Aven Zild(OPJ) - PRZYJĘTY
: 6 maja 2009, o 23:30
a. Imię / Nick -Kamil
b. Wiek -
17
c. Kontakt -
X-Fire: Sonnydrak
Gadu-Gadu: 109771
E-Mail: kamil-kk@hotmail.com
Prędkość Internetu -
2 mb/s
Coś o sobie -
Otóż jestem uczniem Liceum o profilu dwujęzycznym, a dokładnie klasy dwujęzycznej właśnie. Oznacza to 4-letnie liceum z "zerówką" w której mam 18 godzin hiszpańskiego tygodniowo(łącznie 6 przedmiotów przez pierwszy rok).
Gram w tenisa i nie pogardzę jakimś meczem w piłkę nożną/ręczną lub koszykówkę.
W związku z tym, że gram na gitarze oraz pianinie interesuje się muzyką. Mam co do muzyki bardzo krytyczne poglądy i nie znoszę tego co obecnie jest nazywane muzyką. Moje gusta muzyczne są jednak mimo wszystko dość szerokie. Zaczynając od Bluesa(best of the best), poprzez Jazz, Swing, Rythm'n'Blues, Rock'n'Roll, Blues Rock, Pop lat '60, rock(nie obecny.), hard rock, hard blues, funk, zachaczając o soul i grunge. Jest to bardzo uogólnione. Jeżeli kogoś ciekawi to zapraszam (last.fm profil: sonny-kk).
Zainteresowania -
Muzyka, muzyka, grafika(głównie 3d) i muzyka.
Umiejętności -
Od pewnego czasu zajmuję się grafiką 3d, co prawda mój komputer średnio daje sobie radę z 3d, przez co moje umiejętności nie są też jakieś niesamowite, lecz już kilkakrotnie od początku tego roku nabyte do tej pory umiejętności i możliwości przydały mi się.
Skąd dowiedziałem się o GoSW? -
Pierwszy raz usłyszałem o GoSW gdy Waszym członkiem był mój brat - Shyle Horn(czy jakoś tak), wtedy jednak po prostu obiło mi się to o uszy.
Ostatnio Phoenix zaproponował mi, abym napisał podanie i tak też uczyniłem.
a. Staż -1,5 roku
Broń -
Single - Red Style
Co mogę zaoferować zakonowi?
Myślę, że świeżą myśl i pogląd dotyczący Jedi.
Dlaczego chcę dołączyć do Zakonu?
Zawsze lubiłem RPG. Niestety nie często udawało mi się rozegrać porządną sesję, lecz te namiastki których doświadczyłem przekonały mnie do siebie.
Poprzednie klany/bractwa/zakony.
-BotF
-KotS
-Obecnie jestem członkiem RJO
Linki
http://www.botf.pl
http://jk3kots.cba.pl/index.php
http://www.rjoclan.fora.pl
Krótka Historia
Do BotF wstąpiłem dzięki namowom ówczesnego przewodniczącego rady(oraz kolegi z klasy) Corteza Aloada. Po długim okresie bycia Adeptem/Doświadczonym Adeptem oraz po wielu, wielu skrajnych sytuacjach zostałem awansowany na Padawana Corteza. Szkolenie trwało długo i było dość mozolne głównie ze względu na problemy, które BotF napotykało. Dwa tygodnie temu odszedłem z BotF po poważnej kłótni z moim mistrzem. Do tej pory obecny przewodniczący Rady Zakonu BotF nie wypisał mnie oficjalnie, wciąż mając nadzieję, że decyzja, którą podjąłem była jedynie podjęta pod wpływem emocji. Zanim odszedłem z BotF, wiedzając, że ten moment się zbliża napisałem podanie do młodziutkiego klanu KotS. Klan ten okazał się niczym więcej jak dość nieudanym eksperymentem, który o dziwo jednak jeszcze się nie posypał. Przez pewien czas byłem pewien napisania podania do MotL, lecz ich rekrutacja jest zamknięta na długi okres, więc stwierdziłem, że czekanie nie ma sensu. Napisałem więc podanie do RJO do którego zostałem przyjęty i obecnie jestem rekrutem w trakcie 2-tygodniowego okresu próbnego.
a. Imię i Nazwisko -
Aven Drakonnis Zild
b. Wiek
Nieznany
c. Pochodzenie
Nieznane
d. Rasa
Człowiek
e. Opis Zewnętrzny
Dość chudy i średniego wzrostu mężczyzna. Charakteryzuje się krótkimi włosami w kolorze ciemnego blondu. Jego twarz pomimo młodego wieku wygląda na starą, a oczy puste jak gdyby widziały największe okropieństwa tego świata, pomimo braku zdolności widzenia, wynikającej z wypadku w młodości.
