Data: wtorek, 8 lutego 2011, 21:29 Autor: Vosurate
Tego miesiąca na Illarg panowała susza. Co dzień ogromne statki transportowe przywoziły rzeczy niezbędne do przeżycia.
Planeta od setek lat należała do imperium. Mówi się, że to tutaj - a nie na Kryo'ran jak mówią archiwa - Kuobelagh po raz pierwszy skontaktował się z Gligoraxem.
Gospodarczo, Illarg jest bezużyteczne, a surowe warunki sprawiają, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby osiedlać się tu na dłużej. Jednakże, to nie przeszkodziło Gligoraxowi stworzyć tutaj jedną z największych baz wojskowych w galaktyce.
Chodziło głównie o względy strategiczne. W czasach rozkwitu imperium, a zatem u schyłku Wielkich Wojen Mocy, cywilizacja rozwijała się w dwóch różnych okręgach.
Okręg Goontiliańsko-Kryorański, w skład którego wchodziło kilkanaście planet z główną bazą kosmiczną na Muag'ta i okręg Ich'tarski, z bazą na Illarg znajdujący sie daleko od jądra galaktyki.
Pierwszym, osobiście zajmowal się imperator. O drugi troszczył się Wielki Lord Sith Xuinet'be niegdysiejszy przyjaciel Gligoraxa. Jak pokazuje historia, system się nie sprawdził gdyż okręgi zaczęły ze sobą rywalizować, a Lord Sith z własnej części
galaktyki zamierzał uczynić odrębne imperium, za co też właśnie został stracony.
Nowy Imperator, Seicel Koss osobiście doglądał Sith na Illarg,wielokrotnie zwiększając też potencjał samej bazy. Po atakach organizacji bladego półksiężyca, uznał że nie można koncentrować sił w jednym miejscu, a imperium powinno się rozwijać
symultanicznie. Illarg stało się twierdzą nie do zdobycia. Tak się przynajmniej wydawało.
Do bazy dotarł pewien Przybysz o aurze tak wielkiej, że początkowo pomylono go z samym Seicelem Kossem. Za brak niezbędnych dokumentów, chciano zabić go na miejscu, lecz ten samą tylko siłą mocy rozkazał im strzelić sobie w skronie. A ci tak też uczynili.
Należy zwrócić uwagę, że był to spory ewenement. Sztuczki Jedi i Sith z narzucaniem istotom swojej własnej woli stały się tak nagminne, że nauczono się z tym walczyć. Sami Sithowie byli praktycznie nieczuli na żadne polecenia mocy.
Wtedy ziemia zaczęła drżeć. Niebo na całej planecie spochmurniało tak, cała ziemia zostala spowita mrokiem. Zaćmienie? Na Illarg, nie działo się to często, jako że owa planeta była jedyną w swoim układzie, a od Wielkich Wojen Mocy, nie posiadała żadnych księżycy. Właśnie rozległ się alarm. Miliony jednostek zostało błyskawicznie zmobilizowanych, atmosfera stała się gesta od wysyłanych w przestrzeń myśliwców.
Wtedy to tajemniczy przybysz ruszył dalej. Próbowano go zatrzymać, jednakże z każdym kolejnym przeciwnikiem radził sobie podobnie jak i z poprzednimi. Było jasne, że żadna istota nie umiejąca posługiwać się mocą, nie jest w stanie go zatrzymać.
Niebo się rozświetliło. Czerwony słup światła runął na ziemie, sprawiając że powierzchnia Illarg zabrzmiała raz jeszcze. Trzy sekundy później rozległ się przeraźliwy świst, który rzucił na ziemię wszystkich przebywających w placówkach. Setki myśliwców, zaczęło opadać na ziemię z taką predkością, że powierzchnia zamieniała się w jeden wielki krater. Reakcja łańcuchowa nastąpiła zaraz potem. Erupcje wielkich wulkanów, gejzery, zaczęły niszczyć wszelkie istnienie. Planeta przeżywała swój maly kataklizm.
Tajemniczy przybysz kontynuował swój marsz. Większośc Sith właśnie realizowała ostateczne plany bezpieczeństwa korzystając z schronów budowanych na Illarg już jakis czas wcześniej,gdyz struktura planety była tak niespokojna, że wiadomym było iż Illarg jest bombą z opóźnionym zapłonem.
