Mayron Thal'sann (ŚM) - PRZYJĘTY
- Revel
- ŚM - Świadomy

- Posty: 113
- Rejestracja: 19 kwie 2009, o 21:15
- Imię Postaci: Revel
- Xfire: revel91
- GaduGadu: 11786066
- Lokalizacja: Letherman
Mayron Thal'sann (ŚM) - PRZYJĘTY

- Część Ogólna1.
mię: Szymon2.
iek: 17 lat.3.
oś o sobie: Jestem człowiekiem aktywnym fizycznie, jak i umysłowo. Lubię klimaty wojenne, science&fiction, fantasy itp. Poza tym nienawidzę krótkich opowiastek z których mało się dowiem ^^ No.. i nie jestem zbyt cierpliwy 4.
wentualny kontakt z tobą: GG: 11786066
E-Mail: revelruless@gmail.com
X-Fire: revel91
5.
rędkość internetu: UPC 2 mb/s
- RPG i JK31.
woje doświadczenie w Role Play. W jk3 eRPie dopiero z miesiąc, tak to grałem RP w WoW oraz wielu polskich rpg'ach przez przeglądarki.2.
taż w grze Jedi Knight 3: Jedi Academy. 3 lata z przerwami.3.
laczego do Świadomych Mocy?Wybrałem akurat Świadomych Mocy, ponieważ nie uznaje podziału zła i dobra, przecież każdy może być dobry jak i zły na swój sposób.
4.
lany, organizacje działające w JK3 w jakich byłeś. (Jeżeli nie ma - pomiń.)TotF, MotL, GoSW.
- Przedstawienie Twojej wirtualnej postaci1. Imię postaci. Mayron Thal'sann
2. Wiek postaci. 471 lat.
3. Rasa postaci. Chistori
4. Rodzima planeta postaci. Oy'tan
5. Wygląd postaci (opis zewnętrzny).
Jest wysoki na 200 cm przy czym jest bardzo dobrze zbudowany. Charakteryzuje go brak lewego ramienia, które stracił dawno temu. Jak każdy przedstawiciel rasy Chistori, przypomina on gada i jest pokryty łuskami, które od początku brody, jego jaszczurczej głowy do końca grzbietu ma kolor niebieski. Zdarzają się również plamy tego koloru na jego ciele, ale głównie reszta łusek jest barwy szarej. Gałki oczne są ciemnobrązowe, a źrenice czarne.
6. Historia postaci (Minimum: 300 słów)
Początek
-Urodziłem się na planecie Oy'tan, można powiedzieć, w stolicy Łowców Głów. Mój ojciec był surowym i wymagającym człowiekiem, był on żołnierzem, a w prawdzie Kapitanem piechoty Imperium. Nie miałem matki.. Jak ojciec mi mówił, uciekła zaraz po moim urodzeniu, lecz nie obchodzi mnie jej los.
Od początku zostałem wychowywany na żołnierza imperium, ojciec zawsze dawał mi w kość i nie oszczędzał mnie. Traktował mnie gorzej niż swoich podkomendnych, ale i tak mnie nie złamał, przyznam że brakowało mi miłości z jego strony, lecz przecież jestem przedstawicielem dumnej rasy wojowników! Tu nie ma czasu na sentymenty..
Po ukończeniu 17 lat zostałem dołączony do wojsk Imperialistycznych. Po pół roku byłem już na stanowisku Kaprala, wszyscy mi dobrze wróżyli z powodu mojego zmysłu taktycznego.
Zawsze prześladowało mnie uczucie że ode mnie zależy życie reszty żołnierzy, nie byłem nawet najwyższym rangą w oddziale, ale i tak dawałem z siebie więcej niż inni podczas bitew.
Pewnej większej bitwy na planecie Kashyyyk, mieliśmy stłumić powstanie buntowników, byliśmy osaczeni, aż wreszcie Imperium przysłało nam posiłki ludzi których zwano Sithami, byli oni wojownikami którzy korzystali z mieczy świetlnych i jak to mówili..mocy, był tam też jeden Lord Sithów, Kollargon. Ale przejdźmy do rzeczy.
