SDiM - Kryteria jakie powinien spełniać kandydat na posła

A może zajmujesz się innym rodzajom sztuki i chcesz się tym pochwalić... To jest świetne miejsce do tego!
gligorax
Posty: 116
Rejestracja: 7 mar 2009, o 17:49
Imię Postaci: Sitrian Vo'
Xfire: gligorax
GaduGadu: 9948516

SDiM - Kryteria jakie powinien spełniać kandydat na posła

Post autor: gligorax »

Nie wiem czy umieszczałem to na tym forum, tak czy inaczej jest to praca na XVI sesję sejmu dzieci i młodzieży.
Forma niekonwencjonalna - bo całość pisana w formie scenariusza filmowego ;-)
Zapraszam do lektury.

Jakub cenzura




Kryteria, które powinien spełniać kandydat na posła



Praca pisemna na Sejm Dzieci i Młodzieży 2008







autor: Jakub cenzura, uczeń klasy IIIa
szkoła: cenzura
cenzura
tel.cenzura













UCZNIOWIE CZARNOKSIĘŻNIKA

(scenariusz filmu)



Typowe mieszkanie w bloku. Na kanapie siedzi młode małżeństwo, Jan i Teresa, na dywanie bawi się kilkuletnie dziecko. Małżonkowie nieco znudzonym wzrokiem spoglądają na ekran telewizora. Słychać sygnał programu informacyjnego jednej ze stacji telewizyjnych. Mężczyzna za pomocą pilota zwiększa siłę głosu. W kadrze pojawia się ekran telewizora.


SPIKERKA TV: Jedni o tym marzyli, inni nie dopuszczali do siebie tej myśli. A jednak stało się... Sejm V kadencji podjął uchwałę o samorozwiązaniu. Za jej przyjęciem było 377 posłów...


Głos z telewizora cichnie


TERESA: No to znowu pójdziemy do urn.


JAN: Jest w tym jakikolwiek sens? Mam głosować na coraz to nowych polityków tylko po to, ażeby, zanim na dobre zajmą swoje biura, już musieli się z nich wynosić? Oni się kłócą, tropią kolejne afery, a w Polsce nic się nie zmienia.


TERESA: Polityk politykowi wilkiem. Tworzą ustawy tylko po to, by ich konkurencja polityczna mogła dostać białej gorączki z bezsilności. No i zanim cokolwiek pożytecznego zrobią, to albo kończy im się kadencja, albo przegrywają wybory.


JAN: Polityka ma u nas jedną twarz... To twarz nienawiści. Mam jednak wrażenie, że czeka nas wyjątkowy okres!


Kamera się oddala od bohaterów. Ekran ciemnieje. Pojawia się tytuł filmu „Uczniowie czarnoksiężnika”. Tytuł powoli wygasa, a ekran wypełnia olbrzymi znak zapytania, który po chwili rozpływa się jak na tafli wody. Na ekran od prawej strony nasuwa się podtytuł filmu „W czyje ręce Pospolita Rzecz”.


Scena 1

Wczesne wrześniowe przedpołudnie. Spoza chmur chwilami sączy się słońce. Ulica miasta, spokojnie i nieco leniwie przemieszczający się przechodnie. Widać, że kampania wyborcza w toku: plakaty, billboardy, porozrzucane na chodnikach ulotki. Kamera prowadzi starszą elegancką kobietę, która spacerując z pieskiem, zbliża się do witryny z plakatami wyborczymi i listami kandydatów do Sejmu, spogląda na nie, po chwili obok kobiety zatrzymuje się młody energiczny mężczyzna w wieku około 35 lat.

PRZECHODZIEŃ (wyraźnie poirytowany, mówi z nieskrywaną złością): Z każdej strony na mnie patrzą... Wiszą wszędzie... Czy ja się od nich uwolnię? Afery, machlojki, łapówkarstwo – a ja mam na nich głosować?!

Na zirytowanego mężczyznę uważnie spogląda starsza kobieta, która po chwili uśmiecha się pogodnie.