Jednakże w placówce byli też ci, którzy wiedzieli, że to nie zwykła ekologiczna katastrofa. Hyjul’ota, namiestnik imperatora na Illarg, nim wyruszył na Edipse, przekazał władzę swoim dwóm synom. Gutrowi i Fuyoranowi. Pierwszy, błyskawicznie zajął się obroną całego układu( wiadome było, że flota nieprzyjeciala ukrywa sie gdzieś tutaj) drugi, samej planety. Stało się jasne, Illarg zostało zaatakowane. Przez kogo? Jedi, odkąd Imperator Seicel stał się wielkim kanclerzem stracili resztę autonomi, a ci którzy nadal kultywowali stare nauki, zmuszeni byli do ucieczki i oczekiwania na lepsze czasy. Świadomi Mocy, zniknęli chwilę po zniszczeniu organizacji bladego Półksiężyca. Bintres’gui zaś, od dobrych paru lat, leżał zagrzebany na Kryoran, tam gdzie winien spocząć zanim stał się Kuobelaghiem. Kim był najeźdźca? To nie było istotne. Jasne było, że należało go powstrzymać.
Fuyoran przekazał wszystkim jednostkom, by ukryli się w schronach, a tym którzy umieli posługiwać się mocą polecił udać sie do sektora 8b, miejsca gdzie po raz pierwszy zarejestrowano obecność przybysza.
Gutr miał poważny problem. Jednostki rozmieszczone w całym układzie były niszczone, a nikt nie potrafił zlokalizować źródła owych zniszczeń. Przeciwnik gdzieś tam był, lecz zdecydowanie wiedział co robić by nie zostac zlokalizowanym.
Wtedy to, młody Lord Sith, prawdopodobny następca namiestnika Illarg postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Wsiadł do krążownika, upewnił się, że nie jest namierzany przez żaden z radarów , po czym ruszył w przestrzeń międzyplanetarną. Ów krążownik, był statkiem przeznaczonym do lokalizowania statków nie zarejestrowanych w bazie danych Nowego Galaktycznego Imperium. Po lokalizowaniu, działa umieszczane w całym sektorze kumułowaly energię, precyzyjnie uderzając w wrogi statek. Owa techniczna innowacja sprawiała, że statki były niszczone nim zorientowały się że wyszły z nadprzestrzeni i są gotowe do ataku na Illarg.
Tym razem jednak się nie powiodło. Czerwony strumień światła ponownie padł na powierzchnie planety sprawiając, że okręt wraz z Gutrem runał na ziemię nie pozostawiając po samym użytkowniku mocy żadnych szczątek.
Fuyoran się nie bał. Przybysz się do niego zbliżał, wiedział o tym, jednak nie chciał zawieźć Imperium , Seicela i wartości które wyznawał. Zebrał gwardię najsilniejszych użytkowników mocy na Illarg, i ruszył prosto na przybysza. Ten był spokojny. Siedział na kamieniu, spokojnie medytując. W końcu otworzył oczy. Jego wargi się nie ruszały, lecz Fuyoran usłyszał wyraźne polecenie. „ Oddaj mi Illarg, a oddam ci twoje życie.“ Sith wysłał swą gwardię. Przybysz nie wykonując żadnego ruchu, wyrwał jednemu z nich krwistoczerwony miecz świetlny,wbijając go w pierś jemu i odcinając nogi jego towarzyszowi.
Fuyoran nadal nie odczuwał lęku. „ Seicel wróci. Jak poddasz się teraz, może nawet wyśle cię na Edipse.“ Przybysz właśnie wtedy włączył swój miecz. „Edipse. Po co brać się za martwe miejsca, nie umiejąc się uporać z martwym imperium?“ Gwardia Fuyorana ruszyła na przybysza, co lepsi wojownicy sprawnie parowali jego ciosy, nieuważni umierali w okropnych męczarniach. Fuyoran obserwował. Wiedział, że nie ma szans. Było jasne, że jak nie będzie osoby, która opowie co widziała na Illarg, armia przybysza rozprawi się tak samo sprawnie z każdą planetą Imperium.
Wtedy właśnie się rozjaśniło. Oczom wszystkich, ukazał się wielki krążownik, ciągnący się na tysiące mil, który zaczął bombardować całą planetę. Wydawało się, że z Illarg nie zostanie kamień na kamieniu, a walka w rzeczywistości była przegrana nim zdążyła się rozpocząć.