Gdy sithowie odczuwali zmęczenie, a buntownicy prawie przyparli nas do muru, jeden z wojowników padł, a ja zostałem rozbrojony. Szybko ruszyłem bo miecz który wypadł sithowi i zacząłem napierać na obronę rebelii, uderzałem pełen furii, żaden człek pojawił się wtedy przede mną nie przeżył.. Tak złamałem ich flankę, odmieniłem los bitwy.
Zaraz po zakończeniu bitwy i powyłapywaniu pozostałych przy życiu buntownikach, podszedł do mnie Lord Sith, Kollargon, powiedział on do mnie:
-Żołnierzu.. Widziałem wszystko. Wspaniale panujesz nad mieczem, wiedziałeś w jakie punkty uderzać aby zabić, jestem pod wrażeniem. Widzę w tobie wielki potencjał, większy niż u moich uczniów. Przedstawię samemu Imperatorowi aby przydzielił Cię pod moje skrzydła! – krzyknął wyraźnie podekscytowany i zadowolony.
Nie wiedziałem co miałem czuć gdy po tygodniu od bitwy, do koszar przybył ten sam Lord. Nie wyglądał on na zadowolonego, ale zaproponował mi pracę w jakiejś organizacji Assassynów Imperium, jak powiedział..
-Ta grupa, to elitarna grupka osób działających dla Imperium w cieniu. Mają oni na celu pozbywanie się groźnych politycznych wrogów. Nie jest to tak prestiżowa funkcja jak bycie adeptem ciemnej mocy, lecz stoi wyżej od zwykłego wojska. Niestety, Imperator nie zgodził się abyś praktykował ciemną stronę... – przycichł po ostatnich słowach i dodał.
-Więc..? Zgadzasz się na dołączenie do Assassynów? – spytał.
Mnie nie zostało nic więcej jak się zgodzić.
W następnym tygodniu, znalazłem się w tajemniczym ciemnym pokoju. Nagle z cienia, na jakimś podeście pojawiła się postać, która po chwili odezwała się.
-Witaj Mayronie Thal'sann. Jestem dowódcą tej organizacji, jestem też zarazem informatorem Imperatora. Nasze metody działania zaraz poznasz, ale muszę Cię poinformować, że Kapitan Eglasta Thal’sann – twój ojciec został zabity. – przerwał łagodnie nie wyrażając żadnych uczuć.
-CO?! – ruszyłem na niego pod wpływem emocji.
Gdy tylko się do niego zbliżyłem, obezwładnił mnie jednym ciosem i zaczął mówić.
-Osobiście go zabiłem. Assassyn nie powinien mieć żadnego dobytku, żadnej rodziny i osoby która mogła by Cię rozpraszać. Dla nas najważniejszą rzeczą jest wykonanie zadania za wszelką cene. – rzekł do mnie beznamiętnie i odszedł zostawiając mnie w pokoju samego.
Nie mogłem się pogodzić że przez fakt iż dołączyłem do tej organizacji, mój ojciec został zabity.. Nie obchodziło mnie to że był moim ojcem, lecz to że przeze mnie zginęła inna istota...
Istotne Zmiany
...
Byliśmy już w budynku w którym znajdowała się ofiara – Mistrz Jedi Apiol, dyplomata zagrażający sprawom wewnętrznym Imperium. Znaleźliśmy miejsce jego spoczynku... jego aktualny pokój. Czekaliśmy chyba 4 godziny w ukryciu aż zaczął swoją medytację, niestety wiedzieliśmy że nas usłyszy i będzie się bronił. Nagle wybuchły ściany a z nich wylecieli 3 assassyni, zaraz po tym z wentylacji wyskoczyłem ja wraz z dowódcą. Nie było gadania tylko atak, niestety dyplomata miał miecz świetlny i potrafił go używać w naprawdę mistrzowskim stopniu. Złapał on jednego z naszych, chciał użyć go jako tarczy aby uciec, niespodziewanie dowódca przebił obezwładnionego assassyna, zabijając przy tym nie tylko jego, ale i Jedi.
Zrozumiałem wtedy że wykonanie zadania jest naprawdę ponad wszystko dla tych ludzi..