STARSZA KOBIETA: Nigdy nie zrozumiem waszej złości, młody człowieku. Czy wy, młodzi, naprawdę sądzicie, że wszyscy politycy są do niczego? W końcu mamy takich reprezentantów, jakich sobie wybraliśmy. Może to z nami, wyborcami, coś jest nie tak?


PRZECHODZIEŃ: Przesadza pani. Zresztą, ja na wybory nie chodzę!

STARSZA KOBIETA: Więc czemu pan narzeka?

PRZECHODZIEŃ: Nie mogę za tym wszystkim nadążyć. Te ciągłe roszady personalne, egzotyczne koalicje między partiami, które jeszcze przedwczoraj nie mogły na siebie patrzeć, a dziś padają sobie w objęcia i krzyczą, jakie to mają zgodne programy. Tak naprawdę to przydałby się im program resocjalizacyjny, bo się oderwały od społeczeństwa. Więc niech się pani nie dziwi, że gdy przychodzą wybory, to nawet nogą nie chce mi się ruszyć, a co dopiero głową, takie to wszystko w polityce brudne, odpychające... A pani poszła na wybory?


STARSZA KOBIETA: - Poszłam. Nie wyobrażam sobie inaczej. Co prawda mój głos znalazł się w mniejszości. Jestem jednak pewna, że gdyby pan poszedł na wybory i przy urnie wykrzyczał swoją złość, głosując przeciw politykom, którzy pana zawodzą... Kto wie, jakie byłyby wtedy wyniki wyborów, gdyby przy urnach stawili się wszyscy niezadowoleni.


PRZECHODZIEŃ: Mówi Pani tak, jakby nigdy nie oglądała telewizji...


STARSZA KOBIETA: Czasy PRL-u już się skończyły!( zbliżenie na serdeczny uśmiech kobiety) Zapewniam pana, że namiętnie oglądam programy informacyjne.


PRZECHODZIEŃ: Nie rozumiem Pani. Przecież każdy wie, jacy są politycy w Polsce!
(zbliżenie na rozzłoszczoną minę mężczyzny).


STARSZA KOBIETA: I to jest typowe dla nas myślenie: naznaczyć, zaszufladkować!
Bez wątpienia, są w sejmie posłowie traktujący mandat jak niezobowiązujące przywileje, a parlament jako atrakcyjne i dobrze płatne miejsce pracy. Ale przecież trafiają się również „perełki”- posłowie poważnie podchodzący do swoich obowiązków. Profesjonaliści. A media karmią nas sensacjami o leniach, figurantach i aferzystach... Sumienny i uczciwy polityk jest mało medialny.


Kamera skupia się na zamyślonej twarzy mężczyzny. Słychać delikatną muzykę.


PRZECHODZIEŃ: Pamięta pani rok 1999? Przemówienie papieża w parlamencie... Jan Paweł II mówił wtedy o potrzebie odpowiedzialności za państwo i za powierzony mandat społeczny... Tych słów słuchali wszyscy parlamentarzyści, ale kto je zapamiętał?


Scena 2

Zdjęcia archiwalne: Sejm, 11 czerwca 1999 r. Obrazy przesuwają się w zwolnionym tempie i pokazują papieża Jana Pawła II wchodzącego do sali plenarnej Sejmu. Kamera przesuwa się po wypełnionych ławach poselskich, widać klaszczących posłów i senatorów. Cięcie. Efekt czarno-białej wizji, muzyka nieco cichsza. W centrum kadru przemawiający papież.


PAPIEŻ: Miejsce, w którym się znajdujemy, skłania do głębokiej refleksji nad odpowiedzialnym korzystaniem w życiu publicznym z daru odzyskanej wolności oraz nad potrzebą współpracy na rzecz dobra wspólnego. (...)
Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu.*


Muzyka nieco głośniejsza, zbliżenie na zasłuchane twarze polityków. Cięcie.


Scena 3

Kamera wraca do przechodnia i starszej kobiety. Teraz oboje przysiedli na ławce pobliskiego skwerku. Ogrzewa ich słońce, które w pełni wyszło zza chmur. Twarz mężczyzny nieco zasmucona.


STARSZA KOBIETA: Wielkie słowa wielkiego człowieka...


