Arogancja, pycha, agresja - Upadek Władcy Romulu (@: Revel)

Obrazek
Awatar użytkownika
Vosurate
Imperator
Imperator
Posty: 113
Rejestracja: 5 maja 2010, o 16:06

Arogancja, pycha, agresja - Upadek Władcy Romulu (@: Revel)

Post autor: Vosurate »

Początek

-Efefsis była planetą tętniącą życiem, pełną niesamowitej roślinności, dzikich zwierząt jak i inteligentnych, potężnych i pokojowo nastawionych do wszystkich, istot. Tymi istotami byli Asmodzi, zamieszkiwali oni tę planetę przez 10 000 lat.. - rzekł ironicznie mężczyzna całkowicie zakryty cieniem.
-...i doprowadzili do swojego upadku, tworząc nas... - po tych słowach wyszedł z cienia, a za nim jego towarzysze. Wszyscy mieli białą jak śnieg skórę, całą pokrytą różnymi czarnymi tatuażami. Byli wysocy i dobrej a zarazem smukłej budowy. Wszyscy mieli włosy tylko na głowie, wliczając brwi, każda z tych istot miała inny kolor włosów. Jeden miał błękitne, drugi blond a trzeci zielone.. Ich gałki oczne były czarne, a źrenice krwisto czerwone. Nagle jeden z nich, człek o czarnych szpiczastych włosach, wybiegł ma przód, zatrzymał się przed resztą, lecz stał cały czas do nich plecami. Patrzył on na wielkie zrujnowane miasto, spoglądał też na zmasakrowane ciała tubylców. Po chwili zastanowienia rzekł swym budzącym zgrozę głosem.
-Jak ja kocham ten widok! Pomyśleć że całkowite zrujnowanie tej planety zajęło nam tylko jeden miesiąc.. - o dziwo wzruszył się tak tym widokiem że z oka wydostała się łza i spłynęła po jego policzku.
Po chwili podszedł do niego najwyższy z nich wszystkich, jedyny był łysy i całkowicie pokryty bliznami.
-Revelu, tak mnie też cieszy ten widok, lecz zamieszkamy na tej planecie, musimy odbudować to miasto aby mieć gdzie odpoczywać.. - powiedział do czarnowłosego.
Owy Revel obrócił się do prawdopodobnego przywódcy stworów. Patrzył się na niego z gniewem w oczach po czym krzyknął.
-Nie! Mijo! Czuje że mamy szanse podbić jeszcze wiele planet! Znajdziemy jakieś statki i wymordujemy całą galaktykę! - po tych słowach Mijo uderzył zapaleńca na tyle mocno, że odleciał on na kilka dobrych metrów.
-Nie zapominaj głupcze że my, Altasi nie jesteśmy istotami doskonałymi, może i ty czujesz ciągły przypływ energii, ale my potrzebujemy odpoczynku! Dlatego jako przywódca decyduje że zostaniemy tutaj przez dłuższy czas! - zachował pewien grymas na twarzy i obrócił do wpatrujących się w leżącego, Altasmów i przemówił.
-Bracia! Rozdzielcie się i poszukajcie najmniej zniszczonych terenów, takich na których można wybudować jakieś schronienie! - nie trzeba było szybko czekać na reakcje, oprócz białowłosego Alta, wszyscy pobiegli w różnych kierunkach.
Ten który został w miejscu, w końcu podszedł wolnym krokiem do leżącego Revela i kucnął przy nim, lecz patrzył się na Mijo który znów zaczął mówić.
-Przypilnuj go Poltosie, jest niebezpieczny dla samego siebie jak i dla nas.. - gdy skończył, Revel spojrzał na niego zawistnie lecz przywódca nie obdarzył go swoim spojrzeniem i odszedł od dwójki. Osobnik do którego zostały skierowane te słowa popatrzył na brata krwi i zwrócił się do niego.
-Lepiej będzie dla Ciebie gdy nie będziesz taki porywczy. Jesteśmy wojującym ludem, lecz jesteśmy spokojni, tylko ty jesteś taki nieokrzesany, Revel. – kruczowłosy wojownik odepchnął Poltosa i wstał, jednocześnie mówiąc.
-Nikt nie będzie mi mówił co mam robić! Lepiej będzie dla Ciebie gdy będziesz trzymał się tej nocy z dala od ich obozu. – zmierzył zimnym wzrokiem swojego towarzysza, po czym zniknął.