Kilka dni później dostaliśmy kolejne zlecenie, dostaliśmy jak zawsze ilość ofiar, miejsce aktualnego pobytu i jego cel, oraz zdjęcia. Nie trzeba było długo czekać na wylot z bazy, po 10 minutach wystartowaliśmy.
Znajdowaliśmy się nad salą w której znajdowali się dyplomaci oraz strażnicy, głownie jedi. Właśnie wtedy zacząłem nad tym wszystkim rozmyślać.. Uznałem że Imperium postępuje źle, naprawdę źle. Zawładnęła mną furia, wydałem nas poprzez to że odciąłem głowę jednemu z moich towarzyszy, to było złe rozwiązanie bo reszta się na mnie rzuciła. Uratowali mnie Jedi, tym że pojawili się koło nas znikąd i obezwładnili wszystkich assassynów oprócz dowódcy X.. – on uciekł.
Sześciu z nas zostało pojmanych, lecz wszyscy oprócz mnie wprowadzili do swojego ciała truciznę, była ona na poduszce na udzie.. Zapomniałem że to zabezpieczenie na wypadek porwania aby jeńcy nie wydali Imperium. Ale dlaczego ja nie umarłem? Poczułem ukłucie, ale po tym jak sprawdzili to rycerze mocy, dowiedziałem się że igła nie przebiła moich łusek.
Zaraz po tym zabrali mnie na planetę zwaną Naboo, z tego co mi wyjaśnili, chcieli mnie osądzić.
Nowa armia, nowy ja.
-Assassynie! Zostajesz oskarżony w trybie natychmiastowym o pełnienie zbrodni przeciw Republice oraz o próbę zamordowania czołowych dyplomatów republiki. – rozgrzmiał wielki gruby sędzia, rasy ludzkiej.
-Ale istnieją środki łagodzące.. – wystąpił nagle z tłumu ktoś kogo poznałeś, jeden z Rycerzy Jedi który Cię pojmał.
-Jako że swoim atakiem na towarzysza zaprzepaściłeś wasze plany.. I z tego co się domyślam nie były to konflikty wewnętrzne między wami i zamierzałeś ich powstrzymać. – dokończył, mówiąc do rzeczy.
-Tak, tak.. – zgodził się sędzia.
-Masz możliwość wyboru, możesz zostać stracony za swe wszelakie zbrodnie, lub.. możesz pracować w naszym wojsku. – ostatnie słowa powiedział wyraźnie niechętnie.
-Co....Ja mam pracować dla was? – odpowiedziałem zdziwiony, ale zrozumiałem że to moja jedyna szansa.
-Tak, będziesz naszym żołnierzem wyższej rangi, powiedzmy Kapitanem. – rzekł Jedi.
-Ale.. Nie rozumiem... Wasz wróg ma zostać waszym żołnierzem... I to tego stopnia?! – powiedziałem bardzo zdziwiony i rozproszony.
-Oczywiście, ale istnieje jeden haczyk, nie możemy Ci w pełni ufać, więc istnieją środki zaradcze. – po tych słowach umieścił na mojej piersi jakieś niewielkie urządzenie.
-Dzięki temu będziemy mogli Ci zaufać. – uśmiechnął się.
-Ale.. Ale dlaczego... Co to jest? – spytałem się będąc to co raz bardziej zaskoczonym.
-To jest trucizna, gdy popełnisz coś naprzeciw naszej woli, zginiesz. – ostatnie słowo podkreślił swoim uśmieszkiem.
-Dobrze.. Zgadzam się na wasze warunki. – powiedziałem stanowczo.
Na tym się zakończyło, sędzia zamknął rozprawę, wszyscy się rozeszli, a mnie rozkuto i wyprowadzono.
Znalazłem się w koszarach Republiki, wszyscy oprócz towarzyszącemu mnie ciągle Jedi, mierzyli mnie wrogim spojrzeniem, lecz nie reagowałem na to. Przez pół dnia szukaliśmy pancerza który by na mnie pasował, były one przecież głównie miarkowane na ludzi.
