« GoSW Wiki

Exarius


= Exarius =

Exarius Ogólnie

Exarius to jeden z potężniejszych Sith Nowej Ery, który dołączył do Imperium chwilę przed Wojnami z Kuobelaghiem. Sithowie od razu zauważyli, że dostali pod swoje skrzydła niesamowity talent. Exarius bardzo szybko uczył się, poznawał nowe style, a gdy jego umiejętności znacząco przerosły innych równych jego randze, Lord Travis począł nauczać go indywidualnie, przez co Exarius był naprawdę silnym punktem w potyczkach ze sługami Kuobelagha. Po skończonych wojnach Exarius był już naprawdę silnym wojownikiem mocy, jednak omamiony jasną stroną mocy, zdradził Imperium i odszedł do Jedi. Gdy Jedi zostali prawie doszczętnie zniszczeni wziął na siebie odpowiedzialność przywództwa tworząc całkowicie nową frakcje Szarych Jedi. Ideologia tej frakcji nie została jednak przyjęta dobrze, więc Exarius wraz z Dreydahhem postanowili oddalić się z galaktyki. Exarius sporadycznie pojawiał się w centrum wydarzeń wspomagając szeregi Sith. W końcu Exarius wychodzi z cienia stając pośród Sith, którzy się ukrywali wiekami.

Początek

- Za czyny których się dopuściłeś Sąd skazuje cię Comuun’ie Brorin’ie na śmierć na pustyni – zapadł ostateczny wyrok Sądu Planetarnego na Tatooine. Chwile potem dwóch osiłków chwyciło Comuun’a i skuło w elektryczne kajdanki. Od razu został zaprowadzony do ciemnej klatki, która była częścią dużego pojazdu. Około dwie godziny później pojazd się zatrzymał, otworzono klatkę.

- Wysiadka, skazańcu – odezwał się pewien twileczanin – Ruszaj się – poganiał Comuun’a . Chłopak wysiadł powoli, po czym nic nie odzywając się wyciągnął ręce przed siebie.

- Tak prędko ci na śmierć ? – kontynuował twileczanin – Skoro tak to nie będę ci przeszkadzał.
Mężczyzna zdjął kajdanki Comuun’owi, po czym wsiadł do pojazdu i odjechał pospiesznie. Comuun został sam, zdany na pastwę losu. Wiedząc jak groźne bywa słońce na Tatooine ruszył na północ. Mijały godziny wędrówki, lecz Comuun trzymał się twardo na nogach, mimo, iż pot lał się z niego ciurkiem. Z czasem zaczęło go męczyć pragnienie. Od słońca dostawał wypieków na twarzy. Nie bacząc na dolegliwości szedł dalej. Słońce zaszło. Zrobiło się chłodno. Comuun postanowił przespać tę noc na pustkowiu. Gdy się obudził czuł się pół żywy, jego ciało było wysuszone niczym papier ścierny. Wstał, kontynuując marsz. Każdy krok sprawiał mu trudność, każda chwila zdawała się być tą ostatnią. Upadł, lecz po chwili zaczął się czołgać, nie dawając za wygraną. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że to koniec, że umrze na pustyni. Stracił przytomność.

Ocknął się czując chłód. To woda, zimna woda. Rozejrzał się i odsapnął. Leżał na wozie ciągniętym przez nieznane mu zwierzę. Obok niego siedziało trzech mężczyzn rasy ludzkiej, którzy byli nieco odrapani, pokaleczeni. Gdy jeden z nich zauważył poruszenie Comuun’a odezwał się:

- Patrzcie kto się obudził – zaśmiał się ochryple.

- Gdzie ja jestem ? – zapytał Comuun.

- Pytasz się gdzie ? Jesteś w drodze do obozu.

- Obozu ?

- Tak.. Jesteś niewolnikiem – odpowiedział drugi z ludzi, po czym podał mu butelkę z wodą, kontynuując – Pij, bo twoja skóra wygląda jak piasek.
Comuun wypił wodę i znów usnął. Obudził go okropny ból w krzyżu.

- Wstawaj ścierwo! – Krzyknął potężny rodian stojący nad nim z biczem.

- Ale.. – Nie dokończył, czując kolejne uderzenie.

- Do roboty!

Comuun wstał i się rozejrzał. Był przed jakąś kopalnią, gdzie pracowali sami niewolnicy. Chwycił więc młot i podszedł któregoś z nich zagadując.

- Słuchaj, gdzie my jesteśmy i co mamy robić.

Niewolnik nic nie odpowiedział, tylko wskazał skałę stojącą nieopodal. Comuun podszedł do niej i rozpoczął pracować. Mijały tygodnie ciężkiej pracy. Comuun wyrobił sobie krzepę i reputacje wśród niewolników. Pewnego dnia przy kolacji podszedł do niego największy z niewolników i wskazał na jedzenie.

- Dawaj – powiedział stanowczym tonem. Comuun nic nie odpowiedział, nawet nie odwrócił się do niewolnika.

- Dawaj albo inaczej porozmawiamy !

- Odczep się Ki’ardi - rzucił Comuun.

- To sobie porozmawiamy inaczej, piaskoskóry – odpowiedział gniewnie i chwycił kamień, którym rzucił w stronę Comuun’a. Chłopak zrobił szybki unik po czym się przeturlał i kopnął olbrzyma w kość piszczelową. Olbrzym zawył z bólu po czym chwycił Comuun’a i pchnął nim w ścianę jaskini. Chłopak upadł zakrztuszając się pyłem skalnym. Po chwili oberwał jeszcze kopniaka w brzuch. Leżał tak przez chwile wysłuchując wyzwisk drugiego, przez ten czas wypluwając krew z ust. Gdy tamten się obrócił Comuun złapał mały odłamek skalny, który mieścił mu się w dłoni podbiegł od tyłu do olbrzyma i rozciął tył czaszki wzdłuż. Krew wielkiego rozprysła się na ścianę i samego Comuun’a. Chwile później nadbiegli strażnicy i zabrali chłopaka do tamtejszej izolatki. Mijały dni, a Comuun siedział w izolatce, wdychając woń krwi zostawionej na jego ciele przez Ki’ardi’ego. Pewnego ranka, gdy słońce było na horyzoncie usłyszał głosy dobiegające sprzed izolatki. Po chwili drzwi izolatki zostały otworzone, a Comuun dostał światłem po oczach. Przed izolatką stał właściciel niewolników oraz dziwna zakapturzona postać. Przez chwile patrzyli się na niego po czym postać odezwała się do właściciela:

- Ile za niego chcesz ?

- Nic weź go… starczy mi trupów wśród niewolników.

- Odejdź – nakazała postać po czym przywołała gestem Comuuna do siebie – Jakie jest twoje imię ?
Comuun nie odpowiadał.

- Hmm nie chcesz rozmawiać, zatem będziesz – zamknął oczy i zastanowił się przez chwile – Exarius… Tak… Exarius…

- Czego ode mnie chcesz ? – zapytał Exarius.

- Tego dowiesz się na miejscu… Exarius…