PRZECHODZIEŃ: ...których nie wzięli sobie do serca nasi politycy! Wie pani co w polskim parlamencie złości mnie najbardziej? Troska o partyjne interesy, zawłaszczanie państwa przez partie polityczne, ten ich skok na państwowe posady zaraz na początku kadencji... I ta przerażająca nienawiść opozycji do rządzących.

STARSZA KOBIETA: To samo mówił przed laty poseł Aleksander Małachowski, póki jeszcze żył. Bardzo mi brak w naszym sejmie takich mędrców.

Scena 4


Zdjęcia archiwalne: niewielki pokój, półki wypełnione książkami. W centrum kadru siedzi w fotelu Aleksander Małachowski. Jego wzrok skierowany ku rozmówcy. Dziennikarz, odwrócony plecami, siedzi nieco z boku.

ALEKSANDER MAŁACHOWSKI: Wiele lat spędziłem w Sejmie Rzeczypospolitej - kto wie, czy ich nie zmarnowałem - ale nigdy przedtem nie miałem tego, co obecnie przerażającego uczucia, iż przychodzi mi pracować w otoczeniu wrogów naszego własnego państwa. Bywały spory, różnice zdań, sprzeczności programów politycznych, ale stale miewałem wrażenie, iż zawsze - mimo różnic - radzimy nad dobrem wspólnym, jakim jest nasze nareszcie w pełni niepodległe państwo.*

DZIENNIKARZ: Teraz jest inaczej?.

ALEKSANDER MAŁACHOWSKI: Zarówno w samej Izbie Poselskiej, jak i na zewnątrz, w gąszczu relacji z obrad pojawia się coraz wyraźniej wątek wrogości wobec własnego państwa, co - chociaż brzmi absurdalnie - jest niestety wielce prawdopodobne. Pewne jest natomiast to, że wielu ludzi uwikłanych w politykę, czy to jako posłowie lub członkowie rządu, czy medialni komentatorzy wydarzeń, za własny uznają tylko taki kształt organizmu państwowego, jaki jest zgodny z przekonaniami grupy, której interesy i poglądy reprezentują.
Nasze jest tylko to państwo, w którym my sprawujemy rządy. Jeśli tracimy w nim władzę, staje się ono nam obce czy nawet wrogie, jak to widać teraz. Krótko mówiąc, wygląda na to, że w Sejmie RP nie obradujemy nad dobrem wspólnym, lecz szukamy sposobów i okazji, by zaszkodzić przeciwnikowi politycznemu czy wręcz zniszczyć gada, jakim musi być, skoro nie jest z nami, nie wyznaje naszych poglądów i nie popiera naszych zamierzeń. Wyraźna korzyść dla państwa polskiego, mogąca wynikać ze wspólnych poczynań Izby Poselskiej, widnieje gdzieś bardzo daleko, o ile w ogóle bywa dostrzegana.*

Cięcie. Kamera wraca do przechodnia i starszej kobiety.

Scena 5

PRZECHODZIEŃ: Aleksander Małachowski to nie jedyny z naszych mędrców, których już nie ma. Pamięta pani profesora Tadeusza Zielińskiego? Był w latach dziewięćdziesiątych Rzecznikiem Praw Obywatelskich...


STARSZA KOBIETA: Tak, tak. Pamiętam jego felietony, w których oceniał naszą scenę polityczną...
PRZECHODZIEŃ: Na uczelni miałem z nim wykłady z prawa pracy, co prawda tylko przez jeden semestr, ale to była uczta intelektualna. Lubił sięgać po przykłady ze starożytnych myślicieli. Jakież to były prorocze słowa...

Kamera powoli przemieszcza się po plakatach wyborczych. Niektóre z nich podarte, inne zamalowane sprayem. Cięcie.

Scena 6

Oglądamy czarno-biały film, najwyraźniej amatorski, kręcony kamerą wideo. Niewielki salonik, stylowe biurko, za którym siedzi profesor Tadeusz Zieliński. Przed biurkiem, tyłem do kamery siedzi mężczyzna, którego twarzy nie widać. Najazd kamery na replikę antycznej głowy, stojącej na okrągłym stoliku.

