
c. Kontakt
- gg:6657995
- xfire:reened
- email:polasn@interia.pl
d. Prędkość internetu - 2mb/s
e. Coś o sobie - Nazywam się Przemek i chodzę do III klasy gimnazjum. Mieszkam w Gdańsku w województwie pomorskim. W tym roku wybieram się do liceum do klasy o profilu matematyczno-fizycznym - z tego też powodu mam dużo nauki ale czas na jk zawsze znajdę. Jestem osobą miłą i towarzyską. Zawsze do końca staram się wykonać powierzone mi zadanie i spełnić oczekiwania wobec mojej osoby. Uprawiam również dużo sportu - gram w szkolnej reprezentacji w piłkę nożną (aktualnie jesteśmy vice-mistrzami Gdańska). Lubię ciastka
f. Zainteresowania - Piłka nożna, czasem pobrzdąkuje na gitarze no i oczywiście Star Wars (aktualnie czytam Han Solo i utracona fortuna
g. Umiejętności? (Przydatne do rozwoju Zakonu) - hmmm... przyznam że niewiele mogę zaoferować - aktywność oraz drobną wiedzę o SW
h. Skąd dowiedziałeś się o GoSW? - Od znajomego o nicku Phoenix

a. Staż - 2 lata
b. Broń - Single, Staff
c. Co możesz zaoferować Zakonowi? - aktywnego członka
d. Dlaczego chcesz dołączyć do Zakonu? - Słyszałem od wielu ludzi, że jest to najlepszy zakon RP w tej grze - jako że sam często grywam w tradycyjne RPG i bardzo lubię jk3 chciałbym do takiej organizacji należeć…
e. Poprzednie Klany/Zakony/Bractwa - RJO (jestem tam członkiem od 1,5 roku)
f. Link do www lub forum poprzedniego Klanu/Zakonu/Bractwa - http://www.rjoclan.fora.pl/
g. Krótka historia - Ok 3 lat temu kolega wkręcił mnie do gry jedi knight - jedi outcast


a. Imię i Nazwisko: Reen Seen
b. Wiek: 18 lat
c. Pochodzenie: Rodia
d. Rasa: Rodianin
e. Opis zewnętrzny: Młody, typowy przedstawiciel swojego gatunku: Niebiesko skóry mężczyzna z wydłużoną twarzą (w kształcie ryjka). Para uszu przypominająca na pierwszy rzut oka dwie trąbki. Przez środek głowy przebiega żółty grzebień. Duże, szare oczy. Średnio umięśniony (postura normalnego człowieka)
f. Historia:
Przez okno wpadały jasne promienie zachodzącego słońca. Towarzyszyła im lekka bryza działająca jak balsam na zmęczone twarze osobników znajdujących się w środku. Co jakiś czas dało się słyszeć jęki płaczącej kobiety i pomruki mężczyzn stojących wokół niej:
-Tracimy ją!
-Musimy ratować dziecko!
-Zróbcie coś – ona umiera! – odezwał się mężczyzna stojący w rogu sali.
Po niedługiej chwili w pomieszczeniu rozległ się płacz dziecka…
************************************
-Reen! – krzyk dobiegał z korytarza. Chłopak rozejrzał się jeszcze po pokoju, chwycił torbę, po czym szybko pobiegł w kierunku drzwi wyjściowych zawieszając ją sobie na plecach.
-Spóźnisz się do szkoły… - powiedział Forn – jego ojciec. Był to średniego wzrostu mężczyzna odziany w bordowo-fioletową togę (takie właśnie ubranie nosili przedstawiciele rządu Rodii) Forn pracował jako minister spraw zagranicznych, a jego podstawowym zadaniem było utrzymywanie dobrych kontaktów z sąsiednimi planetami.
Chłopak uśmiechnął się do taty, rzucił krótkię "narazie" i wyszedł na dosyć zatłoczoną ulicę – w końcu była to pora, kiedy wszyscy udawali się do miejsc wykonania swoich codziennych zajęć. Reen chodził do prywatnej szkoły – było go na to stać, gdyż jego ojciec zarabiał sporo pieniędzy. Matka młodzieńca umarła podczas porodu – Reen nigdy jej nie poznał, a ojciec niechętnie mu o niej opowiadał.