Gdy przydzielili mi kwaterę, poszedłem spać, nadal zaskoczony tym wszystkim. Nie spałem długo, gdyż sygnał obudził mnie po 3 godzinach. Nagle do mojej kwatery wbiegł zdyszany Jedi – mój opiekun.
-Wstawaj! Przywdziej pancerz i weź broń! Zaraz masz się stawić w sali spotkań! – krzyknął i obserwował mnie niecierpliwie.
Ubrałem się szybko i wziąłem broń, potem biegłem za resztą żołnierzy w celu znalezienia owej sali spotkań. Gdy tam dotarłem, wszyscy patrzyli na mnie, a osoba o odznaczeniach Majora odezwała się do mnie.
-O, Kapitanie Mayron, czekaliśmy na pana. – powiedział złośliwie się uśmiechając.
-Na... Mnie? – powiedział naprawdę zaskoczony.
-Tak, na pana. Przecież pan najlepiej zna taktykę i zagrania Imperialnej Piechoty? Musi pan wyznaczyć dla naszych żołnierzy miejsca obrony na planecie Haan, my przybędziemy jako posiłki. – zagonił mnie do trój wymiarowej mapy z wszelakimi informacjami.
Bez słowa, zacząłem szukać informacji i zaznaczać miejsca naszej taktyki, pisałem polecenia i rady w celu złamania flanek Imperium i przedarcie się do dowódcy.
Wszyscy patrzyli dziwnie na moje plany, lecz po chwili zastanowienia zaczęli je doceniać, ale i tak byli do mnie wrogo nastawieni.
Wylecieliśmy w kierunku celu, ku mojemu zaskoczeniu Niszczycielem Imperium. Dotarliśmy dokładnie według potrzeby broniących się, szybko wylecieliśmy myśliwcami i transporterami żołnierzy na powierzchnię planety, na miejsce bitwy. Z tego co widziałem, moje plany się udały i dowódca zginął tak jak większa część piechoty imperialnej. Niestety przybyli Sith i na ich stronę spadła szalka zwycięstwa. Od razu gdy dotknąłem ziemi musiałem otworzyć ogień. Nie było miejsca na rozmowę, wrogowie odcięli nas od reszty armii! Mój oddział wpadł w sam środek ognia! Nawrzeszczałem na moich żołnierzy aby się ustawili, zrobili to nie chętnie, lecz gdy wreszcie się ustawili, była szansa na przedostanie się do reszty. Udało nam się utorować drogę bombardując imperialistów ładunkami termalnymi. Gdy dostałem się do naszych dowódców od razu pytali się mnie o następne działania, byli pod zachwytem gdy moja taktyka dowiodła mojemu nie skromnemu geniuszowi bitewnemu. Ale nie było czasu na chwalę, ale na myślenie. Podsunąłem dowódcy samobójczy atak który mógł odwrócić los bitwy, lecz był w końcu samobójczy – niemożliwy. Od razu skierował wzrok urządzenie na mojej piersi. Tak.. nie ufał mi, myślał że zdradzę i ucieknę do swoich. Zaproponowałem więc że stanę w drugiej lini ataku, wtedy się zgodził.
Chętnie wyruszyłem z tą grupą żołnierzy, lecz stałem na czele, nie jak wedle rozkazu. Z praktyk assassyna wyniosłem wiedzę z anatomii istot rozumnych i wiedziałem gdzie mam celować. Próbowałem ochraniać za wszelką cenę moich ludzi, lecz nie wyrabiałem, zabrałem ich do piekła. Wściekałem się za każdą ofiarą z naszej strony, w końcu wyskoczyłem sam w tłum wrogich żołnierzy z pasem ładunków termalnych, biegłem ile sił w nogach aby ograniczyć wybuch tak aby nie dotknął Rebeliantów. Zostałem zraniony praktycznie w każdą część ciała, nie mogłem już biec, rzuciłem pas.. Leciał zbyt nisko, wściekłem się bardziej! I wtedy jakby przez zmianę mojego nastroju pas poleciał jak mu rozkazałem. Ładunki się uruchomiły, raz, dwa, trzy i bum! Wybuch był tak mocny że odrzucił mnie na jakieś 20 metrów w tył, przy tym nieźle mnie poturbowało. Ale ponad połowa wojsk nieprzyjaciela skończyła w kawałkach. Traciłem już wzrok.. wdziałem biegnących rebeliantów... i straciłem przytomność. Obudziłem się w klinice na Naboo, byłem otoczony przez kilku Generałów. Gdy zobaczyli że otwieram powieki od razu krzyknęli.