f. Historia
Wielkie, pomarańczowe słońce, ledwo oświetlało ciemne skały góry na Planecie Tython. Czy chowało się, aby nie być świadkiem strasznego wydarzenia, które niedługo miało nastąpić. Wśród skał, na wąskiej płaszczyźnie medytowała istota w ciemnej, brązowej i mocno podartej szacie. Pomimo wielu lat treningu, Lord odczuwał lęk. Z pieczar prowadzących do stóp gór wyłoniła się wysoka postać. Również zakapturzona i również w grubej szacie, lecz jej strój był w nienagannym stanie. Jego chód, jego postawa, a nawet jego zapach, ogłaszał wszem i wobec, iż jest to skorumpowany Sith.
Medytujący Lord, powoli i bezszelestnie wstał.
- W końcu się spotykamy! - wykrzyczał Sith. - Nawet nie wiesz ile czekałem na tą chwilę. Nie wiesz, ile musiałem przejść, aby się tu znaleźć. Lecz to... co mnie czeka. Jest tego warte.
- Więc w końcu zdobyłeś kryształ Ni. - odrzekł Lord. - Masz więc prawo wyzwać mnie na pojedynek Bray'u Bell...
* * * Stara legenda głosi, iż w starożytnych czasach powstały dwa przepotężne kryształy - Ich oraz Ni. Kryształ Ich w mieczu dawał niesamowitą moc temu, który go nosił. Był praktycznie niezwyciężony. Mógł zostać pokonany jedynie, przez wojownika noszącego w mieczu kryształ Ni. Przez stulecia walczono o kryształy. Każdy chciał być w posiadaniu tak ogromnej mocy, jaką dawał Ich. Lecz by zdobyć Ich, trzeba było najpierw zdobyć Ni i dlatego to o niego toczone batalie, podczas gdy właściciel wraz z Ich czekał ukryty w górach na przeciwnika noszącego drugi kryształ. Cykl ten trwał przez stulecia, lecz mało kto w niego wierzył. Z czasem kryształy stały się mitem o którym słyszeli tylko nie liczni...
- Walczmy więc. - wysyczał Bell. Zrzucił z pleców szatę, a ta niesiona przez wiatr, powoli odleciała w kierunku przepaści. Spod szaty wyłoniła się łysa głowa. Pełna była blizn. Jedna z nich nachodziła na oko i stworzyła okropną narośl pełną ropy, przesłaniając prawy oczodół. Wargi również nie były w najlepszym stanie. Usta zakrywały zęby i dziąsła tylko w połowie. Nos był krzywy. Najpewniej złamany kilkanaście razy. Bell wyciągnął dwa miecze zza pasa. Ich ostrza jarzyły się na rubinowy kolor.
Artox Zild, posiadacz kryształu Ich, pozostał niewzruszony. Powolnym ruchem wyjął zza pasa swój miecz. Klinga promieniowała różowym światłem. Zild jednym ruchem zrzucił szatę, która swobodnie upadła na twarde podłoże.
Lord Sith nie zdawał sobie sprawy, że jego jedyny syn dogląda walki z pieczary za nim. Młody Aven Zild miał nie więcej niż 7 lat.
Przeciwnicy ruszyli na siebie. Ostrza mieczy spotkały się w bloku. Następowała coraz szybsza wymiana ciosów. Umiejętność walki dwoma ostrzami, połączona z ogromną siłą Bella sprowadziła Artoxa do defensywy. Cios za ciosem padał na starego lorda, a każdy kolejny był coraz silniejszy i coraz mniej przewidywalny. W oczach Bray'a widać było czystą nienawiść. Wśród skał roznosiło się echo krzyków jednego i drugiego. Przerażony Aven widząc przegrywającego ojca zaczął łkać.
Artox zauważył po pewnym czasie systematyczność w ciosach Bella i szybkim ruchem udało mu się wybić jeden miecz z ręki przeciwnika. Obaj od siebie odskoczyli. Przez chwilę patrzyli sobie prosto w oczy. Ku ogromnemu zaskoczeniu Artoxa, ujrzał on na twarzy Bell'a nie grymas, lecz złośliwy uśmiech. Bell wyciągnął rękę w strone siedzącego za kamieniem Avena. W tej chwili nieuwagi Artoxa, który ujrzał swego syna, Bray zaatakował. Cios był błyskawiczny.