Zdrada

Oba słońca planety dawno już zaszły za horyzontem, nastała noc. W obozie Altasów świeciły ogniska, jedni z nich pełnili przy ogniu warte. Większość wojowników już spała, po obozie oprócz wartowników krążył Poltos. Zastanawiał się on nad słowami Revela, chciał wiedzieć co on zamierza, gdyż do teraz nie pojawił się w obozie. Nagle coś zaszeleściło, między namiotami ktoś właśnie przebiegł. Poltos obrócił się energicznie i wypatrywał nieproszonej osoby.
-Ahh.. kto to może być, przecież nikogo nie zostawiliśmy przy życiu! – powiedział do siebie samotny wojownik.
Przez chwile utrzymywał bojową postawę, ale nic się nie działo więc się uspokoił. Nagle w dolinie rozległo się kilka krzyków, po chwili znikły. W obozie zrobiła się wrzawa, wojownicy dobrali wibroostrza zabrane z zniszczonych miast i przeczesywali obóz. Poltos również to robił lecz okrążał obóz po zewnętrznej osi.
-Łapać Revela! To zabój... – ktoś krzyknął, lecz przerwał w połowie, na szczęście wszyscy zrozumieli o co chodzi.
Poltos nie dowierzał w co usłyszał, upadł na kolano i zaczął rozmyślać, ale po chwili poczuł że ktoś przed nim stoi.. Był to kruczowłosy wojownik, Revel.
-Mówiłem Ci abyś się tutaj nie pokazywał.. Ostrzegałem Cię, teraz już Ci nie daruje...- zbliżał się powoli do klęczącego Poltosa w zakrwawionym wibroostrzem w ręku.
-Co masz na myśli... Co ty zrobiłeś... Upadłeś tak nisko aby zabijać swoich braci?! – krzyknął i podniósł się z miejsca, chciał chwycić za swoją broń, ale to Revel ją dzierżył.
-Wiesz co? Ja Cię nie zabije.. Ale zrobią to oni.. – morderca nagle zniknął i pojawił się za Poltosem, trzymając rękę na jego głowie.
Zanim ofiara zdążyła coś zrobić, oczy ich obu oślepiło światło, po chwili wzrok powracał. Poltos widział przed sobą jakąś osobę, o białych włosach! W ręku trzymał wibroostrze, nagle osoba przed nim powiedziała.
-Cały myk w tym.. że teraz szukają Ciebie.. Revelu! – zaśmiał się diabolicznie i obiegł przeciwnika łapiąc go za ręce.
Położył nogę na jego plecach i założył mu dźwignię, lecz na tym nie poprzestał, pchnął jego ręce do przodu, po chwili coś trzasnęło i rozległ się krzyk.
-AAAAA....!!! – to był krzyk Revela, a raczej Poltosa w jego ciele, prawdziwy zdrajca właśnie wyłamał swojemu przeciwnikowi ramiona ze stawów.
Po chwili ich obu okrążyło 10 wojowników. Jeden z nich podbiegł do czarnowłosego i cisnął nim o ziemie.
-Poltos, zaprowadźmy to ścierwo do przywódcy! To morderca! – na te słowa wojownik o białych włosach uśmiechnął się złośliwie i pomógł pobratymcy przenieść pojmanego zdrajcę do Mijo.