-GRATULACJE! Żołnierzu, twoje poczynania się ryzykowne, lecz skuteczne! Wróżę Ci u nas wielką karierę! I nie musisz się już obawiać o śmierć z naszej strony. – wskazał na twoją gołą klatkę piersiową.
Dostrzegłeś że nie ma już tego urządzenia, chciałeś coś powiedzieć, ale Generał Cię uciszył i sam rzekł.
-Nic nie mów, musisz odpoczywać gdyż twój stan jest dość ciężki. – po chwili wszyscy wyszli.
Mój syn... niczym ja.
Po pewnej, wygranej bitwie – jednej z wielu, świętowaliśmy w kantynie. Poznałem tam kobiętę rasy Chistorii, rozmawialiśmy przez całą noc, było świetnie, za dużo alkoholu i byliśmy sam na sam...
Niestety po kilku dniach okazało się że jest w ciąży..
Wkrótce ukazał się światu mój syn, ale wraz z jego ‘przybyciem’, jego rodzicielka uciekła z planety... Tak samo jak zrobiła moja matka. Postanowiłem jednak że wychowam swojego syna na żołnierza.. Ahh, znów to samo, czuje się jak swój ojciec! Ale zdziwił mnie fakt.. Mam 143 lata.. Mój ojciec miał po moim urodzeniu 65 lat, zginął w moim wieku...
Ale po co się przejmować, mam syna!
Uczył się dobrze, uczyłem go kunsztu żołnierzy, dyscypliny i innych przydatnych rzeczy w wojsku. Starałem się nie okazywać uczuć, aby nie przesłaniały jego oczu.. Zrozumiałem dlaczego ojciec traktował mnie w ten sam sposób...
Zemsta!
Byłem przykuty do jakiejś ściany, byłem oszołomiony, nie reagowałem na krzyki i uderzenia osób znajdujących się przede mną. Nagle ktoś przesunął ręką przed moją twarząc i jakby znikąd odzyskałem pełną świadomość. Poznałem dwie twarze.. Dowódca Assassynów, lecz nie miał oka... Drugą osobą był Lord Sith, Kollargon - powód mojej służby u imperialnych zabójców, obaj byli wściekli.
-Wreszcie się obudziłeś Majorze Mayron Thal’sann... Zdrajco... – po tych słowach przywódca zabójców wymierzył mi cios w twarz.
-Jak.. Jak się tu znalazłem... – powiedziałem oszołomiony po uderzeniu.
-JAK?! Dałeś się złapać jak kompletny żółtodziób! Wraz ze swoim synem... – wskazał na ścianę naprzeciw mnie, był tam przykuty mój syn!
-Valorze! – po moim krzyku zostałem ponownie uderzony w twarz.
-Cicho! Powiedz nam o zamiarach Rebelii.. – wtrącił się Kollargon.
-Nigdy! Ich nigdy nie zdradzę! – okrzyknąłem i próbowałem się wyrwać z elektronowych więzów.
-Ahh, a może gdy stracisz jakąś część ciała, przemówisz? – wraz z tymi słowami Assassyn przejechał szybko wibroostrzem po moim ramieniu, trysnęła krew a ręka zaczęła zwisać trzymana przez więź.
-AGRRR!!!!! – krzyknąłem ogarnięty bólem.
-Nigdy! Nigdy! Nigdy! – dokończyłem cierpiąc z bólu.
Nagle skierował wzrok na mojego syna.
-A może bardziej zależy Ci na życiu twojego syna? – przytknął zakrwawione ostrze do jego szyi.
Spojrzałem synowi w oczy, chciałem coś powiedzieć ale on rzekł za mnie.
-Mój ojciec nie jest takim śmieciem aby zdradzić Republikę! Cena jednostki jest niższa niż miliarda! – po jego słowach zakręciła mi się łza w oku.