MĘŻCZYZNA: "Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie, a gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą" – napisał dawno temu A. Mickiewicz. Nasi parlamentarzyści nie znają widocznie dzieł narodowego wieszcza, kłócą się bowiem w kółko bez opamiętania.

TADEUSZ ZIELIŃSKI: No cóż. Parlament jest w końcu od gadania. Ale nasi wybrańcy mówią nieraz tylko dlatego, żeby - jak to określił H. Sienkiewicz w "Potopie" - "Para w gębie się zagrzała i żeby język nie rozmiękł, co się od przydłuższego milczenia snadnie przytrafić może". Gadania tego mamy wszyscy już dość.*

MĘŻCZYZNA: Czy mówcy przekroczyli granice wolności poselskiego słowa?

TADEUSZ ZIELIŃSKI: W zasadzie posłowie, jak inni mówcy, mają prawo posługiwania się metaforami (przenośniami), czyli wyrażeniami obrazowymi o znaczeniu podobnym do innych słów (np. kamienne serce). Rozpowszechnione są nie tylko w poezji i w całej literaturze pięknej. Od niepamiętnych czasów sięgali do nich sądowi i polityczni mówcy. Już Arystoteles mówił, że retoryka jest sztuką wynajdywania wszystkiego, co w mowie może mieć znaczenie przekonujące. Z uwag tych nie należy wnosić, że za pomocą metafor wolno pomawiać kogokolwiek o niecne czyny lub używać ich wbrew dobrym obyczajom. Głównym celem retoryki jest uczciwa, rzetelna perswazja.*

MĘŻCZYZNA: Taka jest teoria. A praktyka?

TADEUSZ ZIELIŃSKI: Mówca, zwłaszcza polityczny, nie może oprzeć się pokusie zastosowania nieuczciwego fortelu w celu przeforsowania swoich racji. Odpowiedzialny polityk nie sięga do metafor, które wywołują w społeczeństwie złe skojarzenia, nawet jeśli wiadomo, że są to jedynie retoryczne figury, których nie można brać dosłownie. Józef Cyrankiewicz jako premier rządu PRL powiedział w czasie wybuchu poznańskiej rewolty 1956 r., że władza ludowa odrąbie rękę każdemu, kto na nią tę rękę podniesie. Podobnie wyraził się w 1968 r. ówczesny I sekretarz KW PZPR w Katowicach, grożąc, że "śląska woda pogruchocze kości" wszystkim, którzy targną się na socjalistyczną władzę. Metafory te były zapowiedzą najostrzejszych represji wobec przeciwników ustroju.*


MĘŻCZYZNA: Używanie przez władzę agresywnych przenośni nie mieści się w kulturze demokratycznego państwa?


TADEUSZ ZIELIŃSKI: W ocenach wystąpień posłów należy zachować umiar. Jest to trudne w społeczeństwie, które kieruje się bardziej emocjami niż wskazaniami rozumu. Musimy się pogodzić z budzącą niekiedy odrazę retoryką naszych parlamentarzystów. Taki rozgadany parlament to na pewno mniejsze zło niż Sejm niemy z czasów realnego socjalizmu. Dawno już minęły czasy, kiedy słowo "nieparlamentarny" miało pejoratywne znaczenie. Wyraz "parlamentarny" oznaczał zachowanie przyzwoite, grzeczne, przyjęte w dobrym towarzystwie. Jego przeciwieństwem było zachowanie "nieparlamentarne". Dzisiaj jest odwrotnie.
Krewkim parlamentarzystom, sięgającym tak chętnie do mocnych słów, warto przypomnieć prawdę, o której pisał w "Alchemii słowa" Jan Parandowski: "Słowo jest wielką potęgą, panuje nad czasem i przestrzenią. Włada nad myślą i wyobraźnią ludzi". Lekkomyślny mówca może swą retoryką wyzwolić złe moce jak uczeń czarnoksiężnika. *


Scena 7

Kamera wraca na skwer. Przechodzień i starsza kobieta stoją obok ławki, na której siedzieli.