Szybko doszli do wielkiego namiotu, przed którym stał przywódca, który na widok jeńca podbiegł do nich złapał go za głowę i szybkim ruchem wyjął zza pasa wibroostrze i odciął głowę kruczemu zdrajcy. Wziął ją za włosy i podniósł pokazując swym pobratymcom.
-Ahh! To ścierwo pozwoliło sobie na uśmiercenie naszych braci! Został łaskawie przez nas zabity! Teraz trz... – zanim dokończył, stracił głowę.
Za jego plecami stał Poltos, z mieczem na ściekającym z krwi, po chwili powiedział.
-Zabiłeś właśnie swojego ulubieńca.. Jakoż to nie był Revel, ponieważ ja nim jestem! – gdy to mówił wojownicy rzucili się na niego z bronią, lecz zabójca wodza zdążył uniknąć ciosów i rozpoczął walkę.

...

Wzeszło pierwsze słońce, na środku obozu leżała kupa ciał, pojedynczych kończyn, głów i tym podobnych, na szycie tego strasznego widowiska stał człek z mieczem na barku. Był cały w czerwonej krwi, nawet śnieżno białe włosy ściekały tą cieczą. Patrzył on na drugie słońce które właśnie pojawiło się na horyzoncie, stał tak przez chwilę, aż w końcu zeskoczył z miejsca masakry. Wylądował kilkanaście metrów od miejsca z którego wyskoczył, wymierzył tam otwartą dłonią w której kumulowała się właśnie czarna kula. Gdy nabrała jednorodnego kształtu wystrzeliła w kierunku ciał, po uderzeniu w nie wybuchła, eksplozja była na tyle duża że pozostawiła po sobie wielki krater, nic poza tym. Istota która doprowadziła do tego wszystkiego właśnie unosiła się na kraterem i otworzyła usta.
-Jam jest Revel! I przejmę władzę nad tą galaktyką – krzyczał w niebo głosy, po czym zaczął się śmiać, a wraz ze śmiechem zadrżała ziemia.

Objęcie władzy

-Tumilomie, teraz zakończę twój żywot jak i twe rządy! - powiedział smukło zbudowany Atlas z odsłoniętą klatką piersiową o białych jak śnieg włosach dzierżący w ręku miecz.
Po chwili machnął nim, a istota do której przed chwilą mówił została skrócona o głowę i padła martwa na złoconą posadzkę sali tronowej. Oczy oprawcy zaczęło pokrywać czerwone światło, a wraz z tym ciało pod jego stopami zaczęło znikać. Kiedy jego oczy wróciły do pierwotnego stanu, skierował się do złotych podwójnych drzwi. Zatrzymał się przed nimi i machnął dłonią do siebie, po czym drzwi otworzyły się. Wyszedł on na taras z którego widział setki tysięcy żołnierzy przywdzianych w czarne kombinezony z czerwonym herbem przypominającym oko. Przez chwilę nad czymś rozmyślał, po czym rzekł na cały głos.
-Planeta Jarqee została podbita! Tym samym staje się oficjalnym władcą galaktyki Romulu! Padnijcie na kolana i oddajcie mi hołd, a pozwolę wam mnie służyć! - zaraz po jego słowach wszyscy uczynili co powiedział.
-Jam jest REVEL! Władca Romulu! - dodał i odwrócił się, wracając do budynku z uśmiechem na twarzy.