Niestety, w jednej chwili serce Valora spoczywało w ręce Kollargona.
-Przykro mi.. Mayronie, nadszedł twój czas po 300 latach.... – ruszył w moim kierunku włączając miecz świetlny.
Zacisnąłem zęby, opanowała mnie furia, zacząłem się szamotać aby się oswobodzić, ból z powodu utracenia ręki mi tego nie ułatwiał. Nagle się opanowałem i próbowałem zrobić to co kiedyś z ładunkami termalnymi, chciałem użyć na zwisającej rurze swojego umysłu. Zamknąłem oczy i skierowałem całą moc w falę uderzeniową. Udało się! Rura poleciała w Sitha, spróbowałem zrobić to samo z więzami, też się udało.
Po chwili byłem otoczony przez assassynów.
-Teraz zginiesz!- powiedział Lord Sithów, po czym wszyscy się na mnie rzucili.
Byłem całkiem wyczerpany lecz udało mi się uniknąć ciosów, przypomniałem sobie korytarze, byłem w bazie zabójców! Wybiegłem małym wyjściem z sali przesłuchań, skierowałem się do lądowiska, chciałem stąd uciec. Nagle dobiegły mnie świsty strzałów nade mną, to był ostrzał z blasterów. Lądowisko było puste, były tam 4 myśliwce, wskoczyłem do jednego z nich. Strzały ucichły gdy wszedłem do kokpitu, no tak przecież na lądowisku było za dużo paliwa. Gdy startowałem, zobaczyłem że pozostałe statki również zostają uruchamiane.
Odleciałem! Ale oni również, zanim wyleciałem z asteroidy – ukrytej bazy rozpoczęli ostrzał.
Dostałem w silnik, byłem zmuszony wlecieć w mgławice. Uderzałem w małe odłamki meteorytów których nie zauważyłem, w dodatku kierowanie statkiem jedną ręka w takich warunkach było dla mnie czymś niesamowicie trudnym. Usłyszałem wybuch, ktoś miał mniej szczęścia.. Na radarze nie było nikogo widać, więc włączyłem maksymalny napęd. Szybko opuściłem mgławice, niestety uszkodzony silnik zaczął zwalniać, nagle straciłem panowanie nad statkiem. Uderzył w nadlatujący meteor, straciłem już całkiem panowanie na statkiem. Leciał w kierunku tej planety...
Teraz.
-Wleciałem w atmosferę, statek ledwo to przetrzymał, zresztą ja też. Udało mi się wyrównać na tyle aby przeżyć lądowanie. Udało się.. Resztę znacie drogie młodziaki – powiedział wielki jaszczuro podobny humanoid o jednej ręce do kilku młodych chłopców ubranych w prymitywne stroje.
-Ahh, to bardzo ciekawa a zarazem przerażająca historia panie Mayron. Wiemy już jak pan się tutaj znalazł na Lethan, ale ile ma pan teraz lat?? – powiedzieli wszyscy razem.
-Teraz? Niech pomyśle... Chyba 473 lata. Sam w to nie wierze.. – powiedział cicho.
-Czy każdy z twojej rasy tak długo żyje? – spytał najwyższy z nich.
-Nie wiem, jedyni z mojej rasy których zna..łem to mój ojciec i syn... Ale zostali oni zabici... – powiedział nie chętnie wielki jaszczur.
-Ale teraz lepiej wracajcie do wioski drogie dziatki. Ja muszę iść coś upolować. – po tych słowach powstał i wziął z ziemi blaster.
Dzieciaki udały się do plemienia a wojownik ruszył biegiem do lasu...
Nie jestem pewien czy historia nie jest za krótka ;/
Re: Mayron Thal'sann (ŚM)
No więc tak: Pierwsza część...a tam nie chce mi się pisać. ZA
''Dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci, abyś poszedł do diabła w ten sposób, że poczujesz narastające podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży.''
''Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów''
Mam jedną ważną ceche. Jeśli nie umiem czegoś zrobić, potrafię znaleźć ludzi, którzy zrobią to za mnie.