Chłopiec jak co dzień udał się w stronę gmachu szkoły…
************************************
Reen otworzył oczy. Był ranek. Smuga światła łagodnie oświetlała jego twarz - czas wstwać. Chłopak ubrał się szybko i skierował w kierunku drzwi. Zatrzymał się na chwilę. Dzisaj są moje urodziny! - pomyślał - ciekawe co dla mnie przygotował... Zszedł powoli na dół.
-Niespodzianka! - krzyknął Forn - wszystkiego najlepszego!
Pomieszczenie było bogato przystrojone różnymi balonikami i wstążeczkami. Na środku pokoju zaś stał wielki tort na którym było napisane: "wszystkiego najlepszego w dniu twoich 18 urodzin Reen" Jedyną dziwną rzeczą była dwójka mężczyzn siedzących w rogu sali. Byli to dwaj mężczyźni ubrani w bardzo długie, brązowe szaty. Kaptury zasłaniały ich twarze przez co nie można było stwierdzić, na co patrzą.
-To moi goście - wtrącił ojciec widząc zaciekawienie młodzieńca - nie przejmuj się nimi.
Reen wzruszył tylko ramionami i zajął się ciekawszą rzeczą - prezentami...
Po przyjęciu jeden z tych dziwnych przybyszów podszedł do chłopca:
-wszystkiego najlepszego Reen - powiedział całkiem miłym głosem. Zdjął kaputr i podał chłopakowi dłoń:
-jestem Nark.
Młodzieniec niepewnie odwzajemnił uścisk ręki. Nark przyglądał mu się chwilę.
-chcę abyś coś dla mnie zrobił - wystaw rękę.
chłopak posłusznie wyciągnął dłoń. Mężczyzna wyciągnął dziwne urządzenie i przycisnął je do skóry Reen'a:
-au - krzyknął chłopiec, a strużka krwi popłynęła pomiędzy jego palcami. Nark spojrzał na urządzenie po czym rzekł spokojnym głosem - jest tak jak myślałem... Pakuj się - odlatujemy!
************************************
Gdzie lecimy!? - spytał w biegu Reen. W jego głowie kłębiło się tyle myśli: Jakie midichloriany? Czym są? Co mają wspólnego ze śmiercią jego matki?
-szybciej, nie mamy czasu! - usłyszał ponaglenie z przodu. Przyspieszył kroku.
-statek jest tuż za rogiem...
Nagle obaj mężczyźni zatrzymali się - Reen mało co na nich nie wpadł.
-Odsuń się chłopcze - rzekł lekko przyciszonym głosem Nark po czym spokojnym ruchem ręki dobył broni przypominającej rączkę miecza. Podobnie zrobił jego towarzysz.
Przed statkiem stała dwójka mężczyzn w czarnych szatach. Oni równierz dobyli swoich mieczy. Rozgorzała walka! Reen z łatwością potrafił wyczuć emocję walczących. Od Nark'a i jego towarzysza emanował spokój. Od użytkowników czerwonych mieczy zaś mnóstwo emocji - gniew, rozpacz, nienawiść.
-Zatrzymam ich mistrzu! - krzyknął przyjaciel Nark'a - wy uciekajcie!
Mężczyzna tylko kiwnął głową, chwycił chłopca wpół i pobiegł w kierunku statku. Kątem oka chłopak zobaczył, jak uczeń i przyjaciel Nark'a zostaje przecięty na pół. Potem tylko ciemność...
************************************
-Co się stało? - spytał drżącym głosem chłopak.
-Zemdlałeś - odpowiedział również spokojnie Nark
-Gdzie jestem?
-Na statku - lecimy do akademii...
Chłopiec szeroko otworzył oczy. Zaiste lecieli statkiem. Reen siedział na fotelu drugiego pilota.
-Do akademii? - powtórzył po nim.
-tak, wyszkolimy cię tam na jedi. I zanim cokolwiek powiesz - pozwól, że wszystko ci dokładnie wyjaśnię...
Przez całą drogę tłumaczył mu, czym są midichloriany, że to właśnie przez nagły wypływ mocy jego matka umarła, że to między innymi dzięki nim można korzystać z mocy, że chłopak tę moc posiada i że leci na szkolenie, aby poznać jej tajniki i nauczyć się nią władać...
Autor: Reen