Fuyoran się uspokoil. „ Dobrze, masz okręt, masz siłę, masz zaufanych ludzi. Jednakże nie masz armi, by rzucić na kolana całe Galaktyczne Imperium. Przekonał się o tym Kuobelagh, , przekonał się o tym Xuinet’be. Nie będziesz wyjątkiem. „
Wtedy Przybysz wbił swe ostrze, w Fuyorana. „ Nie chce go niszczyć. Chce je zdobyć“
Tego jednak przybysz się nie spodziewał. Pancerz z Cortosisu na piersi Fuyorana zniwelowało moc promienia z miecza świetlnego nieprzyjaciela, wyłączając go.
„ Rozkaz GU128„ Fuyoran krzyknął do komunikatora, Zamykając cały sektor 8b w energetycznej klatce. Przybysz stał się jego więźniem. Więźniem, który prawdopodobnie zaraz urwie mu głowę.
Przybysz jednakże zamknął oczy, usiadł na kamieniu i wrócił do medytacji. Ku przerażeniu Fuyorana, ziemia zaczęła się trząść, e generatory pola wybuchać. Bariera zniknęła.
Przybysz się uśmiechnął, wyciągając bladą dłoń w stronę następcy namiestnika.„Illarg należy do mnie. Tak jak i twoje życie.“ Fuyoran dumnie uniusł głowę. „ Illarg należy do Imperium, tak jak i twoje życie“.
Fuyoran zniknął, jednakże przybysz się tym nie przejął. To była pierwsza bitwa, jednakże nie ostatnia. Wiedział, że syn Hyjul’ota miał rację. Illarg zdobył z zaskoczenia, Seicel z flotą ruszył na Edipse i niebawem wróci rozpoczynając otwartą wojnę. Wojnę, której może nie wygrać. Potrzebował sprzymierzeńców, bądź chwilowych pomocników. Wiedział, gdzie może ich szukać.
Tak, rozpoczęły się nowe, mroczne czasy w galaktyce. Bitwa o Illarg została zakończona, lecz bitwa o Imperium dopiero się zaczęła.
Gligorax
Planeta od setek lat należała do imperium. Mówi się, że to tutaj - a nie na Kryo'ran jak mówią archiwa - Kuobelagh po raz pierwszy skontaktował się z Gligoraxem.
Gospodarczo, Illarg jest bezużyteczne, a surowe warunki sprawiają, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby osiedlać się tu na dłużej. Jednakże, to nie przeszkodziło Gligoraxowi stworzyć tutaj jedną z największych baz wojskowych w galaktyce.
Chodziło głównie o względy strategiczne. W czasach rozkwitu imperium, a zatem u schyłku Wielkich Wojen Mocy, cywilizacja rozwijała się w dwóch różnych okręgach.
Okręg Goontiliańsko-Kryorański, w skład którego wchodziło kilkanaście planet z główną bazą kosmiczną na Muag'ta i okręg Ich'tarski, z bazą na Illarg znajdujący sie daleko od jądra galaktyki.
Pierwszym, osobiście zajmowal się imperator. O drugi troszczył się Wielki Lord Sith Xuinet'be niegdysiejszy przyjaciel Gligoraxa. Jak pokazuje historia, system się nie sprawdził gdyż okręgi zaczęły ze sobą rywalizować, a Lord Sith z własnej części
galaktyki zamierzał uczynić odrębne imperium, za co też właśnie został stracony.
Nowy Imperator, Seicel Koss osobiście doglądał Sith na Illarg,wielokrotnie zwiększając też potencjał samej bazy. Po atakach organizacji bladego półksiężyca, uznał że nie można koncentrować sił w jednym miejscu, a imperium powinno się rozwijać
symultanicznie. Illarg stało się twierdzą nie do zdobycia. Tak się przynajmniej wydawało.
Do bazy dotarł pewien Przybysz o aurze tak wielkiej, że początkowo pomylono go z samym Seicelem Kossem. Za brak niezbędnych dokumentów, chciano zabić go na miejscu, lecz ten samą tylko siłą mocy rozkazał im strzelić sobie w skronie. A ci tak też uczynili.