Faveks
''Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów''
Mam jedną ważną ceche. Jeśli nie umiem czegoś zrobić, potrafię znaleźć ludzi, którzy zrobią to za mnie.
Faveks
-
Wagner
- ŚM - Wielki Mistrz

- Posty: 104
- Rejestracja: 7 mar 2009, o 20:59
- Imię Postaci: Arhael
- Xfire: wagnerthenecromancer
- GaduGadu: 4549862
Re: Mayron Thal'sann (ŚM)
Czy my się znamy? ![Boss, szpan! [boss]](./images/smilies/boss.png)
A tak na serio. Dobrze erpisz, masz dużo pomysłów co do swojej postaci. Podanie również trzyma odpowiedni poziom - historia posiada jakikolwiek sens, przedstawienie swojej osoby jak i postaci na sesjach też dobre. Reasumując szybko i konkretnie, jestem na TAK.
A tak na serio. Dobrze erpisz, masz dużo pomysłów co do swojej postaci. Podanie również trzyma odpowiedni poziom - historia posiada jakikolwiek sens, przedstawienie swojej osoby jak i postaci na sesjach też dobre. Reasumując szybko i konkretnie, jestem na TAK.
Mistrz Wagner
ClanLeader frakcji "Świadomi Mocy".
... i od niedawna WGM (Wielki GameMaster)
- Liga/Darxul
- ŚM - Fenker

- Posty: 161
- Rejestracja: 13 kwie 2009, o 11:09
- Imię Postaci: Darxul
- Xfire: liga997
- GaduGadu: 10018175
- Lokalizacja: Łabiszyn
Re: Mayron Thal'sann (ŚM)
Raczej nie mam innego wyboru jak napisać, że jestem na TAK. Stwierdzam, że przyłożyłeś sie do stworzenia tej postaci. Powodzenia
"This is where the fun begins"
"I have a bad feeling about this"
"I don't think so"
Phil Wogni
"I have a bad feeling about this"
"I don't think so"
Phil Wogni
- Veryus
- Posty: 22
- Rejestracja: 20 kwie 2009, o 19:44
- Imię Postaci: Veryus Arsher
- Xfire: Veryus
- GaduGadu: 4237871
Re: Mayron Thal'sann (ŚM)
No cóż, podanie dobre, historia trzyma dobry poziom i jest ciekawa. Nie będę wiele pisał, na Tak.
-
Reseken
- ŚM - Astrid

- Posty: 27
- Rejestracja: 13 kwie 2009, o 09:28
- Imię Postaci: Reseken
- Xfire: reseken
- GaduGadu: 10609349
Re: Mayron Thal'sann (ŚM)
Nie chce mi się długo rozpisywać: Tak
-
Wagner
- ŚM - Wielki Mistrz

- Posty: 104
- Rejestracja: 7 mar 2009, o 20:59
- Imię Postaci: Arhael
- Xfire: wagnerthenecromancer
- GaduGadu: 4549862
Re: Mayron Thal'sann (ŚM)
___________________________________
Gratulujemy!
Revel (Mayron Thal'sann) zostaje przyjęty do frakcji "Świadomi Mocy" i otrzymuje rangę "Nowo przybyły" bez Próby Początkowej . Zapoznaj się ze wszelkimi rzeczami jakie musisz ściągnąć by móc z nami grać. Przeczytaj także najważniejsze informacje o frakcji do której chcesz wstąpić. Jeżeli korzystasz z komunikatora X-FIRE, zapisz się TU.
__________________________________
Gratulujemy!
Revel (Mayron Thal'sann) zostaje przyjęty do frakcji "Świadomi Mocy" i otrzymuje rangę "Nowo przybyły" bez Próby Początkowej . Zapoznaj się ze wszelkimi rzeczami jakie musisz ściągnąć by móc z nami grać. Przeczytaj także najważniejsze informacje o frakcji do której chcesz wstąpić. Jeżeli korzystasz z komunikatora X-FIRE, zapisz się TU.
__________________________________
Mistrz Wagner
ClanLeader frakcji "Świadomi Mocy".
... i od niedawna WGM (Wielki GameMaster)