Aven ujrzał wiszącą w powietrzu głowę własnego ojca. Poczuł pustkę, samotność i ogromny gniew do samego siebie. Strumień łez napłynął mu do oczu. Słońce oświetlało tą scenę ostatnimi, krwistymi promieniami. Zdruzgotany, młody Zild doczołgał się do bezgłowych zwłok ojca.
Widząc to wszystko, Bray parsknął śmiechem. - Przykro mi chłopcze, ale nie mogę ryzykować, że kiedyś przybędziesz do mnie aby pomścić śmierć tego starucha. - rzucił zadowolony, po czym wyciągnął rękę w stronę chłopca i uniósł go mocą nad przepaść. - Pa pa. - rzekł, po czym wpadł w maniakalny śmiech.
Spadając ze skał Aven słyszał echo śmiechu oraz świst w uszach.
* * * - Atuka! Stój! Mistrz nie pozwalał nam tam wbiegać! Stój!
- Daj spokój Tito! Mówię ci, że coś słyszałam!
- Lepiej najpierw powiadomić mistrza! Stój!
Atuka biegła w kierunku bagien u stóp gór. Jej brat Tito biegł za nią.
- Nie wiesz co to było! A jak coś ci się stanie? - krzyczał biegnąc za nią. Położył rękę na rączce swojego niedawno skonstruowanego miecza. - Nie jesteś jeszcze padawanem a już tak rozrabiasz? Atuka!
Ujrzał jak Atuka stanęła w miejscu. Rozpędzony wpadł na nią. Atoka stała jak słup. Przez chwilę Tito wypatrywał czegoś co mogło ją wprowadzić w taki stan. W końcu ujrzał. Na brzegu bagna leżały zwłoki młodego chłopca. Praktycznie rozdarte. Całe było poniszczone, a ogromne rany przecinały się ze sobą wzdłuż całego ciała. Twarzy nie było widać, bo była przykryta aż taką warstwą krwi. Wszystkie kończyny miały otwarte złamania, a mimo to Tito czuł puls. Zasłonił oczy siostrze.
- Atoka.
Cisza.
- Atoka! - wykrzyczał. - Biegnij powiadomić mistrza! Już!
* * * Aven leżał na stole operacyjnym. Nad nim stali Mistrz Captus i jego padawan Tito.
- To niesamowite, że jeszcze żyje... Spaść z takiej wysokości. - rzekł mistrz.
- Myślę, że to nie był wypadek mistrzu... Spójrz na ślady dookoła szyi. Był duszony. - odrzekł pewnym głosem Tito.
- Masz rację padawanie. Gratuluję spostrzegawczości. - przytaknął mistrz.
Na ciele Avena nie było śladów po złamaniach. Rany pozostawiły po sobie ogromne blizny na plecach, klatce piersiowej, udach oraz prawym przedramieniu.
- Co z nim zrobimy? - zapytał zmartwiony Tito.
- Będę go nauczał. Jednak przekażę mu jedynie wiedzę teoretyczną, aż w dniu gdy będzie gotów wyślę go gdzie indziej.
Tito nie zapytał dlaczego jedynie wiedzę teoretyczną, ale uznał że mistrz ma swoje powody. Prawda była taka, że mistrz wiedział dokładnie co zaszło w górach i bał się, że Aven będzie chciał się zemścić. Aby nie mógł tego dokonać, aby mu w tym przeszkodzić i zmienic jego plany przekazane mu będzie wiele nauk, które jednak zrozumie tylko w trakcie pełnego szkolenia, jakie kiedyś nastąpi.
* * * Przez dekadę Aven uczył się u mistrza Captusa. Nigdy nie zapytał dlaczego jego trening tak wygląda. Po pewnym czasie domyślił się. Zild kroczył ścieżką jasnej strony porzucając nauki ojca. Nigdy nie podzielił się z nikim historią o kryształach. W głębi duszy pragnął zatrzymać cykl. Zniszczyć kryształy, aby nikt nie cierpiał tak jak on.
Przez ten czas Aven przystosował się do bycia niewidomym i radził sobie bardzo dobrze. Często miewał bóle w miejscach blizn. Jednak z czasem i do nich się przyzwyczajał. W wieku 18 lat odbył ostatni trening, a Mistrz Captus wskazał Avenowi drogę do ostatniego Prakseum Jedi w galaktyce. Pożegnał się z Tito, jego najlepszym przyjacielem oraz z młodszą Atoką i odleciał.
- Niech moc będzie z tobą! - wykrzyczał Tito za nim.
- Jego przyszłość jest nieodgadniona... - mruknął mistrz i wrócił do medytacji.
[floatright]Autor: Aven Zild[/floatright]