Koniec i nowy początel

Jarqee spowijała ciemność, w pałacu właśnie rozgrzmiała wielka bitwa między ludem a władcą Revelem.
Revel stał przed drzwiami do których dobijały się tłumy. Nagle drzwi się otworzyły, a wraz z nimi rozpoczął się ostrzał. Władca stał nieruchomo i przyjmował strzały z blasterów na siebie, nic mu robiły. Po chwili otoczyło go żółte pole siłowe, tym samym krzyknął.
-Jak śmiecie stawiać się swojemu władcy po 1500 latach służby! Zginiecie cierpiąc! - po tych słowach wystawił przed siebie otwarte dłonie i skierował je na tłum biegnący do niego.
W jego dłoniach zaczęła się kumulować czarna kula, rosła i rosła, wyglądało na to że nie zamierzała przestać. Gdy kula była tak wielka że prawie dotykała sufity sali tronowej, ludzie rzucili się do ucieczki.
-Nie uciekniecie! Zginiecie tak czy siak! Nawet jeśli miałbym unicestwić samego siebie! - gdy skończył mówić, wypościł kulę która wybuchła.
Ta implozja w jednej chwili zniszczyła pałac wraz z będącymi w nim istotami, a w drugiej zniszczyła całą planetę, przy czym uszkodziła słońce które sunęło na sąsiadującą planetę Ivorri.

...

-Szybko! Nie możemy czekać! Trzeba rozpocząć rytuał! - krzyknął niskiego wzrostu humanoid przypominający insekta.
-Moja ingerencja co do porodu na nic się nie zda, panie. - odpowiedział łagodnie mężczyzna przypominający człowieka, lecz oczyma całkowicie czarnymi.
Owad zaczął latać w kółko dzięki swoim małym skrzydełkom, aż nagle usłyszał płacz dziecka. Po chwili z drugiej kabiny wyszedł podobny do spokojnego mężczyzny, człowiek niosący nagie dziecię które dopiero co przyszło na świat.
-Elgeniomie, można zacząć rytuał. - podał Elgeniomowi dziecko i czekał na odpowiedź.
-Dobrze, akurat dochodzi ten czas. Milos, przyszykuj miecz.. - powiedział o dziwo spokojnie.
Milos posłuchał i wyjął samą rękojeść, nacisnął przycisk i wtedy pojawiło się jarzące laserowe ostrze barwy fioletowej. Zaraz po włączeniu miecz, Elg położył dziecko na posadzce statku, gdy to zrobił w okół dziecka utworzył się krąg. Wszyscy odeszli od dziecka. Nagle nad dzieckiem pojawiła się zamazana postać która zbliżała się do dziecka. To coś spoglądało tak przez chwile i wleciało w usta płaczącego niemowlęcia, tym samym uzbrojony człek rzucił się z mieczem na dziecię. Ale tutaj zaskakując wszystkich miecz i mężczyzna zatrzymuje się w powietrzu, a niemowlę przestaje płakać. Ciało dziecka unosi się z miejsca, a unieruchomiony mężczyzna leci w kierunku ściany i uderza w nią pozostawiając wtłuczenie. Teraz pozostali rzucili się po miecz aby zgładzić dziecko, niestety też zostają odrzuceni. Skórę dziecka pokryły dziwne wzory, zwróciło się ono do małych drzwi. Klapa uniosła się i ukazała fotel na którym niemowlę wylądowało. Po chwili klapa się zatrzęsła, a za niej można było usłyszeć dźwięk zwalniający jakieś urządzenie, kapsułę ratunkową.

Obalone istoty szybko stanęły na nogi i podbiegły do okienka aby zobaczyć co się dzieje, zobaczyli wielką metalową kulę będącą kapsułą statku.
-Och nie! Nie możemy pozwolić aby Revel powstał! - krzyknął insekto-podobny stwór.
-Zestrzelcie tą kapsułę! - krzyknął jeden z ludzi w kierunku kokpitu pilota.
Niestety zanim statek obrócił się w stronę kapsuły była ona poza zasięgiem strzału.

Kapsuła leciała przez część galaktyki w której nie było żadnej planety, ani gwiazdy. Nagle kapsuła skręciła, zaczęła się trząść, przyśpieszała. Nie wiadomo skąd, pojawiła się małych rozmiarów czarna dziura, a do jej wnętrza została wessana kapsuła z niebezpieczną istotą...

Koniec

Jakby co, to jest historia mojego sławnego schizo alter-ego

:arrow: Revel
Zablokowany

Wróć do „Opowiadania”