PRZECHODZIEŃ: Zaczynam powoli przekonywać się do udziału w wyborach. Chyba rzeczywiście lepiej dać wyraz swojej złości przy urnie wyborczej, niż nieustannie narzekać na naszych wybrańców. W końcu to my, naród, jesteśmy suwerenem władzy, a wybory to czas rozliczeń i podsumowań, ale i nadziei.


STARSZA KOBIETA (z radosnym uśmiechem): Mówiąc szczerze, nie wierzyłam, że da się pan przekonać. To wy, młodzi, musicie tęsknić do zmiany. Ja pamiętam Polskę, która była w dużo gorszej sytuacji i bez cienia nadziei na jakąkolwiek zmianę. A jednak stało się... Możemy sami stanowić o swoim losie, nie wolno nam tylko wycofać się z tej odpowiedzialności.


PRZECHODZIEŃ (z zafrasowaną miną): Ja jednak wciąż mam problem na kogo głosować. Nie wiem jaki powinien być ten mój poseł.


Ciecie. Na ekranie pojawia się gmach Sejmu RP.

Scena 8

SPRAWOZDAWCA PARLAMENTARNY TV: Od kilku lat z tego gmachu słyszymy deklaracje, że ustawę o wykonywaniu mandatu posła i senatora trzeba zmienić, by następowała "profesjonalizacja" mandatu poselskiego. Ale prawdziwa profesjonalizacja bez odpowiednich środków na prowadzenie biura nie nastąpi. Jeśli parlamentarzyści chcą rzetelnie wykonywać swe obowiązki, muszą mieć wykwalifikowany, kompetentny personel w biurach. A dziś o pracownika trudno i takim ludziom trzeba odpowiednio zapłacić. Zwłaszcza w dużych ośrodkach miejskich. Jeśli parlamentarzysta ma rozległy okręg wyborczy, to musi otworzyć kilka biur poselskich. W każdym z nich powinien być pracownik. O reszcie wydatków nie wspomnę.
Są w Sejmie posłowie, którzy traktują mandat jak stypendium, a parlament jak zakład pracy chronionej. Ci milczący podczas posiedzeń, nieobecni na posiedzeniach komisji, niezmęczeni pisaniem interpelacji i zapytań poselskich. Ale bywają też posłowie poważnie wykonujący swoje obowiązki. Dążący do profesjonalizacji. O leniach, wydrwigroszach media rozpisują się często, pokazując tę stronę parlamentu. Pracowitych w mediach nie ma. *


Cięcie. Wieczór przed ciszą wyborczą. Kamera pokazuje ulicę, na której witryny, słupy i drzewa obwieszono plakatami wyborczymi, z daleka majaczą niewyraźne w mroku billboardy.


Scena 9

DZIENNIKARZ (na tle ulicy): Kampania wyborcza zbliża się do finału. Za kilka godzin cisza wyborcza. Znamy już listy wyborcze z tysiącami kandydatów. Obejrzeliśmy dziesiątki kosztownych spotów reklamowych, wysłuchaliśmy rozlicznych relacji ze spotkań i konwencji wyborczych. Ulice naszych miast ozdobiono setkami bardziej lub mniej twarzowych billboardów oraz tysiącami afiszy i ulotek, zalecających jako jedyny lek na całe zło, te lub inne twarze i nazwiska kandydatów z tej a nie z innej list. Mimo to jednak wielu z nas nadal nie wie, przy jakim nazwisku i z jakiej listy postawić decydujący o zwycięstwie w wyborach obywatelski krzyżyk. Jak ma się w tym połapać statystyczny Kowalski czy Nowak?

Jakie są oczekiwania wyborców wobec kandydatów na posłów, jakim kryteriom winni sprostać, by zasłużyć na zaufanie wyborców? Zwracam się z tym pytaniem do mieszkańców Iławy.


Sekwencja obrazów oddzielonych krótkimi cięciami. Kamera statyczna, ale pokazuje jedno zbliżenie twarzy każdego rozmówcy, którzy odpowiadają na to samo pytanie.


