Masakra na Oy’tan Trzecia część historii o wydarzeniach w galaktyce opowiadająca o masakrze na Oy'tan i bezwzględnym przybyszu o imieniu Senetius...
Data: piątek, 11 lutego 2011, 14:28 Autor: Vosurate
Na Illarg wciąż unosił się zapach krwi i spalonych ciał, mimo że od bitwy minęło już trochę czasu. Oddziały Senetiusa, zwanego przez ludność ‘’Przybyszem’’, od paru dni starały się uspokoić ludność i zorganizować się. Sam Senetius medytował w ruinach starej akademii i rozmyślał nad następnymi krokami. Nie miał wiele czasu, tylko poprzez element zaskoczenia zdobył Illarg, więc wiedział, że musi szybko wykonać następny ruch, aby ludzie zaczęli tracić wiare w Seicela i jego armie. Senetius wiedział co musi zrobić, dlatego uśmiechnął się w duchu. ‘’To będzie chyba najprzyjemniejsza część tej wojny’’. Wysłał wiadomość do jednego ze swoich ludzi, a ten w ciągu kilku minut stanął przed jego obliczem.
-Wzywałeś mnie Panie? – powiedział z szacunkiem w głosie
-Tak Raase, zbierz wszystkie oddziały. Lecimy na Oy’tan. Trzeba się pokazać tym szczurom, żeby wiedzieli kogo mają przeklinać.
-Mój Panie odradzam, rasa zamieszkująca tę planetę jest…-Raase przerwał natychmiast widząc wzrok swojego pana
-Powiedziałem. – odrzekł Senetius głosem nieznoszącym sprzeciwu. Zbierzesz wszystkich ludzi i weźmiesz ze sobę również Varsetów.
Raase rozszerzył oczy w zdziweniu. Varseci to lud, o istnieniu którego nie mieli pojęcia, póki nie przybyli na Illarg. Znaleźli ich w najpilniej strzeżonych więzieniach na planecie. Senetiusa zainteresowały te zabezpieczenia i po krótkim wywiadzie dowiedział się kim byli Varseci. Lud ten zamieszkiwał jeden z księżyców Lotrien i słynął z niezwykłego okrucieństwa. Kanibale, mordercy, gwałciciele, zdrajcy. Na Illarg było ich niewiele ponad setka, lecz to wystarczyło by stworzyć na Oy’tan piekło. Wiedział, że będą mu posłuszni. Obietnica krwi zawsze działała.
Kilka dni później wojsko zbliżało się już do atmosfery Oy’tan. Senetius czuł podniecenie, jak zawsze kiedy wiedział, że będzie zabijał. Wtem odezwał się generał armii.
-Mój Panie, proponuje początkowe bombardowanie. Zniszczymy w ten sposób oddziały Imperium na planecie. Jest ich niewiele, lecz lepiej być ostrożnym.
-Nie. Za dużo ludzi może zginąć. – odpowiedział Senetius patrząc przed siebie.
Poruszenie jakie wywołało to zdanie wyrwało go z letargu i uświadomiło, że powiedział coś dziwnego.
-Oh, miałem na myśli, ‘’Za dużo ludzi może zginąć zbyt szybką śmiercią’’ Chcę krwi nie pyłu.* Po drugie są tu jedyne w galaktyce poważne złoża cortosisu. Nie możemy ich zniszczyć. Musimy walczyć w zwarciu, bo jeśli zaatakujemy z powietrza sami zniszczą surowce. Wylądujcie jak najbliżej miasta i nie oszczędzajcie nikogo. Kobiety, dzieci, wszystko co żyje na tej planecie dziś ma przestać.
Senetius przeżył niesamowity szok gdy rozpoczęła się bitwa. Ludność zamieszkująca tę planetę była niesamowicie sprawna i zaprawiona w bojach. Na własnym, znajomym dla nich terenie mieli przewage nad oddziałami oblegającymi. Senetius musiał szybko podejmować decyzje. Natychmiast kazał zebrać wywiad na temat tej rasy i dowiedział się z kim ma do czynienia. Luirianie zamieszkujący Oy’tan słynęli ze swoich doskonałych warunków fizycznych. Miało to związek z odziałującym na nich księżycem. Senetius wiedział, ze szanse są marne, a strata większości armii w takim momencie powstania to klęska.
-Generale, rozkaz bombardowania. Natychmiast. –odezwał się stanowczo Senetius
-Mój Panie, ale Cor..-urwał i padł bezwładnie na ziemię. Był martwy.
-Raase zrób to jeśli chcesz jeszcze żyć.-powiedział wściekle Senetius
-Tak jest. – Raase natychmiast wykonał polecenie.
Bombardowanie rozpoczęło się natychmiast. Luirianie byli tym całkowicie zaskoczeni, byli pewni, że nawet ‘’Przybysz’’ nie odważy się zniszczyć cortosisu. Po kilku godzinach wszystko było już przesądzone. Zaczęło się to co zaplanował Senetius. Masakra jaką przeżywali mieszkańcy Oy’tan (choć przeżywali to chyba mało trafione słowo) przerastała najśmielsze oczekiwania Senetiusa. Kiedy jego ludzie uporali się z oddziałami Imperium planeta umierała w kolorze czerwieni. Żołnierze mieli rozkaz zabijać najbrutalniej jak tylko potrafią. Odcinać kończyny, wyrywać języki, przypalać ciała. Ludzie konali w męczerniach przez kilka godzin. Sam Senetius wkroczył na pole bitwy, gdy wszystko już było przesądzone. Dawno nie ulżył sobie w taki sposób, czuł się idealnie. Pod koniec bitwy wpuścił na planete wygłodniałych Varsetów, co przyniosło nadspodziewany efekt. Widok Luirianów, którym te ‘’zwierzeta’’ wyjadały żywcem wnętrzności był upajający. Senetius wiedział, że to rozsieje strach wśród mieszkańców całego Imperium.Odór krwi i ludzkich wnętrzności będzie się tu unosił jeszcze przez wiele lat. Jeśli nie fizycznie to na pewno we wspomnieniach ludzi.

*’’Chcę krwi nie pyłu’’ nieśmiertelne hasło Senetiusa. Zostało napisane krwią na głównej Akademii Sith na Kryo'ran