Należy zwrócić uwagę, że był to spory ewenement. Sztuczki Jedi i Sith z narzucaniem istotom swojej własnej woli stały się tak nagminne, że nauczono się z tym walczyć. Sami Sithowie byli praktycznie nieczuli na żadne polecenia mocy.
Wtedy ziemia zaczęła drżeć. Niebo na całej planecie spochmurniało tak, cała ziemia zostala spowita mrokiem. Zaćmienie? Na Illarg, nie działo się to często, jako że owa planeta była jedyną w swoim układzie, a od Wielkich Wojen Mocy, nie posiadała żadnych księżycy. Właśnie rozległ się alarm. Miliony jednostek zostało błyskawicznie zmobilizowanych, atmosfera stała się gesta od wysyłanych w przestrzeń myśliwców.
Wtedy to tajemniczy przybysz ruszył dalej. Próbowano go zatrzymać, jednakże z każdym kolejnym przeciwnikiem radził sobie podobnie jak i z poprzednimi. Było jasne, że żadna istota nie umiejąca posługiwać się mocą, nie jest w stanie go zatrzymać.
Niebo się rozświetliło. Czerwony słup światła runął na ziemie, sprawiając że powierzchnia Illarg zabrzmiała raz jeszcze. Trzy sekundy później rozległ się przeraźliwy świst, który rzucił na ziemię wszystkich przebywających w placówkach. Setki myśliwców, zaczęło opadać na ziemię z taką predkością, że powierzchnia zamieniała się w jeden wielki krater. Reakcja łańcuchowa nastąpiła zaraz potem. Erupcje wielkich wulkanów, gejzery, zaczęły niszczyć wszelkie istnienie. Planeta przeżywała swój maly kataklizm.
Tajemniczy przybysz kontynuował swój marsz. Większośc Sith właśnie realizowała ostateczne plany bezpieczeństwa korzystając z schronów budowanych na Illarg już jakis czas wcześniej,gdyz struktura planety była tak niespokojna, że wiadomym było iż Illarg jest bombą z opóźnionym zapłonem.
Jednakże w placówce byli też ci, którzy wiedzieli, że to nie zwykła ekologiczna katastrofa. Hyjul’ota, namiestnik imperatora na Illarg, nim wyruszył na Edipse, przekazał władzę swoim dwóm synom. Gutrowi i Fuyoranowi. Pierwszy, błyskawicznie zajął się obroną całego układu( wiadome było, że flota nieprzyjeciala ukrywa sie gdzieś tutaj) drugi, samej planety. Stało się jasne, Illarg zostało zaatakowane. Przez kogo? Jedi, odkąd Imperator Seicel stał się wielkim kanclerzem stracili resztę autonomi, a ci którzy nadal kultywowali stare nauki, zmuszeni byli do ucieczki i oczekiwania na lepsze czasy. Świadomi Mocy, zniknęli chwilę po zniszczeniu organizacji bladego Półksiężyca. Bintres’gui zaś, od dobrych paru lat, leżał zagrzebany na Kryoran, tam gdzie winien spocząć zanim stał się Kuobelaghiem. Kim był najeźdźca? To nie było istotne. Jasne było, że należało go powstrzymać.
Fuyoran przekazał wszystkim jednostkom, by ukryli się w schronach, a tym którzy umieli posługiwać się mocą polecił udać sie do sektora 8b, miejsca gdzie po raz pierwszy zarejestrowano obecność przybysza.
Gutr miał poważny problem. Jednostki rozmieszczone w całym układzie były niszczone, a nikt nie potrafił zlokalizować źródła owych zniszczeń. Przeciwnik gdzieś tam był, lecz zdecydowanie wiedział co robić by nie zostac zlokalizowanym.
Wtedy to, młody Lord Sith, prawdopodobny następca namiestnika Illarg postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Wsiadł do krążownika, upewnił się, że nie jest namierzany przez żaden z radarów , po czym ruszył w przestrzeń międzyplanetarną. Ów krążownik, był statkiem przeznaczonym do lokalizowania statków nie zarejestrowanych w bazie danych Nowego Galaktycznego Imperium. Po lokalizowaniu, działa umieszczane w całym sektorze kumułowaly energię, precyzyjnie uderzając w wrogi statek. Owa techniczna innowacja sprawiała, że statki były niszczone nim zorientowały się że wyszły z nadprzestrzeni i są gotowe do ataku na Illarg.