STUDENT (mówi szybko, z lekkim wzburzeniem): Czy my, wyborcy - mamy jeszcze ochotę na wybieranie kogokolwiek do czegokolwiek? Cała moja nadzieja w tym, że do urn pójdą młodzi, że to oni jeszcze wierzą, jeszcze chcą, jeszcze mają nadzieję. I dobrze, że mogą się wypowiedzieć przy urnach wyborczych. Chociaż preferują czarno-białą paletę barw, a więc uproszczoną, pomijającą złożoność ludzkich zachowań. My, młodzi, już poznaliśmy te twarze, znamy te kłamstwa, znamy te powroty po kilkuletniej odstawce – nas już to nie bierze. Ten był wczoraj burmistrzem, a ostatnio przesiedział w biurze kolegi 2 lata i mówi ,że wraca, bo ciągnie go do polityki. A jaki dojrzały klęską sprzed lat, gdy wyborcy poszli za jego konkurentem. Ona, kiedyś zdolna i ambitna nauczycielka - tak ambitna, że poszła w politykę – dziś nie czuje, że jest marionetką w rękach liderów partii. Kolejny zawodnik (sorry: kandydat) młody, agresywny i mocno mówiący o tym co i kogo zlikwiduje...


DZIENNIKARZ: Więc kogo wybierać?
STUDENT: Gdy nie wiesz jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie. Kieruj się zdrowym rozsądkiem i daj szansę tym normalnym a nie wyjadaczom politycznej miski - oni zawsze lądują na cztery łapy.

KOBIETA W ŚREDNIM WIEKU: Jestem pewna, że wśród starających się o mandat kandydatów są tacy, którzy z powodzeniem mogą reprezentować naszą społeczność w parlamencie. Co wezmę pod uwagę przy zakreśleniu znaku X przy nazwisku kandydata? Na pewno będzie to osoba, o której staram się coś wiedzieć: kim jest, co robi lub zrobiła w życiu, jak traktuje innych ludzi, czy czasami nie jest tak, że przypomina sobie o nas tylko przed wyborami. Na pewno przeanalizuję dokładnie, co o tej osobie wiem z plotek, a co, na podstawie własnej wiedzy. I, jako kobieta, na pewno wezmę pod uwagę, jaka ta osoba jest właśnie wobec pań: matki, żony, córki, sąsiadki czy pracownicy.

STARSZY MĘŻCZYZNA (w czarnym jesiennym płaszczu, wspierając się na lasce, mówi wyraźnie zdenerwowany): Nie wyobrażam sobie, że mógłbym głosować na kandydata, który posłem już był, ale znowu ubiega się o wybór i chcąc się przypodobać wyborcom, znieważa parlament, własne miejsce pracy, mówiąc o Sejmie wyłącznie źle. Właściwie nie bardzo wiadomo, dlaczego w ogóle w wyborach wystartował.

MŁODA DZIEWCZYNA (licealistka w czapeczce ciasno przylegającej do głowy, trzyma za rękę chłopaka): Mój wujek pracuje w Straży Marszałkowskiej w Sejmie i opowiadał, że uprzejmie jest tuż po wyborach, kiedy posłowie pierwsi mówią „dzień dobry”, ale przy końcu kadencji nawet już nie zawsze odpowiadają. Dlatego uważam, że poseł powinien mieć klasę i odpowiednie maniery, w końcu jest reprezentantem narodu. Nie wyobrażam sobie żeby był agresywny i szukał dziadków w Wehrmachcie swoim konkurentom politycznym. Dlatego zamierzam głosować na kobietę, która sprawdziła się w lokalnej polityce. Profesjonalna, zaangażowana, mówi zrozumiałym językiem, a ponadto po prostu sympatyczna i nieskażona sejmowymi manierami.**


DYREKTOR GIMNAZJUM: Powinni to być ludzie dobrze przygotowani do zawodu parlamentarzysty, poruszający się sprawnie w materii ustawodawczej, kompetentni w swoich dziedzinach. Tacy, których mniej widać w mediach a bardziej na posiedzeniach komisji, na sali obrad. Przede wszystkim jednak powinni być obecni i aktywni w terenie.**


EMERYTOWANA NAUCZYCIELKA (w towarzystwie męża i kilkuletniego wnuka):
Mam takiego kandydata. Jest profesjonalny, aktywny, znakomity znawca prawa, mistrz słownych potyczek zarówno na sejmowej trybunie, jak i w dyskusjach medialnych. Nawet radykalnym wypowiedziom towarzyszy wysoka kultura osobista. Ma do siebie dystans, co w polityce rzadko się zdarza. Ale, niestety, kandyduje z innego okręgu. Chyba więc poprę kandydata, który już przez kilka kadencji sprawdził się jako gorliwy obrońca szerokich i realnych kompetencji samorządu lokalnego. Jestem przekonana, że siła państwa tkwi w silnych samorządach. **

BIZNESMEN: Rozczarowałem się do naszych lokalnych reprezentantów w Sejmie. W sumie nic nie zrobili dla naszego regionu, no może z wyjątkiem dwóch posłów, a mamy ich ośmiu. Jestem radnym powiatowym i wiem dużo o ich osobistym zaangażowaniu. Bardziej byli reprezentantami swoich partii, niż wyborców, którzy ich poparli. Z obecnych kandydatów nie znam żadnego, o który wiedziałbym, że jest spokojny i wyważony, że szuka rozwiązań kompromisowych, że bardzo uważnie czyta projekty ustaw i na bieżąco wyszukuje wszystkie pułapki, jakie na obywateli próbuje zastawiać rząd. **

DUCHOWNY EWANGELICKI: Jeśli polityk nie bierze pod uwagę norm moralnych, to w społeczeństwach demokratycznych nie może być skuteczny, zostanie uznany za cynika ukrywającego swoje rzeczywiste interesy. Czy mamy w Polsce prawdziwych polityków? Pewnie, że mamy, ale oni stanowią tę cichą, nieagresywną mniejszość i dlatego są mniej widoczni. A ta hałaśliwa większość najczęściej bawi się w prokuratorów, bo wzajemnie się oskarża, albo ubiera się w togi sędziowskie, bo feruje wyroki, albo bawi się w księgowych, żeby rozliczać innych. Tymczasem polityka powinna być świadomą działalnością zmierzającą do osiągnięcia dobra publicznego.**

Cięcie. Delikatna, refleksyjna muzyka.


Scena 10


W kadrze, w zwolnionym tempie, pokazują się kolejno: zatłoczone ulice wielkiego miasta, dzieci biegnące korytarzem szkoły, grupa roześmianej młodzieży grającej w siatkówkę, staruszka w zamyśleniu spacerująca po parku, młode małżeństwo z dwójką dzieci, idące nad jeziorem. Kamera obejmuje jezioro, sięga po horyzont. Obraz gaśnie i odsłania się widok na krakowskie Błonia, widać tłumy wiernych zapatrzonych w jednym kierunku. Kamera przenosi się na sylwetkę Jana Pawła II, postać Papieża porusza się w zwolnionym tempie, wiatr szarpie szaty liturgiczne. Zza kadru dobiega głos Jana Pawła II.


PAPIEŻ:
I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was (...):
- abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,
- abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was (...).*



Obraz się rozmywa i gaśnie. Na ekranie pojawia się napis: Reżyseria: Jakub [Cenzura]


____________________________
*Wszystkie wypowiedzi rzeczywistych bohaterów filmu są autentyczne i pochodzą ze strony internetowej http://www.opoka.org.pl (wypowiedzi Jana Pawła II) oraz z archiwum internetowego tygodników „Polityka” i „Przegląd” (sprawozdawca parlamentarny, A. Małachowski, T. Zieliński)

**Wypowiedzi uzyskane przez autora.
Nieodżałowanej pamięci Favcia. [*]
Favciu, czekamy.[*]
Awatar użytkownika
Travis
OPJ - Mistrz Jedi
OPJ - Mistrz Jedi
Posty: 43
Rejestracja: 25 mar 2009, o 15:32

Re: SDiM - Kryteria jakie powinien spełniać kandydat na posła

Post autor: Travis »

I Ich oczom ukazal sie las xDDDDDDDD
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Inne”