Tym razem jednak się nie powiodło. Czerwony strumień światła ponownie padł na powierzchnie planety sprawiając, że okręt wraz z Gutrem runał na ziemię nie pozostawiając po samym użytkowniku mocy żadnych szczątek.
Fuyoran się nie bał. Przybysz się do niego zbliżał, wiedział o tym, jednak nie chciał zawieźć Imperium , Seicela i wartości które wyznawał. Zebrał gwardię najsilniejszych użytkowników mocy na Illarg, i ruszył prosto na przybysza. Ten był spokojny. Siedział na kamieniu, spokojnie medytując. W końcu otworzył oczy. Jego wargi się nie ruszały, lecz Fuyoran usłyszał wyraźne polecenie. „ Oddaj mi Illarg, a oddam ci twoje życie.“ Sith wysłał swą gwardię. Przybysz nie wykonując żadnego ruchu, wyrwał jednemu z nich krwistoczerwony miecz świetlny,wbijając go w pierś jemu i odcinając nogi jego towarzyszowi.
Fuyoran nadal nie odczuwał lęku. „ Seicel wróci. Jak poddasz się teraz, może nawet wyśle cię na Edipse.“ Przybysz właśnie wtedy włączył swój miecz. „Edipse. Po co brać się za martwe miejsca, nie umiejąc się uporać z martwym imperium?“ Gwardia Fuyorana ruszyła na przybysza, co lepsi wojownicy sprawnie parowali jego ciosy, nieuważni umierali w okropnych męczarniach. Fuyoran obserwował. Wiedział, że nie ma szans. Było jasne, że jak nie będzie osoby, która opowie co widziała na Illarg, armia przybysza rozprawi się tak samo sprawnie z każdą planetą Imperium.
Wtedy właśnie się rozjaśniło. Oczom wszystkich, ukazał się wielki krążownik, ciągnący się na tysiące mil, który zaczął bombardować całą planetę. Wydawało się, że z Illarg nie zostanie kamień na kamieniu, a walka w rzeczywistości była przegrana nim zdążyła się rozpocząć.
Fuyoran się uspokoil. „ Dobrze, masz okręt, masz siłę, masz zaufanych ludzi. Jednakże nie masz armi, by rzucić na kolana całe Galaktyczne Imperium. Przekonał się o tym Kuobelagh, , przekonał się o tym Xuinet’be. Nie będziesz wyjątkiem. „
Wtedy Przybysz wbił swe ostrze, w Fuyorana. „ Nie chce go niszczyć. Chce je zdobyć“
Tego jednak przybysz się nie spodziewał. Pancerz z Cortosisu na piersi Fuyorana zniwelowało moc promienia z miecza świetlnego nieprzyjaciela, wyłączając go.
„ Rozkaz GU128„ Fuyoran krzyknął do komunikatora, Zamykając cały sektor 8b w energetycznej klatce. Przybysz stał się jego więźniem. Więźniem, który prawdopodobnie zaraz urwie mu głowę.
Przybysz jednakże zamknął oczy, usiadł na kamieniu i wrócił do medytacji. Ku przerażeniu Fuyorana, ziemia zaczęła się trząść, e generatory pola wybuchać. Bariera zniknęła.
Przybysz się uśmiechnął, wyciągając bladą dłoń w stronę następcy namiestnika.„Illarg należy do mnie. Tak jak i twoje życie.“ Fuyoran dumnie uniusł głowę. „ Illarg należy do Imperium, tak jak i twoje życie“.
Fuyoran zniknął, jednakże przybysz się tym nie przejął. To była pierwsza bitwa, jednakże nie ostatnia. Wiedział, że syn Hyjul’ota miał rację. Illarg zdobył z zaskoczenia, Seicel z flotą ruszył na Edipse i niebawem wróci rozpoczynając otwartą wojnę. Wojnę, której może nie wygrać. Potrzebował sprzymierzeńców, bądź chwilowych pomocników. Wiedział, gdzie może ich szukać.
Tak, rozpoczęły się nowe, mroczne czasy w galaktyce. Bitwa o Illarg została zakończona, lecz bitwa o Imperium dopiero się zaczęła.
Gligorax









